Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 24 (151) - rok  VII - 15 Grudnia 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
NIEZALEŻNA INICJATYWA SPOŁECZNA - Punkt siedzenia czy punkt widzenia

Ostatnio niebywałą karierę robi pewne powiedzenie czy wręcz „złota myśl", by nie powiedzieć sentencja. Oto i ona: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Cokolwiek by nie myśleć o propagatorach tego powiedzenia, jest ona na pewno słuszna i wiele w niej racji. Nie udało się co prawda dojść do owego mądrali, który to wymyślił, muszą więc wystarczyć nam „powielacze". Teraz zatem kilka rozważań na w/w temat. Niewątpliwie najbardziej czytelną i zrozumiałą interpretacją wydaje się to, gdy delikwent naprawdę „siedzi", co właściwie każdego może spotkać, bowiem jego punkt widzenia ogranicza się do zakratowanego okienka i kawałka nieba za nim. Ale to skrajne spostrzeżenie. Nasuwa się inna myśl, a to taka, że siedzący wyżej nigdy nie zrozumie tego niżej siedzącego, gdyż jego punkt widzenia tak bardzo został ograniczony, że najczęściej widzi tylko koniec własnego nosa, ewentualnie własny interes bądź bliższej i dalszej rodziny. Oto przykład: jest ktoś ważny, ale jest też ktoś ważniejszy, czyli każdy ma swój punkt siedzenia. W związku z tym jeden ma swój punkt widzenia jakże inny od punktu widzenia tego drugiego. Cóż więc robi ten mniej ważny; to że nie lubi tego ważniejszego, to w końcu zrozumiałe. Ale może też intrygować, pomawiać, puszczać plotki, nasyłać organy kontrolujące, oczerniać w prasie, radiu i telewizji. Często też można wołać wielkim głosem: „...hej, ludzie gdybym to ja był najważniejszy, to dopiero byłoby wam dobrze, mielibyście gdzie mieszkać, gdzie pracować, wasze dzieci nie chodziłyby głodne. A w ogóle tak bym zrobił, że bylibyście mądrzy, piękni, bogaci. Ja bym to uczynił." I nadchodzi taki dzień, że rzeczywiście w wyniku czy to wyborów czy innego kataklizmu ważny staje się najważniejszy, a co za tym idzie zmienia się jego punkt, a właściwie miejsce siedzenia. I niedługo trzeba czekać, by z haseł pisanych pozostała tylko makulatura, a z haseł głoszonych słowem tylko niezrozumiały bełkot. Stało się więc po prostu to-zmienił się punkt widzenia.
Jak zapewne każdy pamięta, przed ostatnimi parlamentarnymi wyborami, pewna partia zapewniała, że jak wygra wybory to zlikwiduje Senat, bo to taka kosztowna instytucja. Partia wygrała wybory, wprowadziła do Senatu zdecydowaną większość i szybko zapomniała o obietnicach wyborczych. Jak bardzo fotel senatorski, czyli punkt siedzenia potrafił zmienić punkt widzenia. Aktualnie też ktoś tam zbiera podpisy pod petycjami odnośnie likwidacji Senatu, ograniczenia liczby posłów i zachodzi pytanie, czy jeśli rzeczywiście zdobędzie władzę zrealizuje swoje obietnice. Odpowiedź jest krótka i prosta - nie bądźmy naiwni.
Ale może dość rozważań o tytułowych punktach, teraz coś z innej półki. Co prawda tego nie widać, ale po temperaturach czuć, iż nadeszła zima. Jak co roku służby socjalne, ośrodki opieki społecznej zostały postawione w stan gotowości w temacie tzw. noclegowni. Wojewodowie, starości, prezydenci, burmistrzowie, w końcu wójtowie pewnie po nocach się budzą czy ktoś na podległym im terenie akurat nie zamarza. Na czas zimowy często adaptuje się różne rudery, by mogły przyjąć chwalebną nazwę noclegowni. I bardzo dobrze, bo nie może być tak, by w środku Europy, zjednoczonej prawie w całości pod niebieskim sztandarem z kilkoma gwiazdkami, ktoś ot tak sobie zamarzł. W związku z taką sytuacją współczuję bezdomnym ich trudnego losu, któremu przecież nie zawsze są winni. Ileż to zlikwidowano np. hoteli pracowniczych przy likwidowanych kopalniach, hutach czy przedsiębiorstwach budowlanych. Nie każdy jest zaradny i nie każdy potrafił się znaleźć w nowej sytuacji. Są też ofiary nieporozumień czy intryg rodzinnych. Ale też są ludzie zdrowi, latem dorywczo pracujący, mieszkający gdy ciepło gdzie popadnie, mający na papierosy czy alkohol, mający często rodziny, z którymi są w konflikcie, którzy gdy tylko zrobi się chłodniej uciekają pod opiekuńcze skrzydła opieki społecznej. Pół biedy jeszcze gdy są wdzięczni za dach nad głową, za łóżko, za ciepłą wodę. Ale są też swoiste pasożyty, wymagające niekiedy kolorowego telewizora, potrafiący swoją wyimaginowaną krzywdą zainteresować naiwnego dziennikarza, którzy bez przerwy coś chcą, ...a nie chcę powiedzieć gdzie mają regulamin obowiązujący w noclegowniach. To spora grupa socjalnych terrorystów, piszących o swojej niby krzywdzie gdzie tylko można. Niekiedy ich sprzymierzeńcami są także osoby usiłujące zbić polityczny kapitał np. przed wyborami, objawiając faryzejską troskę o los tych niby pokrzywdzonych. Pomagajmy więc naprawdę potrzebującym i skrzywdzonym, ale nie dajmy się terroryzować kombinatorom, pasożytom i manipulantom. Może dość tych gorzkich rozważań na koniec roku, a przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia. Miejmy nadzieję, że w końcu będzie lepiej, że będzie sprawiedliwie, a życie w Polsce opierać będzie się na prawdzie.

Wiesław Setla, Tadeusz Trzop

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.