NIEZALEŻNA INICJATYWA SPOŁECZNA - Rozważania u schyłku roku
Dzisiejszy świat, wśród wielu trendów jakie go opanowały, wyróżnia się jednym podstawowym - zupełnym brakiem czasu. Gdy chcemy się z kimś spotkać, bardzo często słyszymy slogan: nie mam czasu. Jest to na ogół nieprawda, gdyż czasu mamy, aż nadto, ale nie potrafimy nim rozsądnie gospodarować. Niewątpliwie największym „złodziejem" naszego czasu są media, w każdej swej postaci. One to kradnąc czas, jednocześnie narażają na inne niebezpieczeństwa, w czym niewątpliwie prym wiedzie telewizja. Świadomość zagrożeń płynących ze strony mediów wydaje się być coraz większa. Nikt dzisiaj już nie zaprzecza, że jedną z przyczyn wzrostu przestępczości wśród młodzieży, a niekiedy nawet wśród dzieci jest bezsensowna przemoc i brutalność propagowana w telewizji, w kinie, na video, w komputerowych grach i sieciach, a nawet w reklamach. Wydaje się, że nareszcie dostrzeżono zagrożenia i zanalizowano je, przynajmniej teoretycznie. Socjologowie, psychologowie, nauczyciele, rodzice, a również wszyscy zainteresowani dobrej woli biją na alarm. Przemoc, brutalność, mocne sceny rodzą agresję, osłabiają wrażliwość na zło, zachęcają lub nawet wręcz inspirują do takich zachowań, jak np. w wypadku nastoletnich morderczyń z Wrocławia, Gdańska czy Warszawy. Zaciera się granica między dobrem a złem. A jeszcze właściwsze jest stwierdzenie, że zacierają się resztki świadomości tej granicy. Jak stwierdzają badania, wśród młodzieży nastąpił wzrost akceptacji dla zachowań dawniej ocenianych jednoznacznie jako złe - kłamstwo, nieposłuszeństwo, buntu przeciw jakiemukolwiek ładowi, form agresji typu „fali" w szkołach, szantaży, wymuszeń czy w końcu przemocy. Media wzmacniają i usprawiedliwiają takie zachowania, skoro ubóstwiany aktor czy piosenkarz na video-clip'ie używa wulgaryzmów w postaci słów i gestów, bądź sam jest „bohaterem" scen pełnych gwałtu czy przemocy. Inną postawą lansowaną przez media, a zwłaszcza TV jest konsumpcja doprowadzona wręcz do absurdu. Mieć, posiadać, kupić, spróbować jest ważniejsze niż być np. człowiekiem szlachetnym, wrażliwym na innych, dobrym, odpowiedzialnym, godnym zaufania. Reklama nie jest już informacją handlową o towarze czy usługach, tę funkcję reklamy zepchnięto gdzieś na daleki plan. Istotą dzisiejszej reklamy stało się masowe wytwarzanie nienasyconej chęci posiadania dla samego posiadania, „więcej mieć" zamiast „bardziej być". Reklama stała się twórcą stałej pogoni za ciągle zmieniającą się modą. Zaczęła przenikać do powszechnej świadomości, wypierając tradycyjne
wychowanie, stosunki społeczne, kulturę, a przede wszystkim język, zastępując spreparowanymi, gotowymi wzorcami, służącymi totalitaryzacji. Reklama stała się równoległym do naszego, ale nierzeczywistym światem wspaniałych wyobrażeń, niezwykłych doznań, marzeń, spełnionych pragnień i pożądania - światem odbitym w lustrze wirtualnej rzeczywistości. Nie byłoby w tym wszystkim tak do końca nic złego, gdyby nie fakt, że ta reklamowa baśń zaczyna rządzić naszym życiem, wypierając z niego codzienną rzeczywistość, dając w zamian jedynie ulotne wrażenie uporządkowania. Skoro więc zdajemy sobie z tego sprawę - powie ktoś - czemu tego nie demaskujemy i jak w baśni Andersena nie zawołamy „król jest nagi". Można tak, ale jedynie, kiedy jeszcze się widzi własnymi oczami i słyszy własnymi uszami. Problem więc z reklamą jest też i taki, że pod jej magicznym działaniem traci się słuch, ślepnie i dostaje pomieszania zmysłów. W zamian armia socjotechników, „chirurgów dusz" implantuje nam wirtualne oczy, uszy, rozum, a przez to odczucia. I tak oto z ich laboratoriów wyjeżdża na taśmie spora grupa zunifikowanych półidiotów lub nawet całych. Tak oto reklama - „dźwignia nowoczesnej gospodarki" została nie tyle informacją handlową, co natarczywym, nachalnym głosem nieustannie kuszącym: „kup to właśnie... i to... i jeszcze tamto... tego na pewno nie masz ...musisz to zdobyć, musisz być w awangardzie, bo inaczej przestaniesz się liczyć - odejdziesz w niebyt". Tak naprawdę jest to przede wszystkim kształtowanie tzw. „nowego człowieka" dostosowanego do cywilizacji konsumpcji, egoizmu, pogardy dla wszystkiego, a przy tym co ciekawe zupełnie bezwolnego, niesamodzielnego i łatwo poddającego się manipulacji. Pytanie więc czy musimy stawać się ofiarami reklamowego absurdu? Myślę, że nie musimy. Jak wiele innych rzeczy, reklama również może się stać nałogiem tylko wtedy, gdy się jej używa. Zwłaszcza, kiedy towarzyszy temu wyłączanie rozumu i oddawanie się z lubością działaniu na poziomie emocji. Aby nie uzależnić się od reklamy wystarczy po prostu jej nie oglądać, zachowywać zdrowy „chłopski" rozum, a gdy przyłapie nas czasem znienacka, zawsze porównywać „odkrywcze prawdy fachowców" z rzeczywistością i prawdziwym realnym życiem. Temu przecież służy rozum, którego chyba nikomu nie braknie, by dostrzec pustkę i oszustwo kryjące się z reguły za reklamą.
Opozycja w Radzie Miejskiej w Żywcu
Wiesław Setla, Tadeusz Trzop