Ruiny pieca hutniczego w Ślemieniu
W okresie władania dobrami ślemieńskimi przez Hieronima Wielopolskiego
(1739–1779) i jego żonę Urszulę, funkcjonował w Ślemieniu, opodal
pałacu, piec hutniczy, w którym przetapiano niskoprocentową rudę
darniową, sprowadzaną m.in. z okolic Targoszowa.
Do uzyskiwania wysokich temperatur stosowano węgiel drzewny, wypalany
na leśnych polanach zwanych mielerzami.
Piec ten spalił się w 1780 roku wraz z zakładem fryszerskim, piłą,
warzelnią soli i nie został już nigdy odbudowany, popadając
w ciągu dwustu lat, w niepozorną, nie pozwalającą odtworzyć jego
dawnych kształtów, ruinę. Po jego spaleniu powołano komisję która
dokonała na pogorzelisku spisu ocalałych sprzętów i narzędzi
w ilości 154 sztuki. Narzędzia te, przez pewien czas przechowywane
były „pod kluczem” Jego Mości pana Wolskiego, później złożone po
różnych magazynach, stopniowo ulegały rozproszeniu i ślad po nich
zaginął. W czasie I wojny światowej saperzy, czy raczej
w tych czasach minerzy austriaccy, próbowali te ruiny wysadzić
w powietrze, materiałami wybuchowymi. Jednak stopione przez kilkadziesiąt
lat żelazem mury wielkiego pieca nie rozsypały się, jedynie w dwóch
miejscach pękły nieznacznie. W późniejszym czasie jeszcze próbowano
jakoś rozbić bryłę tzw. „Piekła”. Ale tylko część popękanych murów
zdołano rozbić kilofami, a uzyskane kamienie wożono na utwardzenie
drogi do przysiółka Ceretnik.
Ruina pieca, która z każdym rokiem robi się mniejsza, jest wpisana
do rejestru zabytków woj. Bielsko-Biała pod nr A-l;79/77.
Ruina jest co prawda nieefektowna, ale też zasypana "efektownymi" śmieciami
i zarośnięta. Tak niewiele zachowało się zabytków hutnictwa na naszym
terenie, a przecież kiedyś dymiły piece w Hucisku, Makowie, Rajczy,
Złatnej, Węgierskiej Górce i pobliskiej Suchej. Samorządowcy ze Ślemienia
nie mają widać pomysłu na jej zagospodarowanie, a czas najwyższy,
by sprawą się zainteresować i próbować sięgać do wspaniałych tradycji
ślemieńskiego państwa.
H. Woźniak