Ludwik Huczek i Jego "Dzieje Łodygowic…"
Ten amator historyk w swoim opracowaniu "Dzieje Łodygowic i ich okolic", zamieszcza wiele interesujących, a dla przeciętnego czytelnika wręcz zaskakujących informacji.
Już we wstępie do opracowania czytamy: Najdawniejsze ślady pobytu człowieka na Podbeskidziu pochodzą z epoki kamienia gładzonego, czyli neolitu, to znaczy z lat 3500 - 1700 p.n.e.
Żył wtedy jeszcze, lecz już na wymarciu, mamut, którego szczątki znaleziono w Beskidach w latach dwudziestych XX wieku. Szczątki mamuta wykopano w roku 1920 na terenie cegielni
w Żywcu i w roku 1924 w Rychwałdzie.
Lektura tego opracowania uświadamia czytającemu, że burze dziejowe nawiedzające nasz kraj ogarniały nie tylko Małopolskę
z Krakowem, ale przelewały się także nad Beskidami.
Zapoczątkował je najazd Tatarów na Polskę, w czasie którego Tatarzy - jak pisze, splądrowali całą Małopolskę aż po Legnicę /…/, a całą okolicę spustoszyli mordując ludność lub uprowadzając ją w niewolę. Tak, że uratowali się tylko ci, którzy znaleźli schronienie
w lasach czy na bagnach.
Książęta śląscy zaczęli zaludniać opuszczone tereny kolonistami niemieckimi i tak: … w miejsce słowiańskich osad powstały: Pietrzykowice - Schreibersdorf, Kęty - Liebenwerde, Kozy - Seubersdorf, Hałcnów - Alzen, Lipnik - Kunzendorf, Komorowice - Bertholdsdorf, Łodygowice - Ludwiksdorf…
Nie ominęły tych terenów także ruchy religijne.
W czasie reformacji /w drugiej połowie XVI wieku/ - jak pisze - kiedy kościółek w Łodygowicach, a równocześnie kościółki w Wilkowicach oraz Mikuszowicach były opanowane przez Kalwinów, których w Wilkowicach obsługiwał minister luterański Jerzy z Bielska, a w Mikuszowicach luteranin Piotr /również z Bielska/ - pozostali wierni /z Wilkowic i Mikuszowic/ uczęszczali do kościoła w Lipniku. W kościele w Lipniku proboszcz miał tylko jednego miejscowego wiernego, w osobie bakałarza, czyli nauczyciela szkoły parafialnej. Kościół ten był pod patronatem królewskim i dlatego utrzymał się przy katolicyzmie. Dalej podaje wiele przykładów nawracania wiernych na łono kościoła w okresie kontrreformacji. Miedzy innymi w latach 30-tych XVII wieku na łono kościoła katolickiego powrócili: Bartłomiej Foks z Łodygowic, Marek ze Szczyrku, Tomasz Germanu z Bystrej, Jan Pawlik z Godziszki, Katarzyna, żona Wojciecha Tragarczyka z Buczkowic. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że: Łodygowice wraz z wioskami do nich należącymi liczyły wówczas /na początku XVIII w./ 207 dymów, czyli chat. /…/ W styczniu 1630 roku w/w obszar zamieszkiwało 1859 kmieci, w poszczególnych zaś wioskach liczba mieszkańców przedstawiała się następująco:
Łodygowice ........................................... 373 głowy
Bierna …………..…............................... 75 głów
Glemieniec /Potok Wybrańców/ .......... 38 głów
Huciska.................................................... 68 głów
Rybarzowice........................................... 252 głowy
Buczkowice............................................. 233 głowy
Szczyrk ................................................... 152 głowy
Godzieszka.............................................. 102 głowy
Wilkowice............................................... 318 głów
Mikuszowice.......................................... 90 głów
Bystra..................................................... 155 głów.
Po długoletnich wojnach z Kozakami, Szwedami, Rakoczym i Moskwą wojsko /liczące 40.000 szabel/ zawiązało w 1661 roku konfederację pod wodzą marszałka Samuela Świderskiego. Konfederacja ta nazywała się "Związkiem Święconym". Wojsko to, podobnie, jak "Związek Pobożnych" - zwolenników króla Jana Kazimierza, drogą zdzierstw, gwałtów i innych okrucieństw chciało na chłopach odbić sobie rekompensatę za niewypłacany żołd.
