Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (183) - rok IX - 15 kwiecień 2006

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
O mistrzu świata...


Wywiady z Tomaszem Adamkiem i jego najbliższymi osobami: żoną Dorotą, trenerem Andrzejem Gmitrukiem, księdzem dr. Mirosławem Wróblem i z Karmelitanką, S. Magdą.


Droga do kariery
Tomasz Adamek urodził się w Gilowicach. Miał zaledwie dwa lata, gdy w wypadku autobusowym
w Wilczym Jarze zginął jego ojciec. Już w wieku dwunastu lat rozpoczął treningi w "Góralu" Żywiec,
a w cztery lata później przeszedł do GKS Jastrzębie, gdzie trenował pod okiem Kazimierza Rochalskiego. Pierwsze sukcesy w walkach zaowocowały powołaniem go do kadry, w której treningi prowadził Janusz Gortat. Pierwszy tytuł mistrza Polski seniorów w wadze średniej zdobył Tomek w 1994 roku, mając osiemnaście lat. W mistrzostwach Europy w Mińsku zdobył brązowy medal w wadze półciężkiej.

Na zawodowstwo przeszedł w 1999 roku. Pierwszym jego promotorem był Panos Eliades, trenujący wcześniej Lenora Lewisa. Pierwsze swoje zawodowe walki Adamek stoczył na terenie Anglii. Pierwszym jego trudnym przeciwnikiem był Sycylijczyk Rudi Lupo, z którym wygrał walkę o tytuł interkontynentalny organizacji IBC w 2001 roku, a następnie także mistrzowskie tytuły interkontynentalne w IBF i WBO. We wrześniu 2004 roku Adamek podpisał kontrakt z Donem Kingiem, wyjechał do Chicago, gdzie rozpoczął treningi u boku Gołoty, z trenerem Samem Colony. Już w dwa miesiące później otrzymał propozycję walki o wakujący pas mistrzowski federacji WBC (Word Boxing Council) w kategorii półciężkiej. Pojedynek odbył się 21 maja 2005 roku w hali United Center w Chicago. Do walki przystąpił Adamek ze złamanym wcześniej nosem, nie ujawniając tego. Siłą rzeczy musiało się to odbić na jego kondycji, co znalazło odzwierciedlenie w werdykcie sędziowskim 2:1 dla Adamka. Do tej pory w boksie zawodowym stoczył 30 zwycięskich walk, w tym 21 przed czasem. Jest żarliwym katolikiem. Żonaty, żona Dorota, mają dwie córki. Menedżerem i trenerem Adamka jest obecnie Andrzej Gmitruk, który rozpoczynał karierę jako trener kadry polskich juniorów. W latach 1985-88 trenował seniorów i w tym okresie polscy pięściarze odnosili wiele sukcesów. Przez szereg lat był trenerem kadry norweskiej i konsultantem Norweskiego Komitetu Olimpijskiego. Do jego dawniejszych podopiecznych należą: Andrzej Gołota, Dariusz Michalczewski, Henryk Petrich, Bogdan Gajda, bracia Kosiedowscy, Zbigniew Raubo, Jan Dydak. Obecnie prowadzi europejską grupę boksu zawodowego BOXING EUROPE. Andrzej Gmitruk jest jednym z najlepszych, najskuteczniejszych trenerów pięściarstwa zawodowego w świecie.

Bronisław Sroka: Panie Tomaszu, w jaki sposób udaje się Panu z powodzeniem łączyć obowiązki rodzinne z wyjazdami za ocean, intensywnymi treningami pięściarskimi, które pochłaniają przecież tak wiele czasu?

Tomasz Adamek: Każdy człowiek musi się troszczyć o swoją rodzinę, o zabezpieczenie jej bytu. Takie są warunki życia wielu polskich rodzin. Wszyscy pracujący poza miejscem swojego zamieszkania tak czynią, nie tylko sportowcy. Ja wybrałem tę dyscyplinę sportu, która mi najbardziej odpowiada, do niej mam predyspozycję i zamiłowanie. Wiąże się to z częstymi wyjazdami, czasami na dłużej, czego efektem jest rozłąka z rodziną. To jest konieczność, by utrzymać formę i należycie przygotować się do walki. Od tego uzależniony jest mój sukces. Rzecz jasna, że wolałbym mieszkać w Gilowicach, tutaj trenować, a nawet walczyć. Niestety, jest to niemożliwe. Także nie wszystkie ustalenia zależą ode mnie. Dotyczy to w pierwszym rzędzie szkolenia i finansów z tym związanych.

