Młody jak na nemroda
Sezon łowiecki w pełni. Zakończyły się już "podchody" na koziołka. Kaczki w tym roku nie wszędzie zagościły. Za to rykowisko było nie najgorsze i niejeden myśliwy po nocach nie dosypiał, by po późnym powrocie do domu wskoczyć na chwilę do łóżka i jeszcze dobrze go nie zagrzawszy, zrywać się przed świtaniem, aby o porannej zorzy być w lesie.
Ale i to mamy już za sobą.
Rozpoczął się sezon zbiorowych polowań i zapalonych myśliwych znów "nosi" po polu i kniei. A zafascynowanych myśliwską przygodą "traperów" w Beskidach nie brakuje.
Jednym z nich jest Wojciech Dobija. Należy on do nielicznej grupy myśliwych, którzy poznali nie tylko wszystkie krainy łowieckie w Polsce, ale pochwalić się mogą tym, że czatowali na dzikiego zwierza, bądź podchodzili go w wielu europejskich krajach, czy w pełnej egzotyki Afryce. Stąd też może poszczycić się wyjątkowo imponującą ilością zgromadzonych trofeów. Ile ich zgromadził, policzyć trudno.
Myśliwym został w wieku 28 lat, w 1978 r. Poluje w Kole Łowieckim "Klimczok" w Buczkowicach, któremu prezesuje od 1982 roku. Jest prawym, etycznym myśliwym.
Jako prezes koła może poszczycić się tym, że przewodzi dobrej, zgranej paczce myśliwych, która niezwykle troskliwie dba o zagospodarowanie swoich terenów łowieckich, gdyż wie, że dobry gospodarz, aby mógł cieszyć się swoimi plonami, wpierw musi zadbać o ich urodzaj.
A jemu bór jak raz szczodrze darzy.
W swoim kole pozyskał wiele kozłów i dzików, kilkanaście byków - jeleni oraz wilka. Polował i poluje w wielu miejscach w Polsce, w tym w olsztyńskim, zamojskim, w Bieszczadach, w lubuskim i dolnośląskim. Polował także w Skandynawii, na Łotwie, w Czechach, gdzie pozyskał muflona i daniela, na Słowacji - niedźwiedzia i jelenia -byka, na Białorusi, skąd przywiózł głuszca i cietrzewia, a z Austrii - świstaki i kozice.
W Afryce upolował kilka antylop, kudu wielkie, gnu białoogoniaste, impala springbrock, hatebest i blesbock. Posiada siedem trofeów medalowych, w tym muflona, daniela, jelenie - byki i rogacze.
Do największych przeżyć zalicza wyczekiwanie na Słowacji przez siedem nocy na niedźwiedzia, który jakby wyczuwając grożące mu niebezpieczeństwo, jego ambonę omijał z daleka. Zrezygnowany miał już wracać do kraju, ale myśliwska żyłka ciągła go, aby pozostał na jeszcze jedną, jedyną, ostatnią noc. I ta noc okazała się zgubna dla mocarza Beskidzkiej Kniei. Padł w ogniu od celnie posłanej kuli.
Rozmowa z takim myśliwym to prawdziwa uczta duchowa dla ciekawych myśliwskich przygód, co może potwierdzić ktoś, kto przeżył ich niemało.
Stary Nemrod