Żniwa i co dalej?
W tym roku nie tylko polityka rolna państwa /jeżeli taka
w ogóle istnieje/, ale także pogoda nie rozpieszcza rolników na Podbeskidziu. Kaprysi od samej wiosny, a w żniwa dała im się szczególnie we znaki.
Żniwa to wiadomo najważniejszy i najbardziej napięty okres prac polowych w rolnictwie. To, co rolnik zasiał jesienią czy wiosną teraz powinien zebrać, a plon, jaki zbierze, w wielu wypadkach stanowił będzie główne źródło jego dochodów. Zastrzyk finansowy, który pozwoli na spłatę zaciągniętych kredytów, zakup środków produkcji /zboża siewnego, nawozów mineralnych, środków ochrony roślin, uzupełnień parku maszynowego itp./ oraz na przeżycie do nowych zbiorów. Tymczasem wyjątkowo kapryśna pogoda spowodowała, że część zbóż uległa wyłożeniu i poprzerastaniu, a w niektórych rejonach Żywiecczyzny grad "wymłócił" stojące na pniu zboże.
Takich żniw, jak mówi prezes Kółka Rolniczego w Pietrzykowicach Czesław Midor, nie było od kilkunastu lat. Co kombajny wyjechały w pole na jeden dzień, to dwa, trzy dni padało, a wiadomo, że w czasie deszczu kosić się nie da. Nawet po pewnym podeschnięciu ryzykownym bywa wyjazd ważącym 7,5 tony kombajnem w pole, gdyż szczególnie na terenach podmokłych, nie zmeliorowanych, ten kolos obciążony dodatkowo zbiornikiem pełnym zboża łatwo może się zakopać. Kiedy jednego razu doszło do takiego wypadku, kombajn musiały wyciągać trzy ciężkie traktory, niemiłosiernie tratując pole wokoło.
Zbiór zboża kombajnami wymaga, aby ziarno było możliwie suche, jako że młócone na pniu idzie prosto do zbiorników, a nie dosusza się przy ustawianiu w kopy. Szczególny problem ze zbiorem i przechowywaniem zbóż w takim okresie mają gospodarstwa wielkoobszarowe, zapuszczające swoje korzenie także
i na naszym terenie. Zboże koszone w okresie pogodnym, kiedy przynajmniej 3-4 dni nie pada ma około 17-18% wilgotności
i od biedy, przy częściowym podsuszeniu, może być przechowywane, natomiast zebrane w czasie przekropnym może mieć 25
i więcej % wilgotności i przed przechowywaniem powinno być dosuszone, gdyż inaczej może się zaparzyć, spleśnieć czy zakiełkować.
Mój rozmówca z zadowoleniem odnotowuje wzrastające zainteresowanie rolników zagospodarowaniem nieużytków, co znajduje wyraz m.in. w przeznaczaniu pod zasiewy zbóż coraz większego areału pól. Jest to niewątpliwie wynikiem zachęcających dopłat, jakie płyną na polską wieś z Unii Europejskiej. Nie bez znaczenia jest także fakt, że urzędy gmin bardziej stanowczo wymagają od rolników walki z zachwaszczaniem pól. To cieszy, ale?
Dawniej, kiedy "każdy kłos był na wagę złota", co nawet podkreślały przeprowadzane pod tym hasłem młodzieżowe akcje żniwne, Państwowe Zakłady Zbożowe czekały na dostawców
/co prawda przy spiętrzeniu skupu czasami trzeba było odstać w kolejce/ i skupione zboże kierowały wprost do suszarń. Dzisiaj rolnik musi szukać odbiorcy i dopraszać się jego względów, przystając na dyktowaną przez niego cenę, bo każda "klęska urodzaju", nawet tak problematyczna jak w tym roku, powoduje kłopoty ze zbytem.
