Świąteczne tradycje i zwyczaje
Są takie daty i święta, które w historii ludzkości zapisały się w sposób szczególny. Wśród nich w Polsce wyjątkowe miejsce zajmuje wigilia i święta Bożego Narodzenia.
Okres zimowego przesilenia słońca 23-24 grudnia czcił już człowiek pierwotny, świętując narodziny nowego Słońca. Znane są rzymskie Saturnalia, święta jesiennych zasiewów, które obchodzono w atmosferze wzajemnej życzliwości, wesołości i pojednania.
W świecie antycznym bardzo uroczyście obchodzono dzień 25 grudnia. Było to święto narodzin perskiego boga słońca Mitry. Mitra od III wieku czczony był także w państwie rzymskim, gdzie czczono Dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca. W świętowaniu tego dnia, w paleniu ogni i innych uroczystościach brali także udział chrześcijanie rzymscy chwaląc swojego Boga - Słońce Sprawiedliwości. Na ziemiach słowiańskich przed przyjęciem chrześcijaństwa około 25 grudnia świętowano początek nowego cyklu wegetacyjnego i obchodzono wielkie święta agrarne, którym towarzyszyło wiele elementów magii rolniczej.
Boże Narodzenie obchodzone jest od IV wieku naszej ery. Tak datuje to rzymski kalendarz świąt chrześcijańskich. Początkowo obchodzono to święto w różnych terminach wyznaczanych przez hipotetyczne daty narodzin Chrystusa - np. 2 stycznia, 18 kwietnia, 6 stycznia /w tym dniu świętują Boże Narodzenie chrześcijanie obrządku ormiańskiego/.
Ostatecznie zwierzchnicy kościoła w 431 r. n.e. przyjęli datę
25 grudnia jako dzień narodzin Chrystusa. Niewątpliwie wpływ na wybór tej daty miała jej zbieżność z terminami świąt i obrzędów kultowych starosłowiańskich, greckich oraz rzymskich.
Wigilią /łac. "vigilare" - czuwać oraz "vigilia" czuwanie, warta, straż nocna/ ustanowiono dzień 24 grudnia, w którym miały obowiązywać post, modły i oczekiwanie na dzień Narodzenia Pana. Wigilia to dzień pełen powagi i zadumy, z którym również dzisiaj, związanych jest wiele wróżb, przesądów i wierzeń, sięgających często czasów antycznych i prasłowiańskich.
W obchodach wigilijnych spotyka się również ślady pogańskich rytuałów związanych z praktykami rolniczymi, czy obrzędami zadusznymi. Panowała powszechna wiara, że dusze zmarłych mogą niewidzialne, bądź w postaci pielgrzymów, czy żebraków, uczestniczyć w wigilijnej wieczerzy. Do zmarłych odnoszono się z wielkim szacunkiem i nabożnym lękiem. To dla nich pozostawiano przy stole wigilijnym wolne miejsce /obecnie dla samotnego wędrowca/ i kładziono na nim dodatkowe nakrycie. Uchylano okna i drzwi, aby dusze zmarłych miały swobodny dostęp do domu.
Wigilia do czasów współczesnych była dniem, na który czekało się przez cały adwent. Na tą pierwszą gwiazdkę - zapowiedź wigilijnego obiadu, na Godnie Święta, poszcząc, pracując, stroniąc od wesołych śpiewów, czy imprez. Zakaz ten nie obowiązywał jedynie chłopców przygotowujących się do chodzenia po kolędzie. Młodzież męska zmawia się w czasie adwentu i w kilkuosobowych grupach ćwiczy śpiew wybranych kolęd, chcąc, aby brzmiały one pięknie, wyraźnie i przynosiły im słowa pochwały i uznania w domach, w których będą kolędować.
Okres świąt Bożego Narodzenia trwający od wigilii, aż do Trzech Króli, to czas najbardziej rodzinnych, serdecznych, wesołych i niezwykle barwnych świąt. Czas, w którym nie brakuje wizyt rodzinnych i sąsiedzkich, nierzadko w formie kuligu z gwiazdą i kolędowaniem. Pomysłowość górali beskidzkich przyczyniła się do tego, że kolędowanie to, tak rodzinne jak i tradycyjne "chodzenie po kolędzie" /ostatnimi laty zanikające/ ma szczególnie bogatą oprawę. Bywało, że już w wigilię po obiedzie /wieczerzy/ przebierańcy odwiedzali wybrane domy.
Prawdziwe kolędowanie zaczyna się jednak dopiero dokładnie
o północy z 25 na 26 grudnia. Młodzi chłopcy /kawalerowie/ z pełnymi kieszeniami owsa odwiedzają kolejne domy - najchętniej te,
w których są młode, urodziwe panny. Najpierw śpiewają kolędy pod oknem albo pod drzwiami - przy akompaniamencie kapeli, a po
wpuszczeniu do domu wchodzą ze świątecznymi powinszowaniami, sypiąc owsem gdzie się da. Najchętniej pod pierzynę, jeżeli panna na czas nie zdąży wyskoczyć z łóżka. Potem już w domu śpiewana jest kolejna kolęda, po której obowiązkowo następują tańce z gospodynią i pannami, po czym kompania kolędnicza rusza dalej.