B.S.: Jakie były Pana odczucia przed pierwszą, tak ważną walką w USA?

T.A.: Do każdej walki sumiennie się przygotowuję psychicznie i kondycyjnie. Nigdy nie żywię wątpliwości, że mogę przegrać. Przystępując do pojedynku, moja podświadomość jest w pełni przekonana o sukcesie, nie o porażce, której w ogóle nie biorę pod uwagę. To mi pomaga przełamywać ewentualne bariery. Tak od dawna kształtuję swój umysł i jak widać, z dobrym skutkiem. Jestem człowiekiem wierzącym, Bóg mi daje siły do walki i wiarę w zwycięstwo.

B.S.: Kto jest dla Pana autorytetem, a może wzorcem, godnym naśladowania w sporcie zawodowym?

T.A.: Nie można naśladować jakiegoś konkretnego sportowca. Każdy jest inny
i w każdym widzę pewne zalety, a jest ich wielu. Dla mnie najbardziej godni uwagi to: Holldfid, Muhammad Ali, no i Roy Jones junior. Żaden z nich jednak nie stanowi dla mnie absolutnego wzorca, a interesują mnie jedynie niektóre elementy ich stylu. Mam wypracowany własny.

B.S.: Przed występem w telewizji, w programie Jerzego Kryszaka "Mój pierwszy raz" jeździł Pan samochodem rajdowym. Jakby Pan porównał te dwa rodzaje sportów: pięściarstwo i rajdy samochodowe?

T.A.: Są to dwie, całkiem odrębne dyscypliny, wręcz nieporównywalne. Aczkolwiek i w jednym i w drugim przypadku sukcesy zależą od odwagi, od sprawności zawodnika i psychiki. W sporcie samochodowym zawodnik uzależniony jest od wielu czynników: od niezawodności pojazdu, od aury w danym momencie, od podłoża po którym jedzie itp. Ja, wychodząc na ring, zdany jestem całkowicie na samego siebie. Sukces warunkują wyłącznie: przygotowanie techniczne, błyskawiczny refleks, wola zwycięstwa i odporność psychiczna. Mnie osobiście wspomaga także niezachwiana wiara w Boga.

B.S.: Wiem, że z księdzem Mirosławem jesteście przyjaciółmi. Czy jego osobowość ma także dodatni wpływ na Pana?

T.A.: Owszem. Ale jest jeszcze ks. Józef, ks. proboszcz i wikariusz, a także S. Magda
w Karmelu. To oni wspierają mnie duchowo, będąc świadkami wiary, potrzebnymi nie tylko w życiu, ale i w sporcie. Obecność żony i Mirka przed walką w Niemczech, wpłynęła pozytywnie na mój spokój. Modliliśmy się wspólnie, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, tylko nie o walce. Zwiedzaliśmy wspólnie Dusseldorf i w ten sposób mogłem się odprężyć, rozluźnić, a to pomaga w późniejszej koncentracji przed czekającą mnie rozgrywką.

B.S.: Plany na przyszłość?

T.A.: Najprawdopodobniej moim następnym rywalem będzie Briggs. Kiedy i gdzie odbędzie się spotkanie, tego nie mogę powiedzieć. Uzależnione to jest od wielu czynników, przede wszystkim menedżersko-finansowych. Może to być w Polsce, w Stanach Zjednoczonych, lub w Australii.

B.S.: Powszechnie wiadomo, że rozpoczął Pan finalizowanie pracy magisterskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, będąc licencjatem wydziału administracji. Dlaczego aż w Lublinie?

T.A.: Ponieważ dyplomy magisterskie nie wszystkich polskich wyższych uczelni uznawane są poza granicami kraju. Jest ich u nas zaledwie kilka i jednym z nich jest właśnie KUL. Mam także sentyment do tej uczelni i stąd moja decyzja.

B.S. Dziękuję za rozmowę.

Pani Dorota Adamek


B.S.: Jak to jest, gdy ma się tak sławnego męża?


