Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (149) - rok  VII - 15 Listopad 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Z Bieszczad przez Lwów do Sinai

VII Sesję Kongresu Dziennikarzy Turystycznych, trwającą od 26.09. do 3.10.04 r., której organizatorem było jak zawsze Stowarzyszenie Polskich Mediów, a ściślej mówiąc jego niestrudzony prezes - Marek Traczyk, śmiało można by nazwać podróżą w nieznane. No, może nie całkiem tak. Wiadomo było: jedziemy do Rumunii na zaproszenie pani ambasador tego kraju w Polsce i to było wszystko. Trasa wiodła przez Bieszczady i Ukrainę.
W grupie liczącej prawie 70 dziennikarzy z pism centralnych, regionalnych i lokalnych, pierwsze dwie noce spędziliśmy w ośrodku wypoczynkowym "Arłamów". Ten luksusowo urządzony i wyposażony hotel można polecić nawet najbardziej wymagającym turystom.
W drugim dniu pobytu w Bieszczadach mieliśmy możliwość poznać ten przepiękny i wciąż do końca nie odkryty region. Objechaliśmy Pętlę Bieszczadzką. Byliśmy nad zaporą w Solinie, w Baligrodzie - gdzie zginął generał Karol Świerczewski, a także spotkaliśmy się z miejscowymi twórcami ludowymi. M.in. w miejscowości Hoczew przeciekawe rzeźby i kompozycje w drewnie wykonuje Zbigniew Pękalski - wspaniały gawędziarz, który opowiadaniem o swojej twórczości potrafił zahipnotyzować słuchaczy.
Z zainteresowaniem zwiedziliśmy w Komańczy cerkiew greko-katolicką pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz klasztor Sióstr Nazaretanek, w którym ostatni rok odosobnienia spędził Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński. Wieczorem tego samego dnia na zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Stowarzyszenia, przyjęto przedstawione sprawozdania oraz podjęto stosowne uchwały.
Kolejnym etapem naszej podróży była Ukraina, a właściwie Lwów. Lwów zaskakuje masą śladów polskości w postaci ziemiańskich pałaców, pałacyków, kościołów i innych pamiątek, z placem i pomnikiem Adama Mickiewicza. Szczególne miejsce wśród tych pamiątek zajmuje Cmentarz Łyczakowski oraz cmentarz Orląt, o którym pisałem w poprzednim numerze.
Ze Lwowa trasą przez Zaleszczyki udaliśmy się do Rumunii - na Bukowinę, Polakom znaną z tego, że mieszkają tu nasi rodacy, którzy zasiedlali ją w wiekach średnich. Po dziś dzień żyje tutaj około 3000 z 15000 Polaków będących obywatelami Rumunii.
W ciągu kilku dni pobytu w Rumunii mieliśmy możliwość odwiedzić wiele miast, zobaczyć cały szereg wspaniałych rzeczy, a nawet uczestniczyć w degustacji wina, w wytwórni win w Plojeszti, ale wszystkiego zrelacjonować nie sposób.
Na Bukowinie szczególnie godne polecenia są wspaniałe Monastyry. Zwiedziliśmy dwa z nich: Monastyr Voronet zbudowany pod koniec XV wieku przez Stefana Wielkiego w podzięce za zwycięstwo nad Turkami i Monastyr Mołdovita wybudowany przez jego syna - Hospodara Petru Raresa. Oba Monastyry zachwycają nie tylko architekturą, ale także przepięknymi malowidłami o tematyce religijnej, tak wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Bogactwo scen religijnych przedstawionych na tych obrazach miało za zadanie przemówić do wyobraźni wiernych, najczęściej nie umiejących pisać ani czytać. Wartość fresków była jednym z powodów wprowadzenia ich na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Bukareszt jest wielką, a zarazem intrygującą metropolią. W poprzednich czasach wyburzono tu szereg, czasem zabytkowych obiektów. Powstały nowe, szerokie, przelotowe arterie i nowe osiedla. Największą atrakcją turystyczną Bukaresztu jest niewątpliwie pałac Ceausescu - pałac kolos. Druga co do wielkości budowla w świecie. Jak nas informował przewodnik, pałac ten swoją kubaturą ustępuje tylko siedzibie Pentagonu w Stanach Zjednoczonych, przewyższając nawet piramidę Cheopsa. Wznosi się jedenaście pięter w górę i schodzi trzy piętra w dół. Posiada 3107 pokoi, w których mieści się 446 biur, 30 salonów i centrum kongresowe. Urządzony jest z wielkim, iście bizantyjskim przepychem. Podłogi wyłożone są najcenniejszymi gatunkami marmuru lub drewna i usłane bogatymi dywanami, których powierzchnia ogólna wynosi 220 tyś. m2. Wzory dywanów odpowiadają ornamentyce jaka znajduje się na suficie w danej sali. Ściany pokryte są ciekawymi malowidłami.
Wystroju dopełniają szlachetne gatunku drewna: mahoń, dąb, modrzew. Główny kongresowy hol podpiera 46 marmurowych kolumn, może nie tak monumentalnych jak w świątyni Amenhotepa III w Luksorze w Tebach, ale zawsze. Pałac miał być siedzibą partii i instytucji rządowych. Obecnie jest w nim kilka instytucji rządowych, a pozostała powierzchnia wykorzystana jest na różne społeczne cele. W sali, która miała być salą posiedzeń egzekutyw KC Partii i rządu, obecnie mieści się Międzynarodowa Siedziba Praw Człowieka.
