NIEZALEŻNA INICJATYWA SPOŁECZNA
Przed każdymi wyborami powraca temat ordynacji wyborczej. I zapewne będzie powracał dopóki nie wyjdziemy z samopowielanej pętli chorego układu magdalenkowo - okrągłostołowej. Temuż układowi sprzyja obecny chory system wyłaniania elit. Faktycznie narzucony, formalnie przyklepany, po uprzednim skołowaniu polskiego społeczeństwa propagandą, „demokratycznym” wyborem Konstytucji RP w 1997 roku, która obliguje do tego, aby wybory do Sejmu były proporcjonalne (art. 96 2).
Proporcjonalne. Nasuwa się pytanie, do czego proporcjonalne. Wielki złoty medal ze wstęgą, gwiazdą i wszelkimi innymi przynależnościami temu, kto wyłowi te proporcje. Oczywiście poza jedną, a taką mianowicie, że wyniki wyborów są wprost proporcjonalne do kasy wyłożonej przez partie na przedwyborczą agitację i do ich wpływów w mediach. Owa proporcjonalność ma się znacznie gorzej z proporcjonalnym przełożeniem oddanych głosów na obsadę niższej izby parlamentu. A czegóż tam nie ma, bądź nie było! Pięcioprocentowy próg, system d'Hondte'a faworyzujący wielkie i bogate partie, kiedyś lista krajowa, która umożliwiała zasiadanie w ławach poselskich, nawet tym najbardziej spalonym w oczach opinii publicznej, a na których głosowali, sądząc po ilości głosów, rodzina
i kumple. Znaleźli się jednak na liście krajowej dzięki układom
z kierownictwem partii i dzięki czemu załapali się. Kogo reprezentowali? Na pewno nie wyborców.
Podliczenie głosów w okręgu wyborczym mówi niewiele. Niekoniecznie więc konkretny powiedzmy A, na którego głosowało najwięcej osób na danym terenie otrzyma mandat. Choćby cieszył się najlepszą opinią, to i tak w konsekwencji wszystko zależy od wyniku, jaki otrzyma jego formacja w skali kraju. Przy rozdzielaniu mandatów dzieją się „cuda - niewidy”, od głosowania do ogłoszenia wyników wiedzie kręta droga niezrozumiałego dla przeciętnego Kowalskiego wyliczania procentów, ułamków
i współczynników, w ramach premiowania silnych ugrupowań kosztem mniejszych. Po wyborach 1997 roku AWS z wynikiem 33,9 % otrzymała 43,7 % ogółu mandatów, czyli ekstra 45 miejsc. Odpowiednio SLD poparcie rzędu 26,8 % przyniosło premię w postaci 41 dodatkowych mandatów. To jest ordynacyjna szczodrość. Ordynaryjne cięgi są udziałem małych partii. Najlepszy przykład z tych samych wyborów to ROP. Otrzymał 5,5 % głosów, które przełożyło się w „proporcjonalnych” wyborach na 1,3 % ogółu miejsc w Sejmie, co przyniosło w liczbach bezwzględnych stratę 19 mandatów. Czyli jeden poseł „kosztował” AWS, czy SLD wielokrotnie mniej głosów niż ROP, czy PSL. Zaiste gdzie tu jest gwarantowana przez Konstytucję proporcja? I kto przed kim tu odpowiada?
O odpowiedzialności posłów przed wyborcami z okręgu, który formalnie reprezentują nie może być mowy. Ale zachodzi tu, w kwestii odpowiedzialności, swoiste sprzężenie zwrotne. Wyborcy - pozbawieni realnego wpływu na wynik wyborów, o którym decydują partyjne koterie; na wymianę elit, które chociaż występują pod różnymi szyldami, to podobnie zawodzą zaufanie - czują się zwolnieni od odpowiedzialności, za podejmowane decyzje. „Oni” i tak zrobią to, co chcą, a „my” nie mamy nato wpływu, bo bez wielkiej forsy i „czwartej władzy” o skuteczności można tylko pomarzyć. Wiadomo przecież kto się uwłaszczył, kto panuje niepodzielnie w mediach. Koło się zamyka, pozostaje apatia, poczucie wyizolowania i bezsilności. Co jakiś czas odzywają się głosy na rzecz jednomandatowych okręgów. Tworzyły się ruchy obywatelskie, zbierały podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w tejże sprawie, w kampaniach wyborczych co niektórych ugrupowań też podnoszono tę potrzebę. Zwykle natrafiano jednak na trudny do pokonania opór przyspawanych do władzy pseudoelit z rozdania Okrągłego Stołu z jednej strony, z drugiej - przeszkoda w postaci ogólnej bierności
i zdezorientowanego społeczeństwa. Czy jest więc sposób na wyeliminowanie antydemokratycznego terroru? Ordynacja większościowa jest prosta, czytelna, ma umocowanie w tradycji i historii polskiego parlamentaryzmu, a co najważniejsze nie eliminuje z polityki ludzi wartościowych i uczciwych.
Opozycja w Radzie Miejskiej w Żywcu
w każdą pierwszą środę miesiąca pełnią dyżur radni opozycji
Wiesław Setla, Tadeusz Trzop w godz. od 17.00 do 19.00
w budynku przy ul. Powstańców Śląskich 9 w Żywcu.
Dyżury Radnych Wiesława Setli i Tadeusza Trzopa dodatkowo
w każdą pierwszą sobotę miesiąca w siedzibie Niezależnej Inicjatywy
Społecznej „Rozwój Miasta" Żywiec ul. Węglowa 21
w godz. 9.00 do 13.00., tel. 861-58-05