Prosto z mostu
Piszę ten felieton w przededniu Wigilii Bożego Narodzenia, choć zgodnie z cyklem wydawniczym ukaże się on w pierwszym numerze Anno Domini 2006.
Z jednej strony wypada zrobić tekst obrachunkowy, z drugiej zaś pisać już do przodu.
Na Wigilię, czyli pod choinkę "zafundowaliśmy" sobie nowego Prezydenta. Mamy takiego jak wybraliśmy. Jest za mało czasu, aby o Nim cokolwiek powiedzieć, bowiem ludzie wraz ze zmianą pozycji społecznej zmieniają się. Często na lepsze, choć nie zawsze.
Mamy również od paru tygodni nowy rząd. Też trudno powiedzieć, jaki będzie, choć pierwsze decyzje nie napawają optymizmem.
Zawsze myślałem i nadal w to wierzę, że Stolica Apostolska jest w Rzymie,
a Episkopat Polski na Miodowej w Warszawie. Tam poprzednie władze administracyjne włącznie z nowymi Prezydentami kierowały może nie pierwsze, ale jedne z pierwszych kroków.
Teraz dowiaduję się, że Stolica Apostolska wraz z siedzibą Episkopatu jest w mieście ... TORUŃ. O tempora, o mores!
Na opowiadania o poczynaniach przyszłych (rodzinnych) władz jest więc jeszcze za wcześnie, choć już teraz jest w tej materii mnóstwo tematów.
Ale pożyjemy i zobaczymy.
Aby nie mówiono, że ostrze moich felietonów skierowane jest przeciwko prawej stronie sceny politycznej w Polsce pozwolę sobie na przedstawienie i to krytyczne formacji lewostronnej, czyli ugrupowania, które sprawowało władzę przez ostatnią kadencję. Boli mnie pisanie o tym, gdyż serce zawsze mam po lewej stronie i z racji wieku, a tudzież i przyjętych przeze mnie zasad nie mam zamiaru być "politycznym kameleonem".
Ale "ad rem". Przeczytałem w "Angorze" przedrukowane z "Panoramy" fragmenty rozmowy z Markiem Dyduchem, byłym sekretarzem generalnym SLD. I tu zacząłem wątpić czy to są słowa tego człowieka, który miał czy był "kręgosłupem" SLD czy faceta stetryczałego, rozżalonego i zawiedzionego w swoich ambicjach politycznych.
Z fragmentu tego artykułu wynika że, to wszyscy byli winni klęski SLD tylko nie On. Najbardziej zdumiało mnie stwierdzenie, gdy chodzi o weryfikację członków, która według dołów partyjnych była najgłupszym pomysłem "góry".
Mówiąc językiem wojskowych było to kompletne "rozbrojenie" lewicy. W okresie, gdy struktury SLD dopiero co zostały tworzone w terenie, nagle jakiś dostojnik partyjny wystąpił z ideą weryfikacji członków, czyli jak mówili szeregowi działacze czy prości członkowie ugrupowania lewicowego zastosowano tzw. kij samobij.
A tu nagle czytam w wywiadzie (cytuję) „weryfikacja struktur, którą przeprowadziłem była świetnie zorganizowana. Decyzje były w rękach partyjnych dołów. Takiego np. Andrzeja Pęczaka miało weryfikować jego własne koło partyjne." Jeszcze nic głupszego nie czytałem.
Jeśli o nominowaniu w poczet kandydatów na posłów i senatorów decydowała "góra" to o wyrzucaniu ich z partii miały decydować ci na dole.
A wiec stara metoda "wyciągania kasztanów z ognia, ale czyimiś rękami".
Stąd też inaczej postrzegałem tego pana. Zresztą to, co wyrabiała "góra" to nikt do końca na dole o tym nie wiedział.
Pranie własnych brudów w publicznej pralni wyraźnie źle świadczy o kulturze partyjnych decydentów. O tej "partyjnej kuchni" mówiło się najpierw szeptem, a potem coraz głośniej.
I jeszcze jedno, zrobienie ofiary z odchodzącego z fotela prezydenta Kwaśniewskiego i to również przez człowieka, który na szczyty hierarchii partyjnej dostał się za "jego poręką" jest co najmniej nieeleganckie.
Po prostu panowie "dinozaury partyjne" wam już trzeba wnuki bawić, a nie bawić się w politykę. Zresztą wyborcy w waszych okręgach dali wam swój publiczny wyraz w wyborach do Sejmu i Senatu. Gwoździa do trumny SLD wbił niewątpliwie pan Marek Borowski, który mając wielkie ambicje przywództwa na lewicy zszedł poniżej progu razem ze "szczurami", którzy opuszczając tonący statek nie do końca go utopili, zaś sami skazali się na polityczną banicję (chyba, że przyjmą ich do swego grona kameleońskie ugrupowania).
Celowo nie piszę nic o panu Millerze, gdyż byłbym jeszcze bardziej nieelegancki niż autor wywiadu. Choć trzeba Mu przyznać, że w początkach swego urzędowania pomimo "męskiej arogancji" po kolei pchał razem z tymi ministrami gospodarkę do przodu. "Wywrotka" Millera
i objęcie rządu przez premiera Belkę odbyła się bezboleśnie, ale chyba tylko gospodarka na tym skorzystała.
Jedno jest pewne, że lewicę zgubiła nie tyle arogancja władzy, co pseudoprofesjonalizm, czyli przekonanie o własnej nieomylności, a przede wszystkim nieliczenie się z głosami z dołów partyjnych.
Przecież głupota rządzących w partii czy w rządzie polegała na tym, że zapomnieli o tzw. zabezpieczeniu medialnym. Mając w dyspozycji władzę zapomnieli o tym, że to jeszcze nie wszystko.
Biedna "Trybuna" czy "Przegląd" plus lokalne wydawnictwa to prawie że nic przy sprawowaniu władzy. Szefowa Rady Krajowej Radia i Telewizji z nadania pana Prezydenta okazała się tylko "dobrą gospodynią domową" oddając ster opozycji w mediach elektronicznych.
A jaka jest waga tych instrumentów przekonała się ostatnio Platforma Obywatelska, gdzie szalę wyborczą przechylił dla Prawa i Sprawiedliwości nie kto inny niż redemptorysta o. Rydzyk.
Może mój obrachunek z ustępującym rokiem jest trochę "przesmutny", ale to nie świadczy, że mamy nie patrzyć do przodu. Są przecież nowe władze polskiej lewicy na czele z młodym człowiekiem Olejniczakiem.
To wróży dobrze. Trzeba z powrotem "regenerować" doły partyjne myśląc przede wszystkim o wyborach samorządowych, a może i parlamentarnych (kto to wie jak to jeszcze będzie).
W sumie chciałbym życzyć nowej władzy tak rządowej, jak i prezydenckiej, by zrobiła wszystko, aby żyło nam się lepiej
i bezpieczniej, zaś tym, którzy serce mają po lewej stronie, szczególnie tym młodym, aby uczyli się na błędach swoich poprzedników, aby ich nie powielać.
Czyli D o S i e g o R o k u !
Kazimierz Semik