Prosto z mostu
KROKODYLE ŁZY
Cztery "krokodyle" (a jest to najbardziej żarłoczne zwierzę) członkowie Komisji Śledczej ds. Orlenu mają powód, aby uronić łezkę. Otóż chamska prowokacja w stosunku do lewicowego kandydata na prezydenta Włodzimierza Cimoszewicza po prostu nie udała się. Jak to mówią starzy górale - została spieprzona.
Kiedy pisałem wcześniej o tym, że będzie to kampania agresywna, bo to jest przecież walka o najważniejszy stołek w państwie, nie przypuszczałem, że będzie to kampania tak chamska.
"Krokodyle", które na zewnątrz czyli w prasie, w radiu i telewizji kreują siebie jako wzór cnót, okazują się zwykłymi kłamcami.
I dlatego zadaję sobie pytanie: jak to jest możliwe, aby ludzie, którzy związani z partyjną prawicą i pewną częścią radykalnego estabilischmentu katolickiego głoszącego peany na cześć Radia Maryja, potrafią się pluskać w błocie (krokodyle to bardzo lubią)?
To tylko część moich "inwektyw" pod adresem żarłocznych zwierząt, bo osobiście nie mam nic przeciwko naturalnym krokodylom. Po góralsku mówiąc - jak ich Pan Bóg stworzył, takimi są.
Ogromnie mnie bawi kampania pana Leppera, który w ferworze walki przedwyborczej pomylił pojęcia blokady dróg z blokadą mediów.
I tu „facet” pokazuje swoją klasę jako kandydat do najwyższego stołka, choć muszę przyznać, że jego zamiary w polityce zagranicznej mi się bardzo podobają. Zaczął od Białorusi i poprzez Chiny próbuje „łatać” błędy w rządowej polityce zagranicznej, która jest daleka od naszych wyobrażeń.
Dlatego też dziwię się tym zazdrośnikom z PO-Pis-u, którzy w spotkaniu
z młodzieżówką chińską dopatrują się związku Leppera z komunistami.
Jak ja się znam na muzyce to na pewno agresywni w sensie gospodarczym młodzi Chińczycy na pewno by się nie spotkali z "młodzieżówką" Ligi Polskich Rodzin zwaną dalej Młodzieżą Wszechpolską, która jest również bardzo agresywna, ale na pewno nie w sensie gospodarczym.
Tutaj pragnę zwrócić szanownym Czytelnikom na następującą uwagę, która dotyczy nazewnictwa partyjnego.
Po pierwsze: Liga Polskich Rodzin, czyli że ci, którzy do niej nie należą są Polakami gorszej kategorii.
Po drugie: Młodzież Wszechpolska, czyli że młodzież nie należąca to tej struktury (bo trudno to nazwać organizacją) nie jest młodzieżą polską.
Nie chciałbym zabierać głosu na temat naszych rodzimych kandydatów do Sejmu i Senatu, gdyż jak zawsze podkreślamy dziennikarski pluralizm.
Jedno co mnie dziwi, to ogromna ilość kandydatów z naszego regionu mniej lub bardziej znanych, a co najdziwniejsze im znajdują się na dalszej pozycji na listach wyborczych swoich partii (chodzi o Sejm), tym większe mają nadzieje na zwycięstwo.
Według mnie arytmetyka wyborcza jest nieubłagana. Mam swoje typy co do zwycięzców, ale z dziennikarskiej rzetelności nie wypada mi ich przedstawić.
O tym wiedzą tylko nieliczni, choć
w felietonie powyborczym uczciwie przyznam się do ewentualnej pomyłki.
Moim i nie tyko moim pragnieniem jest, aby do polskiego parlamentu weszło jak najwięcej kandydatów z ziemi żywieckiej niezależnie od opcji politycznych, które reprezentują.
Bo na dzień dzisiejszy najważniejsze jest to, że kampania w regionie za wyjątkiem wojny plakatowej przebiega w sposób bardzo kulturalny. Powiem więcej, aż za bardzo kulturalny. Tak trzymać.
JAK TO DRZEWIEJ BYWAŁO - czyli „Solidarność 25 lat temu”
W natłoku zdarzeń politycznych trochę jakby bokiem przeszło ćwierćwiecze "S".
Jako uczestnik tamtych wydarzeń, oczywiście w skali regionalnej, trochę inaczej wyobrażałem sobie te obchody.
Koncert wspaniałego artysty w Gdańsku był clou programu tych obchodów. Ale o ile pamiętam 25 lat temu to muzyka nie była chyba najważniejsza. Podwójne obchody najpierw tej "prawdziwej" "S" z Anną Walentynowicz na czele, a dzień później tej drugiej "prawdziwej" "S" z Lechem Wałęsą to obraz ćwierćwiekowego rozwarstwienia prawie całego społeczeństwa.
Co poróżniło nas wszystkich?
Ideały zawarte w społecznym proteście bardzo szybko legły w gruzach na wskutek wzajemnych animozji i dążenia do przekształcenia związku w partię, a co za tym idzie dążenia do władzy (nie związkowej).
Dziesięciomilionowy ruch społeczny wykreował wiele prawdziwych przywódców, ale wraz z nimi zabrała się - jak zawsze - duża grupa mętów społecznych, którzy na garbie tego ruchu zrobili wielkie kariery i jeszcze do dziś
(a może dopiero teraz) zbijają polityczne fortuny.
Powie ktoś, że zrzędzę. Ale podobne zdanie mam na temat ogłoszenia stanu wojennego. Nie mnie osądzać czy był konieczny. Choć uważam, że było to jakieś wyjście z trudnej anarchicznej sytuacji w kraju.
O ile sposób przygotowania całej operacji był majstersztykiem, o tyle wykonawstwo było "do kitu".
Okres trwania tej nienormalnej sytuacji trwał wyraźnie za długo i tu chyba gen. Jaruzelski zbytnio zaufał swoim "zausznikom", czyli Kiszczakowi i Siwickiemu. I tutaj dopuszczenie do "rządzenia" służb bezpieczeństwa bez nadzoru spowodowało odgrywanie się na działaczach opozycyjnych.
Obozy internowania, głupie wyroki, znęcanie się fizyczne i psychiczne wcale nie łamało domniemanego "wroga",
a wprost umacniało tych ludzi psychicznie. Jeśli do tego dodać dziesiątki rodzin, które zostały rozbite czy też psychicznie okaleczone, mamy kolejny obraz naszej polskiej rzeczywistości.
Dlatego w kontekście tego ćwierćwiecza z perspektywy Gdańska, Szczecina czy Jastrzębia Zdroju widać, że nadal nic się nie nauczyliśmy.
Znów "idziemy po trupach", choć teraz już bezkrwawo. Na gruzach tamtej "S" próbuje się budować IV Rzeczpospolitą. Pytam: gdzie i dla kogo?
Zniszczona wieś, wraz z PGR-ami, zrujnowany przemysł, beznadzieja młodzieży i ogromne bezrobocie to tylko niektóre z "osiągnięć" jedynie teraz słusznej władzy. A nie tak miało być.
PS. Mimo wszystko zachęcam wszystkich wyborców do pójścia do urn wyborczych 25 września w myśl powiedzenia - nic o nas bez nas.
Kazimierz Semik