Droga do kariery
Tomasz Adamek urodził się w Gilowicach. Miał zaledwie dwa lata, gdy w wypadku
autobusowym
w Wilczym Jarze zginął jego ojciec. Już w wieku dwunastu lat rozpoczął treningi
w "Góralu" Żywiec,
a w cztery lata później przeszedł do GKS Jastrzębie, gdzie trenował pod okiem
Kazimierza Rochalskiego. Pierwsze sukcesy w walkach zaowocowały powołaniem go
do kadry, w której treningi prowadził Janusz Gortat. Pierwszy tytuł mistrza Polski
seniorów w wadze średniej zdobył Tomek w 1994 roku, mając osiemnaście lat. W
mistrzostwach Europy w Mińsku zdobył brązowy medal w wadze półciężkiej.
Na zawodowstwo przeszedł w 1999 roku. Pierwszym jego promotorem był Panos Eliades,
trenujący wcześniej Lenora Lewisa. Pierwsze swoje zawodowe walki Adamek stoczył
na terenie Anglii. Pierwszym jego trudnym przeciwnikiem był Sycylijczyk Rudi
Lupo, z którym wygrał walkę o tytuł interkontynentalny organizacji IBC w 2001
roku, a następnie także mistrzowskie tytuły interkontynentalne w IBF i WBO. We
wrześniu 2004 roku Adamek podpisał kontrakt z Donem Kingiem, wyjechał do Chicago,
gdzie rozpoczął treningi u boku Gołoty, z trenerem Samem Colony. Już w dwa miesiące
później otrzymał propozycję walki o wakujący pas mistrzowski federacji WBC (Word
Boxing Council) w kategorii półciężkiej. Pojedynek odbył się 21 maja 2005 roku
w hali United Center w Chicago. Do walki przystąpił Adamek ze złamanym wcześniej
nosem, nie ujawniając tego. Siłą rzeczy musiało się to odbić na jego kondycji,
co znalazło odzwierciedlenie w werdykcie sędziowskim 2:1 dla Adamka. Do tej pory
w boksie zawodowym stoczył 30 zwycięskich walk, w tym 21 przed czasem. Jest żarliwym
katolikiem. Żonaty, żona Dorota, mają dwie córki. Menedżerem i trenerem Adamka
jest obecnie Andrzej Gmitruk, który rozpoczynał karierę jako trener kadry polskich
juniorów. W latach 1985-88 trenował seniorów i w tym okresie polscy pięściarze
odnosili wiele sukcesów. Przez szereg lat był trenerem kadry norweskiej i konsultantem
Norweskiego Komitetu Olimpijskiego. Do jego dawniejszych podopiecznych należą:
Andrzej Gołota, Dariusz Michalczewski, Henryk Petrich, Bogdan Gajda, bracia Kosiedowscy,
Zbigniew Raubo, Jan Dydak. Obecnie prowadzi europejską grupę boksu zawodowego
BOXING EUROPE. Andrzej Gmitruk jest jednym z najlepszych, najskuteczniejszych
trenerów pięściarstwa zawodowego w świecie.
Bronisław Sroka: Panie Tomaszu, w jaki sposób udaje się Panu z powodzeniem łączyć
obowiązki rodzinne z wyjazdami za ocean, intensywnymi treningami pięściarskimi,
które pochłaniają przecież tak wiele czasu?
Tomasz Adamek: Każdy człowiek musi się troszczyć o swoją rodzinę, o zabezpieczenie
jej bytu. Takie są warunki życia wielu polskich rodzin. Wszyscy pracujący poza
miejscem swojego zamieszkania tak czynią, nie tylko sportowcy. Ja wybrałem tę
dyscyplinę sportu, która mi najbardziej odpowiada, do niej mam predyspozycję
i zamiłowanie. Wiąże się to z częstymi wyjazdami, czasami na dłużej, czego efektem
jest rozłąka z rodziną. To jest konieczność, by utrzymać formę i należycie przygotować
się do walki. Od tego uzależniony jest mój sukces. Rzecz jasna, że wolałbym mieszkać
w Gilowicach, tutaj trenować, a nawet walczyć. Niestety,
jest to niemożliwe. Także nie wszystkie ustalenia zależą ode mnie. Dotyczy to
w pierwszym rzędzie szkolenia i finansów z tym związanych.