D.A.: Jestem w pełni usatysfakcjonowana, ponieważ jest to nasz wspólny sukces. Ważne, że Tomek nie zmienił się, jest taki sam jak wówczas, gdy rozpoczynał swoją karierę. Cenię jego charakter. I ja po części korzystam z jego sławy i popularności. To wspaniałe uczucie. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

B.S.: W jaki sposób radzi sobie Pani z menu dla męża, w czasie jego pobytu w domu, by nic nie stracił z kondycji, a równocześnie zachował prawidłową wagę. Czy korzysta Pani z czyichś wskazówek?

D.A. Mąż doskonale wie, co ma jeść. Dieta beztłuszczowa, owoce, warzywa, ryby i inne owoce morza. Wszystkie dania przygotowuję sama, mam już praktykę w tym zakresie. Dania powinny być urozmaicone i smaczne. To wszystko.

B.S.: Mąż jest nieomal gościem w domu. Teraz jeszcze rozchwytywany przez dziennikarzy telewizyjnych i prasowych. Stał się gwiazdą. Czy nie jest Pani zazdrosna o zawłaszczanie jego osoby?

D.A.: Nie mam powodów do zazdrości. Wręcz odwrotnie. To miłe, kiedy ktoś zabiega o spotkanie, o wywiad, choć momentami trudno jest dostosować się do wszystkich żądań. Muszę jednak przyznać, że Tomek jest bardzo stanowczym w tych sprawach. Kiedy komuś powie, że ma dla niego tylko piętnaście minut, nikt nie oponuje. Każdy ma respekt przed pięściarzem i to tej klasy. Uważam, że każda żona, mająca popularnego czy sławnego męża, postępuje w ten sam sposób.

B.S. Dziękuję Pani za wypowiedź.

Trener Andrzej Gmitruk (wywiad telefoniczny)

B.S.: Panie trenerze, w jakich okolicznościach poznał Pan Tomasza, a nade wszystko, co Pan zauważył w nim niezwykłego, że zgodził się być jego menedżerem i trenerem z tak niebywałym skutkiem, za co dziękujemy.

A.G.: Odpowiadając na to pytanie, chcę szczerze wyrazić swoją opinię na ten temat. Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że na swojej trenerskiej drodze spotkałem takiego człowieka, jakim jest Tomek. Spotkania tego nie możemy rozpatrywać jedynie w kategoriach sportowych, ale musimy przede wszystkim zwrócić uwagę na osobowość, jaką on sobą prezentuje. Poza wieloma walorami jest Mistrzem Świata. Jest człowiekiem prawym, o nienagannej postawie, jest doskonałym wzorem do naśladowania dla młodego pokolenia.

B.S.: Jak się Panu z nim współpracuje zważywszy, że zewnętrznie oceniając ma charakter delikatny, raczej nie licujący z pięściarstwem?

A.G.: Z Tomkiem rozumiemy się bardzo dobrze i współpraca nasza jak widać nie nastręcza nam żadnych trudności. Co do oceny jego charakteru, to tylko pozory, które nie korelują w żaden sposób z dyscypliną jaką uprawia. Jak widać, można być człowiekiem spokojnym, opanowanym, poukładanym i delikatnym na co dzień, a równocześnie twardym i zdecydowanym aż do skutku wówczas, gdy tego wymaga sytuacja. Takim właśnie człowiekiem jest Tomek.

B.S.: Sięganie na elitarne wyżyny zawodowstwa w pięściarstwie wymaga nie lada starań i zabiegów. Niemały udział w tych sukcesach to Pana zasługa.

A.G.: Myślę, że tego nie można oceniać w kategoriach procentowych. W sporcie, tak jak i w życiu zachodzą pewne związki które funkcjonują, albo nie. Poza wiedzą sportową, fachowością w danej dziedzinie, istnieje jeszcze coś takiego, jak wspólne dążenie do osiągnięcia celu. Tym celem jaki wspólnie z Tomkiem założyliśmy, było zdobycie mistrzostwa świata w WBC. Konsekwentnie do tego zmierzaliśmy. Jak się okazało, z pozytywnym skutkiem.
B.S.: Jeśli wolno zapytać, czy jest już ustalona następna walka Tomasza?

A.G.: Myślę, że na ostateczną decyzję w tej sprawie musimy jeszcze poczekać. Uważam, że najbliższym realnym terminem do obrony Mistrza Świata będzie miesiąc czerwiec lub lipiec. Liczymy, że walka odbędzie się w Stanach Zjednoczonych.

