W okowach zimy
Mamy wyjątkowo potężną zimę, najsroższą na przełomie stuleci. Obfite opady śniegu i siarczyste mrozy dają się wszystkim we znaki. Skutki tej zimy- niestety także tragiczne - odczuwają nie tylko ludzie, odczuwa je również dzika zwierzyna. Sarny, jelenie
i dziki zeszły z gór, aby w nieco cieplejszych dolinach szukać warunków na przezimowanie, ale i tutaj śnieg wyjątkowo grubym kożuchem zakrył leśne poszycie, trawy, maliniaki i młode pędy drzew - tradycyjne miejsca żerowania zwierzyny, a mróz kilkunastocentymetrową taflą lodu odciął jej dostęp do wody.
Jakby przeczuwając nadejście tak groźnej zimy, już wcześniej,
w swoich "myśliwskich bajaniach" /NSiK 23/174/ i NSiK 24/175/ odwoływałem się do mieszkańców naszej pięknej, górskiej krainy,
o śpieszenie z pomocą ptactwu i zwierzynie żyjącej w stanie wolnym.
Wygłodniałe i spragnione wody leśne sarny - te niezwykle płochliwe stworzenia - przełamując strach zbliżają się do ludzkich siedzib, aby tam szukać pomocy. Sarny polne, na ogół przywykłe do widoku ludzi, odważniej podchodzą pod same domy, przed którymi życzliwi ludzie /a takich nie brakuje, za co serdeczne dzięki/ podrzucają im wiązki siana. Sarny te potrafiły się tak przyzwyczaić do ludzi, że kiedy ktoś się zbliża odskakują na kilkadziesiąt metrów i patrzą, jakby chciały sprawdzić, co przybysza sprowadza.
Miałem przyjemność przekonać się o tym osobiście. Kiedy znalazłem się w łowisku, aby porobić przeręble na rzeczce oraz zwierzynie i ptactwu zostawić nieco karmy, niewielki rudel saren odskoczył niedaleko i bacznie oczył. Kiedy stanąłem nad strumykiem, aby na zakolu wyrąbać przerębel ze zdumieniem stwierdziłem, że biedne sarny wygrzebały tutaj raciczkami śnieg, próbując dostać się do wody, ale grubej warstwy lodu nie pokonały, ustąpiła dopiero po czasie, pod zdecydowanymi razami ostrza siekiery. Kiedy wykonałem przerębel, podsypałem zwierzynie trochę owsa w prowizorycznie urządzonym "korytku" i oddaliłem się, sprawdzając czy w łowisku jest spokój i czy ktoś wnyków nie pozakładał.
Zarazem rzucałem od czasu do czasu okiem na rudelek, ciekaw czy odnajdzie pozostawioną karmę.
Nie minął nawet kwadrans, jak sarny odnalazły "korytko" i smacznie żerowały. Zwierzyna w poszukiwaniu żeru bez przerwy penetruje łowisko i dosyć ufnie spogląda na ludzi.
Ta ufność saren jest ujmująca, ale niesie z sobą pewne niebezpieczeństwo. Myśliwi alarmują, że zejście zwierza w doliny i jego ruchliwość coraz częściej wykorzystują kłusownicy mieszkający na obrzeżach lasów. Także sarny polne nie są bezpieczne, nawet w ruchliwych miejscach. Polujący na obrzeżach miasta Żywca myśliwi znaleźli skłusowanego koziołka i kilka wnyków rozstawionych w zaroślach w pobliżu zabudowań!!!
Świadczy to o wyjątkowym poczuciu bezkarności przez kłusowników. Może jednak także stanowić świadectwo wielkiego wyczulenia się mieszkającej tam ludności na zjawisko kłusownictwa. Kłusownictwo to forma okrutnej śmierci zadawanej zwierzynie. Znane są przypadki, że zwierzyna walczy o własne życie nieraz do końca. Złapany we wnyki lis potrafi odgryźć łapę, a sarna pozostawić
w sidłach cewkę /nogę/, aby wyrwać się z niewoli.
Wielkie niebezpieczeństwo dla dzikiej zwierzyny stanowią także bezpańskie, bądź spuszczane przez właścicieli psy. W jednym
z opowiadań wspominałem, że tylko w sezonie łowieckim 2002/3 i 2003/4 psy zagryzły w naszym regionie ponad 1700 zwierząt,
a wilki ponad 500. Na drapieżność wilków i ich myśliwskie zapędy wpływu nie mamy, ale psy???
Psy mają szczególnie sprzyjające warunki do "polowań" w czasie dużych opadów śnieżnych. Zwierzyna - głównie sarny, swoimi raciczkami zapadają się głęboko w puchowy śnieg, podczas gdy psy, na "uzbrojonych" w pazury łapach na tym śniegu utrzymują się łatwiej i szybciej mogą dopaść swoją ofiarę. Nie potrzeba jednak dużych śniegów, aby 2-3 psy zagoniły zwierzynę na śmierć.
Zima minęła dopiero półmetek i trudno przewidzieć, jakie może płatać niespodzianki, tym bardziej, że od samego początku nas nie rozpieszcza. Sarny czeka jeszcze jeden trudny okres zmierzenia się z drapieżnikami i kłusownikami - w czasie roztopów. Znowu będą zapadały się w śnieżne zaspy, znacznie gorszego, bo rozmiękłego śniegu, stanowiąc łatwą zdobycz.
Bądźmy więc dla nich, tak jak do tej pory, a może jeszcze bardziej litościwi. Nie szczędźmy im karmy, zabezpieczmy dostęp do wody w przeręblach i chrońmy je przed czyhającymi na nie niebezpieczeństwami.
O co w imieniu wszystkich myśliwych Podbeskidzia prosi
Stary Nemrod