B.S.: Jakie były Pana odczucia przed pierwszą, tak ważną walką w USA?
T.A.: Do każdej walki sumiennie się przygotowuję psychicznie i kondycyjnie. Nigdy
nie żywię wątpliwości, że mogę przegrać. Przystępując do pojedynku, moja podświadomość
jest w pełni przekonana o sukcesie, nie o porażce, której w ogóle nie biorę pod
uwagę. To mi pomaga przełamywać ewentualne bariery. Tak od dawna kształtuję swój
umysł i jak widać, z dobrym skutkiem. Jestem człowiekiem wierzącym, Bóg mi daje
siły do walki i wiarę w zwycięstwo.
B.S.: Kto jest dla Pana autorytetem, a może wzorcem, godnym naśladowania
w sporcie zawodowym?
T.A.: Nie można naśladować jakiegoś konkretnego sportowca. Każdy jest inny
i w każdym widzę pewne zalety, a jest ich wielu. Dla mnie najbardziej godni uwagi
to: Holldfid, Muhammad Ali, no i Roy Jones junior. Żaden z nich jednak nie stanowi
dla mnie absolutnego wzorca, a interesują mnie jedynie niektóre elementy ich
stylu. Mam wypracowany własny.
B.S.: Przed występem w telewizji, w programie Jerzego Kryszaka "Mój pierwszy
raz" jeździł Pan samochodem rajdowym. Jakby Pan porównał te dwa rodzaje
sportów: pięściarstwo i rajdy samochodowe?
T.A.: Są to dwie, całkiem odrębne dyscypliny, wręcz nieporównywalne.
Aczkolwiek i w jednym i w drugim przypadku sukcesy zależą od odwagi, od sprawności
zawodnika i psychiki. W sporcie samochodowym zawodnik uzależniony jest od wielu
czynników:
od niezawodności pojazdu, od aury w danym momencie, od podłoża po którym jedzie
itp. Ja, wychodząc na ring, zdany jestem całkowicie na samego siebie. Sukces
warunkują wyłącznie: przygotowanie techniczne, błyskawiczny refleks, wola zwycięstwa
i odporność psychiczna. Mnie osobiście wspomaga także niezachwiana wiara w Boga.
B.S.: Wiem, że z księdzem Mirosławem jesteście przyjaciółmi. Czy jego osobowość
ma także dodatni wpływ na Pana?
T.A.: Owszem. Ale jest jeszcze ks. Józef, ks. proboszcz i wikariusz, a także
S. Magda
w Karmelu. To oni wspierają mnie duchowo, będąc świadkami wiary, potrzebnymi
nie tylko w życiu, ale i w sporcie. Obecność żony i Mirka przed walką w Niemczech,
wpłynęła pozytywnie na mój spokój. Modliliśmy się wspólnie, rozmawialiśmy o różnych
rzeczach, tylko nie o walce. Zwiedzaliśmy
wspólnie Dusseldorf i w ten sposób mogłem się odprężyć, rozluźnić, a to pomaga
w późniejszej koncentracji przed czekającą mnie rozgrywką.
B.S.: Plany na przyszłość?
T.A.: Najprawdopodobniej moim następnym rywalem będzie Briggs. Kiedy i gdzie
odbędzie się spotkanie, tego nie mogę powiedzieć. Uzależnione to jest od wielu
czynników, przede wszystkim menedżersko-finansowych. Może to być w Polsce, w
Stanach Zjednoczonych, lub w Australii.
B.S.: Powszechnie wiadomo, że rozpoczął Pan finalizowanie pracy magisterskiej
na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, będąc licencjatem wydziału administracji.
Dlaczego aż w Lublinie?
T.A.: Ponieważ dyplomy magisterskie nie wszystkich polskich wyższych uczelni
uznawane są poza granicami kraju. Jest ich u nas zaledwie kilka i jednym z nich
jest właśnie KUL. Mam także sentyment do tej uczelni i stąd moja decyzja.
B.S. Dziękuję za rozmowę.
Pani Dorota Adamek
B.S.: Jak to jest, gdy ma się tak sławnego męża?
D.A.: Jestem w pełni usatysfakcjonowana, ponieważ jest to nasz wspólny sukces.
Ważne, że Tomek nie zmienił się, jest taki sam jak wówczas, gdy rozpoczynał swoją
karierę. Cenię jego charakter. I ja po części korzystam z jego sławy i popularności.
