Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (178) - rok IX - 1 Luty 2006

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|



Smak Europy

Europa jawiła nam się zawsze jako "ziemia obiecana", a każdy obcokrajowiec podejmowany był u nas niczym udzielny książę. Dzisiaj, kiedy drzwi do Europy powoli się uchylają i stara się przecisnąć nimi coraz więcej ludzi poszukujących pracy i chleba, a więc tych dóbr, których w Ojczyźnie zaczyna być niedostatek, możemy lepiej poznać "smak Europy".
Podejmując ten problem nie zamierzam wypowiadać się na temat panujących tam warunków pracy, stosunków podwładny - przełożony czy życia towarzyskiego, o tym na ogół się pisze. Zamierzam skoncentrować się na jednym, jedynym, ale bodaj czy nie najważniejszym temacie: na "smaku chleba".
Wiele o tym mogłaby nam powiedzieć nasza najmłodsza /często czasowa/ emigracja. Nie tylko o tym, jak to się potocznie mówi, że trzeba na niego ciężko zapracować, licząc każdy grosz, ale również, a może głównie o tym, jaki ma on smak w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Rozmawiałem z ludźmi, którzy wyjechali tam, gdzie przed nimi najszerzej otwarto drzwi - do Wielkiej Brytanii. Jak mi opowiadali, tamtejszy chleb "rośnie im w ustach" i nie bardzo chce się przemieścić do żołądka. Jest on ponoć jakiś gąbkowaty, jakby nadmuchiwany, o nijakim smaku. Podobnie ma się rzecz z mięsem, z którego niełatwo przyrządzić smaczną potrawę, tym bardziej, jeżeli nie doprawi się go naszymi przyprawami, o które na tamtejszym rynku trudno.
Nawet ziemniaki i warzywa mają "u nich" jakiś inny, nieciekawy smak. Skłonny jestem w te opowieści uwierzyć. Ta wielka, bogata, wolna Europa, w pogoni za dostatnim życiem od dawna stosowała intensywne zasady gospodarowania, wprowadzając je również w rolnictwie, stosując wysokie dawki nawożenia mineralnego, skuteczne zwalczanie szkodników i chorób roślin radykalnie działającymi pestycydami. I to teraz znajduje swój wyraz w smaku żywności.
A może nie tylko to? Może przeholowano w doświadczeniach hodowlanych szukając wysoko wydajnych odmian zbóż czy gatunków zwierząt? Ale na ten temat niech wypowiedzą się specjaliści.
Jedno jest pewne. Europa Zachodnia uświadomiła sobie, że wysoko towarowe /fermowe/ rolnictwo, w którym wydajność napędzana jest chemizacją, staje się czynnikiem niosącym z sobą zagrożenie zdrowia ludności i podejmuje próbę jego ograniczania. Za potrzebą przywracania odpowiednich walorów odżywczych i smakowych żywności opowiada się także rynek nabywcy, który w kapitalistycznej gospodarce jest wyrocznią wszelkich poczynań.
Przypominamy sobie, jaki był run na naszą żywność na zachodzie Polski po otwarciu polsko - niemieckich przejść granicznych. Przecież o tym decydowała nie tylko niższa cena naszych wyrobów. Sam kiedyś także miałem "przyjemność zakosztować" smaku produkowanej na zachodzie żywności. Kiedy w ramach Stowarzyszenia Polskich Mediów gościliśmy we Włoszech, w hotelu, w którym byliśmy zakwaterowani posiłki przyrządzał nam kucharz z Polski, a kiedy podejmowano nas w innych miejscach, to często podkreślano, że uwzględniają nasze "polskie smaki". Wracając z Włoch przywiozłem ze sobą wspaniale wyglądającą polędwicę, zapakowaną elegancko w zgrzewanej folii. Polędwica w gustownym opakowaniu, wyglądała niezwykle apetycznie, bodaj czy nie bardziej od polskiej. Kiedy jednak ją rozpakowałem częstując rodzinkę, nasz zachwyt nad nią prysnął. "Kudy" jej - "nafaszerowanej" sulfamidami - było do naszej?!! Chociaż u nas też się przecież coś tam wstrzykuje.
Ba!!! Pogląd o wyjątkowym smaku polskiej żywności podkreślili także, zachodnioeuropejscy uczestnicy jednej z audycji "Europa da się lubić". W odpowiedzi na pytanie: co najchętniej zabraliby z Polski z sobą, najczęściej podkreślali, że naszą żywność.