B.S. Dziękuję bardzo za wypowiedź.

Rozmowa z księdzem dr. Mirosławem Wróblem - wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

B.S.: Kiedy Ksiądz poznał się z Tomaszem Adamkiem?

M.W.: Pracowałem jako wikariusz w parafii Św. Andrzeja w Gilowicach w latach 1996-98. Znajomość rozpoczęła się któregoś dnia przed mszą w kościelnej zakrystii. Przedstawił mi go mój proboszcz (będzie
o tym mowa w naszej książkowej publikacji jaką opracowujemy).

B.S.: Jak zawiązała się przyjaźń pomiędzy wami, a także i księdzem Józefem z Saint Louis w USA?


M.W.: Zarówno ksiądz Józef jak i ja, jeszcze przed seminarium również uprawialiśmy sport amatorsko: biegi, pływanie (to domena ks. Józefa), ja zaś piłkę nożną, szachy, trochę karate i sportów samochodowych. Zainteresowania tymi sportami zbliżyło nas do siebie, choć wstępując do seminarium musiałem zrezygnować z uprawiania niektórych dyscyplin.

B.S.: Jak to się stało, że przed walką z Thomasem Ehrlichem Adamek był taki spokojny i opanowany?

M.W.: Na to pytanie odpowiedział sam Tomasz na konferencji prasowej po walce. Przede wszystkim obecność żony, fanów z Gilowic i w ogóle z kraju sprawiły, że czuł się odprężony. Dodał także, że obecność księdza, przyjaciela z Polski, aczkolwiek nie wpływała na technikę walki, pomagała jednak skoncentrować mu się na tym, co najważniejsze.

B.S.: Czy mógłby Ksiądz powiedzieć coś o sytuacjach, jakie nie są zwykle podawane mediom?

M.W.: Tak. Kiedy po wygranej walce w Dusseldorfie cały radosny orszak poszedł w stronę hotelu, gdzie Don King zaprosił na świętowanie tej walki, Tomasz wraz ze swoją żoną, czego byłem świadkiem, odmówił dziesiątkę różańca, podając taką intencję: "Dziękuję Ci Panie Boże i Matko Najświętsza, że zostałem uchroniony od niebezpiecznych ciosów, ale przede wszystkim dziękuję Ci, że obaj z Thomasem zeszliśmy z ringu zdrowi". I wtedy zaczęliśmy się modlić.

B.S.: Jak Ksiądz uważa? Czy wiara pomaga w przygotowaniu i toku walki?


M.W.: Tak. Przez wiele miesięcy przygotowań, jak i teraz, Tomasz wraz z całą rodziną utrzymuje towarzyski i modlitewny kontakt z zakonem Karmel w Trzebini koło Żywca. Tam się modlą wspólnie i tam szuka skupienia.

B.S.: Jak reagował nasz bohater zaraz po walce z Thomasem Uhrlichem?

M.W.: Miałem tę radość i zaszczyt wejść do szatni Tomasza zaraz po zakończeniu walki wraz z jego teamem i najbliższą rodziną. Wtedy powiedział: "Wymodliliśmy to zwycięstwo". Na co mu odpowiedziałem: "Owszem. Ale modlitwa wspierała mistrzowski kunszt walki".

B.S. Życząc Księdzu Szczęść Boże, dziękuję za rozmowę.

Siostra Karmelitanka S. Magda.

B.S.: Kiedy Siostra poznała Tomasza?

S.M.: Poznaliśmy go w ubiegłym roku w czasie wakacji, kiedy to wraz z księdzem Mirosławem przyjechali do Karmelu na modlitwę. Ponadto jego córka uczęszcza do nas na kurs języka hiszpańskiego. Znajomość Tomasza i jego rodziny jest znajomością z całym Karmelem, wspieramy go modlitwami, o które prosił. Tak się to zaczęło.

B.S.: Jak z tego wnioskować, Tomasz sporo czasu spędza w Karmelu na modłach.

S.M.: Tak. Przyjeżdża do nas wraz z rodziną, kiedy tylko pozwala mu na to czas.

B.S.: Życzę Siostrze pomyślności i dziękuję za wypowiedź.

Rozmowy z Tomaszem Adamkiem i jego najbliższymi osobami przeprowadził:
Bronisław Sroka



do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.