Zboże obrodziło różnie. Jak informuje prezes Midor, plony pszenicy wahają się od 25 do 50 kwintali z ha. Znam kilku innych rolników, którzy chwalą się także wysokimi plonami. Na ogół dobrze /może nawet lepiej/ obrodziło w tym roku pszenżyto. Dobrze także "sypnął" jęczmień. Na tą dużą rozpiętość plonów wpływa wiele czynników, ale dużo zależy od gospodarzy, od stosowanego przez nich płodozmianu i zabiegów agrotechnicznych.
Mimo, że zbiory w tym roku nie są rekordowe, jak już wspomniano, występują i to duże kłopoty ze zbytem, tym bardziej, że w magazynach pozostają jeszcze ubiegłoroczne zapasy. Nawet ci rolnicy, którzy mają stałe umowy z odbiorcami, np. z właścicielami stawów rybnych, nie zawsze mogą liczyć na zagospodarowanie ich zbóż, gdyż kolejny rok z rzędu jakaś choroba /niczym ptasia grypa - szczęśliwie nie stanowiąca dla ludności zagrożenia/ powoduje masowy pomór karpia, który dokarmiany jest zbożem. Stąd ceny zbóż oscylują wokół 30-35 zł za kwintal, czyli są bardzo niskie. Wszystko to powoduje, że rolnicy nie mają specjalnych powodów do zbyt radosnego obchodzenia dorocznego Święta Plonów.
Kółko Rolnicze w Pietrzykowicach to jedno z nielicznych kółek na Żywiecczyźnie, które nadal świadczy rolnikom usługi w pracach polowych. Ale jak długo jeszcze? Zastanawia się prezes Midor. No, bo dobrze by było np. kupić ścinarkę /sieczkarnię/ do słomy, która w ślad za kombajnem cięłaby słomę na sieczkę
i rozrzucała po polu. Rolnicy zbieraniem słomy są coraz mniej zainteresowani, toteż spalają ją na polu. Ani to nie jest w zgodzie z agrotechniką, ani bezpieczne. Sieczka wprowadzona do gleby w czasie podorywki rozkładałaby się w ziemi wzbogacając ją
w próchnicę. Ale za co kupić sieczkarnię, kiedy kółko z biedą wychodzi na swoje i to głównie dzięki usługom transportowym.
Sprzęt rolniczy, co na ogół przeciętny śmiertelnik sobie nie uświadamia, jest bardzo drogi, a jego wykorzystanie krótkie, sezonowe. Siewnik do kukurydzy kosztuje ok. 40 tyś. złotych, a w jednym gospodarstwie może być wykorzystany kilka godzin
w roku, po czym stoi pod wiatą. Dobry kombajn to koszt ok. 500 tyś. zł. Ich kółko świadczy nim usługi przez trzy, cztery tygodnie, a przez ile dni w roku wykorzystywał będzie go rolnik na swoim gospodarstwie? Stąd wiele przodujących rolniczo państw popiera istnienie ośrodków maszynowych, świadczących rolnikom usługi specjalistycznym sprzętem. Taką rolę miały w naszym kraju odegrać Kółka Rolnicze, a co się z nimi dzieje?
Problemem, który boli prezesa Midora i wielu światłych rolników jest brak wapna nawozowego na polskim rynku. Dawniej nie tylko wapno było łatwo dostępne w niezbyt odległej Płazie, ale także wapnowanie pól dotowane było przez państwo. Stąd po żniwach i podorywkach bieliły się całe połacie pól. Teraz od kilkunastu lat nikt nie troszczy się o wapnowanie pól, którego koszty niewspółmiernie wzrosły, gdyż wapno trzeba by było sprowadzać chyba aż z Puław, a dopłaty znikły. Rolników przy aktualnych nożycach cen niestety na taki wydatek nie stać. Gleby coraz bardziej ulegają zakwaszeniu, tym bardziej, że
i zasilanie obornikiem /przy katastrofalnym spadku pogłowia krów/ jest znikome.
Obyśmy więc, pozwalając na "wolną amerykankę" w stosunku do polskiego rolnictwa, za jakiś czas nie pluli sobie w brodę, mówiąc: "Mądry Polak po szkodzie" !!!
Antoni Urbaniec