Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (177) - rok IX - 15 Styczeń 2006

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|



Prosto z mostu

W rozmowie z moim dobrym znajomym dowiedziałem się, że moje felietony są trochę oderwane od żywieckiej rzeczywistości, a więc brakuje im osadzenia w miejscowych realiach. Albo inaczej - powielam tematy, które mają swoje odzwierciedlenie w prasie centralnej.
I to jest po części prawda, bowiem życie polityczne w naszym kraju biegnie jak wartki nurt rzeki i to górskiej rzeki.
Wydawało mi się, że zgodnie z duchem naszego pisma gdzieś tam na szóstej stronie można transponować swoje polityczne refleksje niezależnie od poglądów ich autora.
Taka zresztą była wola kolegium redakcyjnego, gdzie z nadania kolegium mnie przypadła rola pisania felietonów politycznych, często zresztą podpieranych przez kolegów z redakcji bądź osoby współpracujące z naszą redakcją.
Z drugiej zaś strony otrzymuję szereg telefonów, nawet i listów od Szanownych Czytelników, szczególnie tych wcześniej urodzonych, którzy wprost zobowiązują mnie do tego, aby w sposób jak najbardziej przystępny komentować zjawiska polityczne w naszym kraju.
I dlatego zadaję sobie pytanie, co dalej?
Otóż odpowiadam swojemu znajomemu, że w takiej sytuacji najważniejsze jest jedno. Ktoś czyta te moje "wypociny", a to chyba dla mnie jest najważniejsze.
Nie da się co dwa tygodnie pisać o błędach miejscowej władzy, o przekrętach, aferach czy też arogancji tejże władzy, skoro tego nie ma na co dzień.
Sarkastyczny ton moich felietoników pod hasłem "Prosto z mostu" na pewno nie nastraja optymistycznie ewentualnych adresatów. Ale ile można pisać pod adresem władców miasta i powiatu skoro nic się takiego złego chwilowo nie dzieje.
Ale by być zgodnym z własną naturą czy jak kto woli z własnym sumieniem muszę niestety przyczepić się do włodarza miasta, czyli pana Burmistrza Antoniego Szlagora. Parę miesięcy temu popełniłem tekst, który w tej kolumnie gazety nie powinien się nigdy znaleźć. Zrobiłem to całkiem świadomie doceniając dokonania Pana Burmistrza, i tak jak napisałem jestem pełen uznania dla dokonań w zakresie remontów i inwestycji.
Nie będąc zbyt często w mieście Żywcu w okresie międzyświątecznym zostałem kompletnie zaskoczony stanem dróg.
Panie Burmistrzu, to naprawdę nie jest sztuką zrobić jezdnie, rozjazdy i objazdy, ale sztuką jest utrzymać ich stan. A to się niestety nie udało.
To do jasnej cholery, gdzie są służby utrzymania dróg, placów i chodników? Możemy sobie tłumaczyć, które to są drogi krajowe, wojewódzkie, powiatowe czy gminne (miejskie), mnie jako podatnika to za przeproszeniem g.... obchodzi, ja płacę podatki w mieście czy w gminie, a Waszym obowiązkiem jest zapewnienie mi normalności przynajmniej w przejściu przez miasto. Podoba mi się Straż Miejska, uzbrojona, umundurowana, wyposażona w środki lokomocji (brak im jeszcze helikoptera), tylko gdzie oni są w czasie, kiedy są najbardziej potrzebni? Nie sztuką jest chodzić po mieście i szukać źle zaparkowanego samochodu i wypisywać bloczki mandatowe.
Trzeba było widzieć właścicieli posesji, niektórych w słusznym wieku, którzy własnymi rękami z łopatami przed swoimi domami sprzątali zwały śniegu narzucone przez samochody, które za ciężkie pieniądze odrzucały śnieg z jezdni na chodniki.
Byłem świadkiem wypadku na moście (starym) na Sole, gdzie pani w podeszłym wieku po prostu przewróciła się, gdyż chodniki na tym moście od samego początku zimy nie były odśnieżone. I tu jest kolejne moje pytanie. To, kto jest administratorem mostu? Wspaniały skwer przed DT Centrum z pomnikiem Grunwaldzkim z marmurami i kostkami brukowymi, a okazuje się, że brakuje czterech czy może sześciu kostek na schodach.
I tu, Panie Burmistrzu, następne pytanie. Przecież Pan ma swoje służby i to Pan im płaci (podobno nieźle). Jak można dopuścić do takich zaniedbań?
Akurat tak się składa, że jestem częstym gościem na Słowacji, i co się okazuje. Pogoda nie wybiera granic państw, ale już całkowitym szokingiem była dla mnie droga powrotna ze Słowacji do przejścia granicznego w Zwardoniu.
Podjeżdżamy na punkt graniczny zupełnie po prawie czarnej drodze i tu zupełne otrzeźwienie, droga chyba międzynarodowa prawie nieprzejezdna i tylko dzięki refleksowi mojego przyjaciela Czesława uniknęliśmy tragedii.
I tu już pytanie nie wiem bardzo do kogo. To właściwie, kto jest odpowiedzialny za tą drogę: premier, wojewoda czy wreszcie pan Starosta Żywiecki albo któryś z Wójtów?
Może faktycznie jest to "śnieżny felieton", ale taka jest prawda.
Nie wchodząc w meandry polityki krajowej, która jest coraz ciekawsza (śmieszniejsza) warto jednak zadać sobie pytanie. Czy my czasem nie zasypiamy gruszek w popiele?
Dla mnie, osoby która kiedyś była odpowiedzialna za stan utrzymania porządku w mieście (nie mylić z milicją czy też służbami specjalnymi, jak to się dziś nazywa) taki stan miasta, jaki przez przypadek zastałem napawa mnie strachem, co wcale nie świadczy o tym, że mam się z tego kraju wyprowadzić.
A więc zostaję!

Kazimierz Semik


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.