W tym samym dniu po południu zaczynają także swoje kolędowanie mali chłopcy /czasami również dorośli/ z gwiazdą, czy pastuszkowie z szopką. Nie brakuje także przebierańców. Szczególnie barwny wystrój mają "Ślakcice", kolędujący w górnym biegu Soły.
Wiele bogatych tradycji i obrzędów wiąże się z Nowym Rokiem. Niezwykle ciekawe widowisko odprawiają "Jukace" z Zabłocia - dzielnicy Żywca. Młodzi chłopcy, wyłącznie kawalerowie, poprzebierani w góralskie /wałaskie/ portki, kożuszki odwrócone włosem na wierzch i maski, wyruszają o północy spod Browaru. Zaopatrzeni w kilkumetrowe bicze, obwieszeni dzwoneczkami harcują po tej dzielnicy, aż do popołudnia budząc wszędzie wielkie zainteresowanie. Równie oryginalne, niezwykle ciekawe misteria przedstawiają "Dziady" chodzące od domu do domu w Ciścu, Kamesznicy, Lalikach, Milówce, czy Żabnicy. Podobnych przebierańców, zwanych "Mięsopustnikami" spotyka się także w Sopotni Małej. Okres kolędowania kończy święto Trzech Króli, w którym to dniu poszczególne domy odwiedzają trzej królowie w towarzystwie anioła z szopką, przedstawiając widowisko składania darów Narodzonemu.
Niestety, chciałoby się powiedzieć tak było drzewi. Serce człowieka boli, kiedy patrzy jak te swojskie, przebogate, niezwykle barwne i ciekawe tradycje, to "chodzenie po kolędzie" z każdym rokiem zanika. Czasy komercjalizacji i tandetnego blichtru, który przyjmujemy bezkrytycznie zachłyśnięci zachodem, spłycają coraz bardziej ten piękny, przekazywany z pokolenia na pokolenie ceremoniał adwentowego wyczekiwania i świąt Bożego Narodzenia.
Świąteczny zgiełk próbuje brutalnie wtargnąć w nasze życie, do naszych domów, prawie nazajutrz po dniu zadusznym. Na ulicy,
w sklepach zaczyna się "bajkowy" kiermasz.
Różnego rodzaju świecidełka, ozdóbki, lampiony, prezenty pod choinkę, krzyczą do nas na każdym kroku. Towarzyszy temu oprawa muzyczna kolęd, reklamujących najnowsze nagrania płytowe. Kolęd, które w domu zaczynaliśmy śpiewać dopiero po wigilijnym obiedzie, gdyż wcześniejsze ich śpiewanie uważane było za obrazę boską.
Tą komercjalizację życia można także czasami zaobserwować
u kolędników, którzy nas odwiedzają. Nie zawsze potrafią złożyć ciekawe powinszowania, czy dobrze zaśpiewać kolędę, jakby myśleli tylko o tym jaką dostaną kolędę. Miejsce pięknej gwiazdy, czy bogato ubranej szopki coraz częściej zastępuje licha imitacja.
Kolędowanie to piękny, pradawny zwyczaj, stanowiący jeden
z istotnych elementów naszej kultury ludowej i chciałoby się, aby jeżeli już jest praktykowane, czynione było nie tylko z chęcią "zarobienia paru groszy", ale także z poszanowaniem tradycji, a to zależy od nas starszych. Na ile na to zezwolimy. Czy rodzice wyrażający zgodę na to, aby ich dzieci chodziły po kolędzie, dopilnują także, aby kolędowały pięknie i z godnością?
Wszak wzorców nie brakuje. Wielu ojców rodzin chodziło przecież po "prawdziwej" kolędzie. Można je podpatrzyć także na przepięknej imprezie folklorystycznej, jaką są "Żywieckie Gody". Imprezie trwającej nieprzerwanie od 1969 r., zapoczątkowanej z inicjatywy ówczesnego kierownika Referatu Kultury PPRN w Żywcu - Tadeusza Trębacza, która oby jak najdłużej była kontynuowana. Dużą rolę odegrać mogą "Przeglądy zespołów kolędniczych" organizowane w wielu gminach. Jeżeli można by coś podpowiedzieć ich organizatorom, to dobrze by było, aby zespoły kolędnicze wyszły z ośrodków kultury na ulice naszych wsi i odwiedzały wcześniej ustalone domy. Niosłaby się wtedy uskrzydlona wieść po gromadzie, że "kolędnicy idą". Tak jak to drzewi bywało...
Tekst: Antoni Urbaniec
Zdjęcia: Tadeusz Trębacz, R.T.