Opowieści /nie/ z tej ziemi - Polowania i tradycje wigilijne
Polowania wigilijne, podobnie jak polowania organizowane przez myśliwych w dniu św. Huberta, mają zawsze szczególną - odświętną oprawę. Najczęściej organizuje się je w wigilię świąt Bożego Narodzenia lub w wigilię świąt Nowego Roku i - jak pisze Edward Szałapak w książce "Tradycje i zwyczaje w kole łowieckim" stąd ich nazwy: "Spotkania wigilijne". Większość kół organizuje je wokół magicznej daty 24 grudnia. Wokół daty, gdyż tylko niektóre koła łowieckie składające się z myśliwych mieszkających na terenie obwodu mają warunki, aby zgodnie
z wielowiekową tradycją polować w sam dzień wigilii.
Polowania te z reguły bywają krótkie i mają nieco skromniejszą oprawę, niż polowania hubertusowe. Czas na dłuższą biesiadę nie pozwala. Myśliwi biorą dwa, trzy mioty i po zakończeniu polowania spotykają się przy ognisku w lesie, albo w domku myśliwskim, gdzie łamią się opłatkiem i składają sobie świąteczne życzenia. Potem jest tradycyjny poczęstunek. Śledź, bigos myśliwski, czy inne potrawy i śpieszą do domu, aby wziąć udział w świątecznych przygotowaniach.
Tak bywa dzisiaj, ale rodowód tego świętowania sięga bardzo zamierzchłych czasów. Człowiek pierwotny, trudniąc się zbieractwem i łowiectwem, aby zabezpieczyć byt swój i swojego rodu musiał codziennie zmagać się z siłami przyrody. Natura ta raz była dla niego łaskawsza /latem/, a innym razem /zimą/ surowa, bezwzględna, wręcz wroga.
Wyjątkowo mocno uzależniony od sił natury i kaprysów przyrody, próbował ją przechytrzyć, uniezależnić się od niej, bądź ją przebłagać. Obserwował więc bacznie wszystkie zjawiska przyrodnicze, aby na tej podstawie, po cykliczności ich występowania, odgadywać czego może się spodziewać, jakie niespodzianki szykuje mu ona jutro, w najbliższej przyszłości, czy w roku przyszłym. Słońce, gwiazdy i zjawiska zachodzące w przyrodzie, to był jego kalendarz i stacja meteo.
Nasi pra, pra przodkowie z niepokojem, zabobonnym lękiem, a zarazem pewną nadzieją oczekiwali dnia zimowego przesilenia. Dnia, w którym słońce rodziło się jakby od nowa.
Wraz z tym dniem w serca myśliwych wstępowała nadzieja, na nowy pomyślny rok. Świętowali go składając bogom ofiary z ubitej zwierzyny, błagając, aby rodzący się rok był dla nich zdrowy, szczęśliwy i pomyślny, aby przepastne knieje nie skąpiły im pożywienia. Wierzyli, że bogowie będą dla nich łaskawi. Oczekiwania te nie były pozbawione racji. Zapowiadał się coraz dłuższy dzień. Ścięte lodem mszary - bagienne ostępy leśne, będące ostoją grubego zwierza, stawały się bardziej dostępne, a wznoszące się coraz wyżej nad horyzont słońce - łaskawsze.
Tak jak w innych dziedzinach naszego życia, także w zwyczajach łowieckich doszukiwać się można przekazów z dawnych zamierzchłych dziejów. Przeminęli ludzie, zmieniły się czasy, odeszli w zapomnienie dawni bogowie. Ale przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje i zwyczaje w jakimś stopniu funkcjonują po dzień dzisiejszy. Z dawnych prasłowiańskich czasów, po dzień dzisiejszy zachowały się pewne tradycje, zwyczaje i przesądy związane nie tylko z wigilijnym polowaniem.
To chyba w tamtych wierzeniach poszukiwać należy odpowiedzi, dlaczego wśród kolędujących przebierańców znajduje się turoń.
Wielu myśliwych dużą wagę przywiązuje także do tego, czy uda im się na polowaniu wigilijnym oddać celny strzał, czy też nie. Celny strzał i cenne trofeum - w zabobonnym pojęciu, oznacza szczęście przez cały następny rok i to nie tylko na polowaniach.
Pięknym i godnym kontynuowania zwyczajem jest odwiedzanie przed polowaniem łowiska i zaopatrywanie go w karmę dla zwierzyny. Myśliwy to też gospodarz, który opiekuje się powierzoną mu zwierzyną - tą żyjącą w stanie wolnym. Tak więc bez względu na to, w którą "wigilię" będzie polował, powinien udać się do "swojej obory": paśnika, podsypu, czy lizawki dzieląc się ze zwierzyną przynajmniej siankiem, owsem i solą.
Tak każe nie tylko staropolski, czy starosłowiański obyczaj, o którym znakomitym kolegom myśliwym pozwala sobie przypomnieć...
Stary Nemrod