To wspaniałe uczucie. Mam nadzieję, że tak pozostanie.
B.S.: W jaki sposób radzi sobie Pani z menu dla męża, w czasie jego pobytu w
domu, by nic nie stracił z kondycji, a równocześnie zachował prawidłową wagę.
Czy korzysta Pani z czyichś wskazówek?
D.A. Mąż doskonale wie, co ma jeść. Dieta beztłuszczowa, owoce, warzywa, ryby
i inne owoce morza. Wszystkie dania przygotowuję sama, mam już praktykę w tym
zakresie. Dania powinny być urozmaicone i smaczne. To wszystko.
B.S.: Mąż jest nieomal gościem w domu. Teraz jeszcze rozchwytywany przez dziennikarzy
telewizyjnych i prasowych. Stał się gwiazdą. Czy nie jest Pani zazdrosna o zawłaszczanie
jego osoby?
D.A.: Nie mam powodów do zazdrości. Wręcz odwrotnie. To miłe, kiedy ktoś zabiega
o spotkanie, o wywiad, choć momentami trudno jest dostosować się do wszystkich
żądań. Muszę jednak przyznać, że Tomek jest bardzo stanowczym w tych sprawach.
Kiedy komuś powie, że ma dla niego tylko piętnaście minut, nikt nie oponuje.
Każdy ma respekt przed pięściarzem i to tej klasy. Uważam, że każda żona, mająca
popularnego czy sławnego męża, postępuje w ten sam sposób.
B.S. Dziękuję Pani za wypowiedź.
Trener Andrzej Gmitruk (wywiad telefoniczny)
B.S.: Panie trenerze, w jakich okolicznościach poznał Pan Tomasza, a nade wszystko,
co Pan zauważył w nim niezwykłego, że zgodził się być jego menedżerem i trenerem
z tak niebywałym skutkiem, za co dziękujemy.
A.G.: Odpowiadając na to pytanie, chcę szczerze wyrazić swoją opinię na ten
temat. Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że na swojej trenerskiej drodze
spotkałem takiego człowieka, jakim jest Tomek. Spotkania tego nie możemy rozpatrywać
jedynie w kategoriach sportowych, ale musimy przede wszystkim zwrócić uwagę
na osobowość, jaką on sobą prezentuje. Poza wieloma walorami jest Mistrzem
Świata. Jest człowiekiem prawym, o nienagannej postawie, jest doskonałym wzorem
do naśladowania dla młodego pokolenia.
B.S.: Jak się Panu z nim współpracuje zważywszy, że zewnętrznie oceniając ma
charakter delikatny, raczej nie licujący z pięściarstwem?
A.G.: Z Tomkiem rozumiemy się bardzo dobrze i współpraca nasza
jak widać nie nastręcza nam żadnych trudności. Co do oceny jego charakteru,
to tylko pozory,
które nie korelują w żaden sposób z dyscypliną jaką uprawia. Jak widać, można
być człowiekiem spokojnym, opanowanym, poukładanym i delikatnym na co dzień,
a równocześnie twardym i zdecydowanym aż do skutku wówczas, gdy tego wymaga
sytuacja. Takim właśnie człowiekiem jest Tomek.
B.S.: Sięganie na elitarne wyżyny zawodowstwa w pięściarstwie
wymaga nie lada starań i zabiegów. Niemały udział w tych sukcesach to Pana
zasługa.
A.G.: Myślę, że tego nie można oceniać w kategoriach procentowych. W sporcie,
tak jak i w życiu zachodzą pewne związki które funkcjonują, albo nie. Poza
wiedzą sportową, fachowością w danej dziedzinie, istnieje jeszcze coś takiego,
jak wspólne dążenie do osiągnięcia celu. Tym celem jaki wspólnie z Tomkiem
założyliśmy, było zdobycie mistrzostwa świata w WBC. Konsekwentnie do tego
zmierzaliśmy. Jak się okazało, z pozytywnym skutkiem.
B.S.: Jeśli wolno zapytać, czy jest już ustalona następna walka Tomasza?
A.G.: Myślę, że na ostateczną decyzję w tej sprawie musimy jeszcze poczekać.
Uważam, że najbliższym realnym terminem do obrony Mistrza Świata będzie miesiąc
czerwiec lub lipiec. Liczymy, że walka odbędzie się w Stanach Zjednoczonych.
