Opowieści (nie) z tej ziemi - Wyjątkowe łowy
Święty Hubert - patron leśników, strzelców, kuśnierzy i myśliwych, głównie kojarzy nam się z tymi ostatnimi, jako że jego osoba najbardziej obrosła myśliwską legendą.
Myśliwi zaś dbają o to, aby dzień św. Huberta /3 XI/ obchodzić jak najbardziej uroczyście. Stąd też wszystkie polowania, jakie organizowane są przez koła łowieckie w tym dniu bądź w okolicach jego daty, mają zawsze odświętny charakter, bez względu na to co bór zdarzy. A bór lubi robić różne niespodzianki. O jednej z takich niespodzianek wspomina Prezes Zarządu Beskidzkiej Okręgowej Rady Łowieckiej - Łowczy Michał Jordan.
W połowie lat osiemdziesiątych - mówi - uczestniczyłem w polowaniu połączonym z uroczystościami ku czci św. Huberta, którego organizatorem było Koło Łowieckie "Jeleń" w Sopotni Wielkiej. Koło to dzierżawi dosyć duży obwód położony głównie na stokach najwyższych gór Beskidu Żywieckiego: Pilska i Romanki. Obwód rozciągający się od granicy ze Słowacją, aż po Jeleśnię. Ciekawy, urozmaicony, miejscami wręcz pierwotny, dziki bór, mało odwiedzany przez ludzi, szczególnie w okresie zimowym stanowi doskonałą ostoję dla grubego zwierza.
Łowy rozpoczęto uroczystą, myśliwską odprawą. Prowadzący polowanie przywitał knieję, myśliwych, naganiaczy, psy, życząc wszystkim, aby w tym wyjątkowym dniu - dniu św. Huberta, bór był dla nas łaskawy.
Jak to zwykle przy święcie, zaplanowano tylko kilka miotów i to położonych niedaleko wsi, na stokach Uszczawnego. Polowaliśmy na czarnej stopie, jako że śnieg w tym roku w Beskidach pojawił się dosyć późno. W którymś z kolejnych pędzeń psy zaczęły mocno, gwałtownie ujadać, głosząc grubego zwierza. Wspaniały gon nagle ożywił knieję - aby po kilku akordach tej najwspanialszej dla ucha myśliwego melodii nagle ucichnąć.
Stałem na spychaczówce - leśnej drodze wspinającej się lekko pod górę, po stromym zboczu. Naganka cisnęła miot od dołu. Pode mną był niewielki młodnik przechodzący w drągowinę,
a następnie gruby las. Podobnie jak inni myśliwi, zaalarmowany tym ciekawym, tak nagle przerwanym graniem psiej sfory, zacząłem przeczesywać wzrokiem młodnik i drągowiny, spodziewając się dziczej watahy. Jakoż po chwili usłyszałem łomot, przedzierającego się przez młodnik zwierza, a także głośne, jakieś nietypowe krzyki naganki.
W pewnym momencie zauważyłem w młodniku grubego dzika - tak mi się przynajmniej wydawało, - ale nie mogłem się do niego złożyć, gdyż prześwity w młodniku nie dawały możliwości rozeznania, czy to odyniec, czy locha, jako że tak dorodnej samury byłoby na strzał szkoda. Ponadto gęsty, zbity młodnik ograniczał możliwość celnego strzału. Kiedy tak rozważałem, jakiej to płci zwierz, patrząc na jego linię grzbietową - bo ją widziałem najlepiej, zacząłem zastanawiać się, czy aby faktycznie w młodniku przesuwa się dzik.
Coś mi w jego pokroju nie pasowało. Kiedy wyszedł się na drągowiny, a następnie na gruby las, stwierdziliśmy - bo do strzału składałem się nie tylko ja - że mamy do czynienia z niedźwiedziem, którego psy ruszyły z barłogu.
Przyglądałem mu się z pewnym szacunkiem, a zarazem z dużym zainteresowaniem, bo oto po raz pierwszy w życiu miałem możliwość oglądać króla polskiej kniei, w jego naturalnym, leśnym środowisku. Był to duży niedźwiedź. A może tak nam się wydawało?
Ale faktycznie zachowywał się jak prawdziwy władca. Mimo, że "napadnięty" przez psy, oddalał się wcale nieśpiesznie, jakby dostojnie ustępując miejsca innym, którzy jego spokoju nie uszanowali.
A psy? Psy widocznie także uznały w nim władcę Beskidzkiej Kniei, gdyż biorąc go początkowo - podobnie jak myśliwi - za dzika, zobaczywszy kto zacz, zamilkły i podkuliwszy ogony zawróciły ku nagance, która nie mniej od nich była zaskoczona, żeby nie powiedzieć zaszokowana tym spotkaniem.
Przygoda ta zdominowała wieczorne wspomnienia przy ognisku i jakkolwiek na pokocie w tym dniu nic nie było, to myśliwi zapamiętali to polowanie na bardzo długo.
Łowczy Michał Jordan zakończył swoją opowieść taką konkluzją: czy bór może obdarzyć myśliwych w dniu ich święta lepszym prezentem niż spotkanie oko w oko z królem polskich puszcz?
Ja osobiście w pełni ten pogląd podzielam. Równocześnie życzę wszystkim myśliwym, aby św. Hubert sprzyjał ich polowaniom nie tylko w tym uroczystym dniu.
Darz Bór myśliwskiej braci
Stary Nemrod
|