Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 1(152) - rok  VIII - 1 Stycznia 2005

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
PROSTO Z MOSTU

Piszę ten felieton jeszcze w starym 2004 roku, choć ukaże się drukiem w pierwszych dniach stycznia już nowego 2005 roku. W poprzednim numerze dokonałem pobieżnych reminiscencji wydarzeń roku ubiegłego i to bardziej pod katem "wyłapania" zdarzeń niezbyt miłych na naszej scenie politycznej lokalnej, krajowej i międzynarodowej.
Zaś dzisiejszy felieton chcę poświęcić tematom, jakie nas mogą czekać w roku 2005, roku równie ważnym, a kto wie czy nie bardzo ważnym.
Zacznę od sprawy, którą poruszyłem w poprzednim numerze. W najbliższych dniach, a może i miesiącach rozstrzygnie się definitywnie (oby) przyszłość i losy narodu ukraińskiego, naszego sąsiada.
Powie ktoś: a co nas to obchodzi. Okazuje się, że bardzo dużo, tylko, że myśmy powinni wspierać te wysiłki w kierunku demokratyzacji Ukrainy, ale bez ingerencji bezpośredniej i jawnym opowiadaniem się za jedną ze stron. A tak, niestety, nie jest. Ale o tym jeszcze nieraz będziemy czytać. Natomiast dla Polski rok 2005 jest ważny z kilku powodów:
- po pierwsze, czekają nas wybory do Parlamentu tzn. do Sejmu i Senatu, a to grozi brutalną kampanią wyborczą w kraju. Spolaryzowane środowiska polityczno - kanapowe podejmą walkę o fotele w Sejmie i Senacie w sposób bezwzględny, bo przecież jest to bezpardonowa walka o władzę. Gdybym miał stawiać w zakładach o wyniki wyborów to pomimo moich poglądów lewicowych formację tą uważam za najbardziej przegraną. I to przegraną na własne życzenie. Ale o tym jeszcze później, - po drugie, czekają nas wreszcie wybory prezydenckie, gdzie po dziesięcioletnim "panowaniu" Aleksandra Kwaśniewskiego w Pałacu Prezydenckim zasiądzie nowa osoba. Konia z rzędem temu, kto na dzień dzisiejszy może poprawnie wskazać nazwisko nowego prezydenta. I tu też trzeba spodziewać się bardzo ostrej walki, choć może prowadzonej w bardziej delikatnej formie.
Reasumując, czeka nas rok wyborów, oczywiście, że ważnych dla kraju. Oby tylko władza nie zapomniała, że w tym kraju żyje jeszcze około 40 milionów ludzi, którzy w diametralnie różnych warunkach, ale muszą żyć i funkcjonować.
- I wreszcie trzecia sprawa, która wiąże się z pierwszą i drugą. Weszliśmy w fazę ścigania i rozliczania afer związanych z ludźmi tak z lewej, jak i z prawej strony. Jest to o tyle przykre, że dotyczy ludzi z pierwszych stron gazet. Fala oskarżeń najpierw przez media, a w końcu trafiających do organów sprawiedliwości jest potężna. Prości ludzie czytając o tym niejednokrotnie nie umieją odczytać zagarniętych bezprawnie sum, bo im się to w głowie nie mieści.
- Obawiam się, a raczej wydaje mi się pewne, że te zdarzenia będą miały kolosalny wpływ na przebieg kampanii wyborczej, a poszczególne historie będą argumentami w walce wyborczej. I tu trzeba zadać sobie pytanie: czy w ferworze tej politycznej walki wyborczej ugrupowania polityczne, kandydaci do Parlamentu znajdą czas, aby opracować konstruktywny program ratowania finansów publicznych, oddłużania kraju czy odchudzania administracji publicznej i samorządowej?
Czy wreszcie znajdą się ludzie, którzy za cenę wejścia do parlamentu postarają się opracować programy "wykoślawionych" reform?
I już ostatnia sprawa w tym temacie. Jak czytam prasę to wydaje mi się, że walcząc o wejście do Unii Europejskiej mieliśmy duże nadzieje na ogromne pieniądze.
I one faktycznie są, ale my z nich nie umiemy skorzystać, bo albo za późno się o nie staramy albo popełniamy podstawowe błędy w dokumentacji przygotowawczej. A przecież jest to podstawowe zadanie dla administracji rządowej. Boję się, że po wyborach parlamentarnych stracimy parę miesięcy na układanie się w fotelach, będziemy przyjmować na stanowiska swoich, którzy zanim rozeznają się w sytuacji może być za późno i prześpimy kolejny rok. Ale wierzę, że tak nie będzie i tego sobie życzmy w tym nowym 2005 roku.
Tak jakby z dnia na dzień znikła mi z kiosków i punktów sprzedaży "Trybuna Śląska". Nie ukrywam, że czytałem ją "od zawsze" i w tamtych "słusznych" czasach, kiedy nosiła tytuł "Trybuny Robotniczej" i tych "jedynie słusznych" czasach, gdzie nosiła tytuł "Trybuny Śląskiej".
Po prostu była dla mnie i nie tylko źródłem informacji, szczególnie informacji lokalnych.
Nagle ni stąd ni zowąd czytam, że nastąpiła fuzja gazet, ale już tylko pod jednym tytułem "Dziennik Zachodni". Ta gazeta towarzyszyła mi również "od zawsze", choć utrzymała stale swój tytuł przechodząc różne metamorfozy polityczne.
Wykreowana od paru lat formuła z wydzielonymi informacjami regionalnymi z Podbeskidzia była do przyjęcia, a piątkowe wydania wkładki żywieckiej świetnie klamrowały ogół wiedzy o zdarzeniach w regionie.
Obecne wydanie "fuzyjnej" gazety pod nazwą "Dziennik Zachodni" wyraźnie mnie nie satysfakcjonuje, za wyjątkiem piątkowej wkładki, gdyż od poniedziałku do czwartku muszę szukać żywieckich informacji miedzy różnymi, innymi miejscowościami. I to mnie nie bawi.
A swoją drogą mogliśmy się na własnej skórze przekonać, że w okresie "żarłocznego kapitalizmu" jaki u nas panuje, nikt nie pyta Czytelnika o zdanie, tylko likwiduje tytuł, który podobno dobrze się sprzedawał, a my mieliśmy prawie dwa razy więcej informacji lokalnych. Okazuje się, że decydentem w tej sprawie jest niemiecki koncern, który był właścicielem i "Trybuny" i "Dziennika", a obecnie tylko "Dziennika". Jeśli się niedługo dowiem, że obecny "Dziennik Zachodni" będzie jeszcze miał wkładkę obcojęzyczną to już na pewno wiem gdzie jestem.
Ale bądźmy dobrej myśli. Ten rok ma tylko 365 dni i jest krótszy o jeden dzień od poprzedniego.
I trzeba go przeżyć.
Życzę zatem, abyśmy przeżyli go zdrowo i godnie. Aby mogły urzeczywistnić się nasze marzenia. Abyśmy wreszcie mogli spojrzeć na nasze kłopoty z odległej perspektywy.
Do Siego Roku

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.