W roku 1662 przyjechał na Żywiecczyznę znaczny oddział "Związku Święconego" pod wodzą Mikołaja Skrzetuskiego - protoplasty sienkiewiczowskiego Jana i próbował wyegzekwować samowolnie nałożone należności. Rabowali wszystko co się dało. Obrabowali gospodarzy w Łodygowicach, Mikuszowicach, Huciskach, Bystrej, Wilkowicach, Słotwinie, Lipowej. Dla przykładu
w Pietrzykowicach u trzydziestu gospodarzy wyrządzono szkody na 2.440 zł., a - jak podaje za periodykiem "Gronie" nr II z 1938 roku … wójtowi z Wilkowic Wawrzyńcowi Szakale zrabowano: "owsa korcy 24, jęczmienia korcy 2, żyta korcy 2, pszenicy korcy 1, słoniny połci półtora, grochu półtora korca, kur 19, gęsi 7, gunia za zł 6, sukna znowu za zł 6, chust białogłowskich za zł 10, buty nowe, siekier 2 po zł 2, świdry, dłuta za zł 1, chumuntów 2 z nabierakami, i szali 2, wagę okowaną, pół wozu za zł 5, pieniędzy gotowych zł 3, mięsa wędzonego po krowie, masła kwart 10, soli miarek 2, gorzałki kwart 1, piwa garcy 3, nożów 3 po gr 18, rękawice gr 12, siodło nowe za zł 3, worów 6".
Od połowy XV do końca XVIII wieku grasowali na tym terenie także zbójnicy, napadając na dwory, plebanie, a także zamożniejszych chłopów, grabiąc i rabując. Wymienia dwudziestu kilku grasujących na tym terenie zbójników, a wśród nich Mateusza Klimczaka z Lipowej, Matusa Szczotkę z Radeczki oraz braci: Kaspra, Pawła, Walka i Jana Tomasików z Łodygowic.
Wspomina także jeden pozytywny przypadek, kiedy to zbójnicy Krzysiek i Koczur zebrawszy gromadę uwolnili mieszkańców tutejszych wsi od rabunków i morderstw dokonywanych przez "Związek święcony".
Mocno dały się odczuć we znaki miejscowej ludności działania Konfederacji Barskiej, szczególnie
w drugim okresie, tzw. Generalności, kiedy to miasto Biała stała się jej siedzibą, ze względu na swoje przygraniczne położenie z Bielskiem. Konfederaci brali rekruta, żądając wraz z nim ekwipunku i gotówki na jego półroczne utrzymanie. Toteż Rosjanie stale nękali te tereny.
Jak można domniemywać z cytowanych w opracowaniu zapisków, ponoć Generalność utrzymywał swoim kosztem książę Karol Radziwił - "Panie Kochanku".
Ciekawie brzmi zapis mówiący o zasiedlaniu Beskidów przez Wołochów
/Wałachów/. Powołując się na spisy "Regestr statków na pozostających w Państwie Łodygowickim", L. Huczek pisze, że w 1706 roku było 2531 sztuk owiec i kóz, a w szałasie dworskim /w 1702 r./ 111 owiec i baranów oraz 182 kozy. Daje to świadectwo ogromnej gospodarności osadników wołoskich. Wielkości te mogą zaskakiwać, gdyż aktualnie w całym powiecie żywieckim jest zaledwie około jednego tysiąca owiec, a kóz jeszcze mniej.
Dla etnografów istotne znaczenie mogą mieć informacje dotyczące zamku i jego fortyfikacji obronnych, budowy urządzania
i wyposażenia domów, noszonych ubiorów, tak przez mężczyzn, jak i kobiety, a także zwyczajów i obrzędów.
Opisując życie ludności, cytuje zapiski kronikarza z Wilkowic,
z których wynika, że: "Parafianie uciemiężeni przez panów, byli
w ciężkim położeniu. Posiadali "bose" wozy, woły, a grunta dawały marne plony, ziemniaków, owiewka biednego i małego, w małej ilości żyta. Dopiero około 1817 roku ucząc się od Niemców zaczęli rolę wapnować, na skutek czego zwiększyły się plony żyta, ziemniaków i zaczęli siać koniczynę. Od tego czasu nadwyżki plonów wożą na sprzedaż do Białej i byt wydatnie poprawia się.
