Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (169) - rok VIII - 15 Wrzesień 2005

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|



Turysto, uważaj na wiatrołomy!!!

W poniedziałek /15 sierpnia/ wybraliśmy się z przyjaciółmi na Baranią Górę i po osiągnięciu szczytu postanowiliśmy wracać zielonym szlakiem. Przez kilkaset metrów szło nam się zupełnie dobrze, chociaż zaskoczeni byliśmy dużą ilością śmieci tuż pod "Baranią". Śmieci na szlakach w Beskidzie Śląskim to rzadkość, gdyż gospodarze /chwała im za to/ porozstawiali wzdłuż tras kosze, co gdzie indziej w górach się nie spotyka. Ale na szczycie "Baraniej" jak raz koszy nie było!!!
Kiedy "przebrnęliśmy" zaśmiecony odcinek napotkaliśmy inną niezwykle groźną przeszkodę. Cały szlak zawalony był wiatrołomami. Sądząc, że powalone drzewa tarasują niewielki odcinek szlaku zaczęliśmy je pokonywać na wszelkie możliwe sposoby: czołgając się pod nimi, przekraczając je, bądź skacząc po nich niczym kozice, co do wcale bezpiecznych metod nie należało, bo można było spaść z dwu-trzymetrowej wysokości, potłuc się, złamać nogę, bądź w najlepszym wypadku podrzeć ubranie.
Kiedy po około 20 minutach pokonywania tego "toru przeszkód" zdawało nam się, że już po problemie, napotkaliśmy grupkę turystów idącą z przeciwnego kierunku, która poinformowała nas, że to dopiero początek "przygody", gdyż oni kluczą tak między wykrotami od godziny. Kolejne, napotkane grupy turystów także nie przynosiły pocieszających wieści. Jakoż na przebycie 1000 - może 1200 metrów potrzebowaliśmy półtorej godziny, a aby dotrzeć do upragnionej stokówki /leśnej drogi biegnącej w poprzek stoku/, którą zamierzaliśmy zejść do doliny Białej Wisełki musieliśmy jeszcze godzinę tłuc się po leśnych wertepach, omijając wykroty.
To przerażające, ale jeszcze bardziej przeraża fakt, że gospodarze szlaków /PTTK/ nie zatroszczyli się o ich zamknięcie, albo przynajmniej o poinformowanie turystów o grożącym niebezpieczeństwie. Wykroty leżą na tym szlaku od jesieni ubiegłego roku i to leżą w pasie długim, co najmniej na 1,5 km, a szerokim - miejscami na kilkaset metrów.
Zaskakuje także pewna opieszałość leśników w usuwaniu wiatrołomów. Mam świadomość, że aby z usuwaniem dotrzeć na górski grzbiet, trzeba zacząć to czynić od dołu, co musi potrwać, ale tempo tych prac wydaje się nazbyt powolne.
Nie wiem, jak jest na innych górskich szlakach w paśmie gdzie przeszedł huragan, ale przestrzegam turystów zamierzających wędrować czerwonym szlakiem od Węgierskiej Górki, niebieskim od Radziechów, zielonym od Skrzyczanego oraz żółtym z Kamesznicy, Andziołówki i Wisły Malinki, że mogą na swojej trasie napotkać na wyjątkowo trudny do przebycia i niebezpieczny odcinek.

Uran

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.