Dlaczego rozwijam ten wątek? Idzie wiosna i czas by było pomyśleć, jak zamiast wypalać łąki, stwarzając niebezpieczeństwo pożarów, z pożytkiem zagospodarować odłogujące pola. Co prawda w staropolskich rodzinach była taka tradycja, że o tym gdzie, co siać, czy sadzić, mówiło się przy wigilijnym stole, ale na podjęcie decyzji nigdy nie jest zbyt późno.
Pisałem już kiedyś na naszych łamach, że jednym z polskich towarów eksportowych, który ma największą szansę na podbicie zachodnioeuropejskich rynków jest polska żywność. Zamiast więc narzekać na brak pracy w Polsce, małą konkurencyjność naszej gospodarki, czy na to, że rolnicy muszą płacić kary za "nadprodukcję mleka" powinniśmy się zastanowić nad formami i sposobami podbijania zagranicznych, nie tylko zachodnioeuropejskich rynków. Jest tu ogromne pole do popisu dla polskiej nauki. Głównie dla przedstawicieli nauk rolniczych, a także środków masowego przekazu, które winny upowszechniać szczególnie cenne opracowania i sugestie uczelni i instytutów naukowych. Czy wreszcie rządu, który winien wspierać poczynania rolników mające największe szanse powodzenia. Wówczas niewątpliwie sami rolnicy odważniej angażowaliby się w poszukiwanie najbardziej optymalnych rozwiązań. Aktualnie panuje bowiem jakby niepisana zmowa milczenia i tylko czasami dochodzą do obywateli odpryski informacji o tym, co nam wyszło, a co nie wyszło na styku Unia Europejska - polskie rolnictwo.
Uważam, myślę że nie tylko ja, iż najtrafniejszym wyborem perspektywicznych kierunków produkcji w Polsce jest produkcja zdrowej żywności oraz owczarstwo.
Szczęściem polskiego rolnictwa - przy wszystkich jego kłopotach i niedomaganiach - jest to, że stosując niezbyt intensywne nawożenie sztucznymi nawozami oraz oględne dawki środków ochrony roślin, w zasadzie "nie zdążyliśmy zatruć" naszej ziemi!!! Nie uległa ona także większej degradacji w wyniku dynamicznej urbanizacji kraju. Te bowiem czynniki to jeden z grzechów głównych, za który przychodzi płacić jakością swoich produktów zachodnioeuropejskim rolnikom.
Mamy więc ziemię, która może rodzić zdrową żywność i tą szansę powinniśmy wykorzystać. Nie sztuka bowiem harować i urobić sobie ręce po łokcie, a potem jeszcze mieć problemy ze zbytem. Sztuką natomiast jest tak ustawić produkcję w gospodarstwie, aby zoptymalizować nakłady pracy i zużycie środków produkcji do osiągnięcia możliwie jak najlepszych wyników. A takie efekty może przynieść produkcja zdrowej żywności.
Drugim kierunkiem produkcji, w którym także nie jesteśmy ograniczeni unijnymi limitami jest hodowla i chów owiec. Owce to nie tylko wełna i skóry, ale wciąż duży popyt na jagnięta, a także delikatne mięso i poszukiwane wyroby z owczego sera: bundz, bryndza, oscypki czyli wyjątkowo zdrowa żywność. Mamy w Polsce, szczególnie tu na Podbeskidziu, nadal żywe tradycje i sporą kadrę doświadczonych hodowców owiec, czego zazdroszczą nam nawet sąsiedzi. Najlepszym tego przykładem jest wciąż prężny ośrodek owczarski w rejonie Korbielowa, w którym liczącym się gazdą jest baca Stanisław Majewski. Odradza się także podobny ośrodek w rejonie Żabnicy, gdzie kilku zapalonych gospodarzy, na czele z bacą Adamem Gruszką z Hali Boraczej, powraca do wypasu owiec.
Gdyby tak nasze władze, zamiast tracić czas na tarcia i rozgrywki polityczne prowadzone na szczeblu centralnym, bardziej zainteresowały się problemami rolnictwa, to może powoli… powoli…, moglibyśmy zacząć doganiać tą wymarzoną Europę i nie szukać "smaku chleba" gdzie indziej.

Antoni Urbaniec


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.