B.S. Dziękuję bardzo za wypowiedź.
Rozmowa z księdzem dr. Mirosławem Wróblem - wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie
Lubelskim.
B.S.: Kiedy Ksiądz poznał się z Tomaszem Adamkiem?
M.W.: Pracowałem jako wikariusz w parafii Św. Andrzeja w Gilowicach w latach
1996-98. Znajomość rozpoczęła się któregoś dnia przed mszą w kościelnej zakrystii.
Przedstawił mi go mój proboszcz (będzie
o tym mowa w naszej książkowej publikacji jaką opracowujemy).
B.S.: Jak zawiązała się przyjaźń pomiędzy wami, a także i
księdzem Józefem z Saint Louis w USA?
M.W.: Zarówno ksiądz Józef jak i ja, jeszcze przed seminarium
również uprawialiśmy sport amatorsko: biegi, pływanie (to domena ks. Józefa),
ja zaś piłkę nożną,
szachy, trochę karate i sportów samochodowych. Zainteresowania tymi sportami
zbliżyło nas do siebie, choć wstępując do seminarium musiałem zrezygnować z
uprawiania niektórych dyscyplin.
B.S.: Jak to się stało, że przed walką z Thomasem Ehrlichem Adamek
był taki spokojny i opanowany?
M.W.: Na to pytanie odpowiedział sam Tomasz na konferencji prasowej po walce.
Przede wszystkim obecność żony, fanów z Gilowic i w ogóle z kraju sprawiły,
że czuł się odprężony. Dodał także, że obecność księdza, przyjaciela z Polski,
aczkolwiek nie wpływała na technikę walki, pomagała jednak skoncentrować mu
się na tym, co najważniejsze.
B.S.: Czy mógłby Ksiądz powiedzieć coś o sytuacjach, jakie nie są zwykle podawane
mediom?
M.W.: Tak. Kiedy po wygranej walce w Dusseldorfie cały radosny orszak poszedł
w stronę hotelu, gdzie Don King zaprosił na świętowanie tej walki, Tomasz wraz
ze swoją żoną, czego byłem świadkiem, odmówił dziesiątkę różańca, podając taką
intencję: "Dziękuję Ci Panie Boże i Matko Najświętsza, że zostałem uchroniony
od niebezpiecznych ciosów, ale przede wszystkim dziękuję Ci, że obaj z Thomasem
zeszliśmy z ringu zdrowi". I wtedy zaczęliśmy się modlić.
B.S.: Jak Ksiądz uważa? Czy wiara pomaga w przygotowaniu i toku walki?
M.W.: Tak. Przez wiele miesięcy przygotowań, jak i teraz, Tomasz wraz z całą
rodziną utrzymuje towarzyski i modlitewny kontakt z zakonem Karmel w Trzebini
koło Żywca. Tam się modlą wspólnie i tam szuka skupienia.
B.S.: Jak reagował nasz bohater zaraz po walce z Thomasem Uhrlichem?
M.W.: Miałem tę radość i zaszczyt wejść do szatni Tomasza zaraz po zakończeniu
walki wraz z jego teamem i najbliższą rodziną. Wtedy powiedział: "Wymodliliśmy
to zwycięstwo". Na co mu odpowiedziałem: "Owszem. Ale modlitwa wspierała
mistrzowski kunszt walki".
B.S. Życząc Księdzu Szczęść Boże, dziękuję za rozmowę.
Siostra Karmelitanka S. Magda.
B.S.: Kiedy Siostra poznała Tomasza?
S.M.: Poznaliśmy go w ubiegłym roku w czasie wakacji, kiedy to wraz z księdzem
Mirosławem przyjechali do Karmelu na modlitwę. Ponadto jego córka uczęszcza
do nas na kurs języka hiszpańskiego. Znajomość Tomasza i jego rodziny jest
znajomością z całym Karmelem, wspieramy go modlitwami, o które prosił. Tak
się to zaczęło.
B.S.: Jak z tego wnioskować, Tomasz sporo czasu spędza w Karmelu
na modłach.
S.M.: Tak. Przyjeżdża do nas wraz z rodziną, kiedy tylko pozwala mu na to czas.
B.S.: Życzę Siostrze pomyślności i dziękuję za wypowiedź.
Rozmowy z Tomaszem Adamkiem i jego najbliższymi osobami przeprowadził:
Bronisław Sroka