Rozmiary tej sali /625 m2/ i jej wystrój dają najlepsze świadectwo przepychu, z jakim wyposażano pałac. Centralną część sali zajmuje duży, okrągły stół. Przy nim stoi 60 foteli, podobnie jak stół wykonanych z drewna dębowego. Fotel przewodniczącego jest pozłacany. Potężny kandelabr oświetlający to pomieszczenie waży 2,5 tony!!!
W Bukareszcie spotkaliśmy się także z ambasadorem Polski w Rumunii panem Jackiem Faliszewskim, który na temat tego kraju mówił wiele ciekawych rzeczy, zachęcając do jego zwiedzania. Do jej odwiedzania zachęcali nas także przedstawiciele Ministerstwa Budownictwa Transportu i Turystyki, z którymi mieliśmy spotkanie nieco później.
Kierownictwo tego potężnego resortu przedstawiło nam obszerną informację dotyczącą podejmowanych działań, które mają na celu uczynienie z Rumunii kraju jeszcze bardziej przyjaznego dla wczasowiczów i turystów. Podkreślono, że samo połączenie trzech odrębnych ministerstw w jeden resort ma uczynić go bardziej mobilnym i otworzyć zielone światło dla turystycznego zagospodarowania kraju.
Ambasador Faliszewski na swoim spotkaniu podkreślił, że Polska jest bardzo bliska Rumunom, że jesteśmy tutaj lubiani i cenieni, co zresztą - w serdeczności z jaką się spotykaliśmy - można było odczuć na każdym kroku. Rumunia jest krajem nie tylko przyjaznym, ale i bezpiecznym - podkreślił - dodając, że funkcjonujący w naszej świadomości stereotyp tego kraju, kraju żebrzących dzieci i wałęsających się psów należy do przeszłości. Rumuni żyją skromnie. Średnie miesięczne wynagrodzenie wynosi tam 190 euro, a ceny towarów są zbliżone do naszych. Przy czym, jak informował, jeżeli ktoś na pięknej, ale wciąż biednej Bukowinie ma rentę w wysokości 3 mln lei /Rumunia dopiero w przyszłym roku dokona wymiany waluty i obetnie cztery zera/, czyli około 90 dolarów, to uważa się za szczęśliwca.
Jego słowa mogliśmy konfrontować z rzeczywistością, w trakcie naszej liczącej setki kilometrów ekskursji od Bukowiny przez Bacu do Bukaresztu, a następnie przez Plojeszti, Sinaię, Braszow, Oradee, aż do granicy z Węgrami. Nigdzie nie zaczepiały nas proszące o jałmużnę dzieci. Nigdzie - szczególnie na stacjach benzynowych, nie obstępowały wałęsające się psy. Trudno powiedzieć jak oni tego dokonali, ale wg informacji naszego cicerone - mieszkającego w Bukareszcie Polaka z Bukowiny - pana Tadeusza Andruchowicza, /który swoimi wszechstronnymi wiadomościami ogromnie wzbogacił naszą wiedzę o tym kraju/ jeszcze nie tak dawno w samym Bukareszcie było około 360 tyś. bezpańskich psów.
Rumunia jest biedna. To widać po przeważającym w rejonach wiejskich starym, drewnianym budownictwie, ale wokół domów panuje ład i porządek.
Ambasador Faliszewski zachwalał warunki pobytu w rumuńskich kurortach nad Morzem Czarnym, które nie ustępują bułgarskim, chociaż ceny są w nich nieco wyższe. Zachęcał do zwiedzania Karpat, gdzie wspaniałe widoki i surowa, dziewicza przyroda mogą zachwycić nawet najwybredniejszych.
Mieliśmy przedsmak tego będąc w Sinai. Położona w górach Bucegi Sinaia nazywana jest Perłą Karpat. Potężne piękno, bijące od strzelistych gór przyciąga i urzeka.
Nic dziwnego, że tą niewielką miejscowość na swoją letnią rezydencję wybrał pierwszy rumuński monarcha - król Karol I Hohenzollern, który w latach 1873-83 wybudował tutaj zamek Peles. Zamek - prawdziwe cacko architektury. W jego budowie brali udział Anglicy, Francuzi, Niemcy, Włosi, Turcy, a także Polacy. W urządzonych z przepychem 160 pomieszczeniach, było wszystko co potrzebne do wygody użytkowników i czym dysponowała ówczesna technika. Aktualnie zamek stanowi bardzo ciekawe muzeum, w którym m.in. zgromadzono jedną z największych w Europie kolekcji średniowiecznego uzbrojenia.
Nieco w bok od Sinai w kierunku na Braszow - w miejscowości Bran, znajduje się inny ciekawy zamek, który otacza ponura sława. Zamek ten zbudowany w latach 1377-82 miał strzec szlaków i przełęczy z Siedmiogrodu na Wołoszczyznę, głównie przed Tatarami. Swoją ponurą sławę zawdzięcza - osobie Włada III Palownika /1431-76/, który żelazną ręką trzymał porządek. Jego imię przeszło do historii jako Drakula. Jak podaje legenda, ludzie bali się go do tego stopnia, że odnalezioną rzecz szybko zgłaszali w obawie, aby ich nie posądzono o chęć przywłaszczenia. Postać Drakuli obrosła legendą do tego stopnia, że dzisiaj sprowadza do zamku tłumy zwiedzających.
Nie sposób opisać wszystkich miejscowości i wszystkich doznań, jakie były naszym udziałem. Zachęcam więc Czytelników, aby sami zasmakowali podobnej przygody.

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.