Przyroda nie zawsze jednak sprzyjała mieszkańcom tych ziem,
i tak: W roku 1813, na św. Jakuba wioski między Skrzecznem
a Magurką nawiedziła wielka powódź, która musiała zaskoczyć mieszkańców, bo fale powodzi unosiły nawet bydło uwiązane łańcuchami do żłobów. Wielkie powodzie wystąpiły również w roku 1839 oraz 1840. /.../
W roku 1845 zaczęły w polu i piwnicach gnić ziemniaki /…/, a w roku 1846 ziemniaki prawie wszystkie w zagonach zgniły…W roku 1846 była piękna i wczesna wiosna. Na św. Józefa już sadzili ziemniaki i urodzaje zapowiadały się tak dobre, że na dwa tygodnie przed św. Jakubem /25. 07./ zaczęto wczesne ziemniaki kopać. Czego nigdy dotąd nie było. Urodzaje zapowiadały się bardzo dobre. Jednak od św. Jana do św. Jakuba panowała posucha i ziemniaki powiędły i poschnęły. Deszcz po św. Jakubie już ich - jak również innych plonów - nie uratował, a reszta ziemniaków pogniła. Zapanował wielki głód, który objął całe Podkarpacie. Ludzie żywili się mieszaniną liści bukowych, lub kotek olszynowych z ognichą
i innymi ziołami, polewanymi wodą z otrębami i wytłokami z browaru, na skutek czego wybuchła epidemia tyfusu głodowego, a po nim epidemia czerwonki. Jak pisze dalej na tyfus głodowy zmarło w Łodygowicach około 100 osób, a na czerwonkę 40. Zaś w Wilkowicach, Mikuszowicach, Bystrej, Borze Wilkowskim i Mesznej na tyfus zmarło 290 ludzi. Mały łodygowicki cmentarz koło kościoła nie mógł wówczas pomieścić wszystkich zmarłych, wobec czego utworzono nowy cmentarz pod Glemieńcem…
Wiek XIX określa wiekiem wielkich zmian w całej Europie. Tylko na tych terenach m.in. wybudowano szosę żywiecką /lata1830-40/ w miejsce tzw. "furmańca". W 1876 roku uruchomiono w Łodygowicach urząd pocztowy i raz dziennie zaczął kursować dyliżans między Bielskiem a Żywcem. Również w 1876 roku przystąpiono do budowy linii kolejowej Bielsko-Żywiec, którą oddano do użytku po niespełna dwóch latach w 1878 roku. Następnie linię tą przedłużono do Zwardonia i wybudowano inną zwaną transwersalną, od Żywca przez Nowy Sącz do Husiatyna. Długość tej linii wynosiła 561,6 km.
Istotnym wydarzeniem było rozpoczęcie budowy fabryki sukna w 1850 roku, przez Edwarda Zipsera w Łodygowicach. Za jej budową przemawiała dobra jakość wody w Żylicy. Drugą taką fabrykę wybudowali Zipserowie w Mikuszowicach. Ich wyroby trafiały na bliski wschód, do obu Ameryk, Afryki i Australii. Fabryki te należały do najstarszych zakładów w Galicji.
W opracowaniu szeroko opisuje również powstawanie i dzieje parafii katolickich na tym terenie, rozwój oświaty, powstawania organizacji społeczno-samorządowych i ich działalność.
Wnikliwie przedstawia czasy niemieckiej okupacji. Z wyliczanych przez niego strat ludnościowych, jakie poniosła gmina, warto przytoczyć: 959 osób pozbawionych zostało życia, co stwierdzono; 3100 osób wywieziono do robót przymusowych; 2060 osób wysiedlono i wywieziono w nieznanym kierunku.
Wspomina również pierwsze powojenne lata. Opisuje zaangażowanie miejscowej ludności w leczenie powojennych ran, odbudowę mostów, zakładów pracy itp. oraz tworzenie zrębów nowej państwowości, co także pociągało za sobą pewne ofiary w ludziach.
To niezwykle cenne dla historii regionu opracowanie wydane zostało przez Gminny Ośrodek Kultury w Łodygowicach w 1985 roku /chwała mu za to/, w skromnym nakładzie 100 egzemplarzy.
Z uwagi na jego nośność, warto by może pomyśleć o jego wznowieniu i rozpropagowaniu na całej Żywiecczyźnie, a może i szerzej. Wszak nawiązuje w nim do wydarzeń, które miały miejsce nie tylko na terenie Łodygowic. Nadto opracowanie to mogłoby zainspirować innych badaczy przeszłości "własnego gniazda" posłużyć za wzór oraz stanowić cenny przewodnik, informujący także o tym, gdzie należy szukać materiałów źródłowych.
Antoni Urbaniec
Autor dziękuje Gminnej Bibliotece Publicznej w Łodygowicach za udostępnienie tego opracowania.