W sprawie artykułu Hieronima Woźniaka "Księga Jubileuszowa", Nad Sołą i Koszarawą nr 19 (146) z 1 października 2004 roku, s. 10-11.
...studia humaniora impigro labore culturum ac provecturum non sordidi lucri causa, nec ad vanam captandam gloriam, sed quo magis veritas propagetur et lux eius...
Po otrzymaniu wiadomości, że ukazał się artykuł Hieronima Woźniaka, oceniający Księgę Jubileuszową, w tym przede wszystkim mój szkic o dziejach szkoły w latach 1939-2004, przeczytawszy go w pierwszym momencie nie zamierzałem nań odpowiadać, uznając, że nie stanowi on merytorycznej krytyki, lecz złośliwy paszkwil. Namówiony jednak zostałem przez kilka osób, abym to uczynił, co niniejszym tekstem czynię. Nie wchodzę jednak w polemikę z autorem, lecz kieruję wyjaśnienie dla opinii publicznej.
Na początek chciałbym przyznać, że Hieronim Woźniak ma słuszność (przynajmniej raz!) zwracając uwagę, że ZMP powstał nie 1945, a w 1948 roku. Jest to jednak pomyłka natury technicznej, gdyż jest to data powszechnie znana. Tym niemniej w tym miejscu autor słusznie zwrócił na to uwagę.
Hieronim Woźniak rozpoczął swoją krytykę jednak od czegoś innego, a mianowicie od postawienia pytania, czy zasadnym jest, by historię szkoły opracowywała osoba spoza jej murów. Abstrahuję od tego, że autor mija się w tym miejscu z prawdą (zapewne nie doczytał stopki o autorze), jako że byłem w tej szkole zarówno uczniem, jak i nauczycielem. Odpowiadam jednak: tak - oczywiście, że zasadnym jest wybranie kogoś, kto nie jest związany szkolnymi układami, aby opracowanie zachowało cechy obiektywności.
Następnie krytyka Hieronima Woźniaka zmierza do wyśmiania tytułów rozdziałów, dostosowujących historię szkoły do ogólnej historii Polski. Zarzut ten zaskakuje, zwłaszcza, że kilka linii później sam przyznaje, że szkoła zobligowana jest realizować politykę oświatową państwa (!). Otóż odpowiadam, wydaje mi się czymś normalnym dostosowanie historii szkoły do historii Polski, a podział ten, użyty przeze mnie, jest obecnie (tzn. po upadku systemu komunistycznego), powszechnie przyjęty (por. chociażby tom 10 Wielkiej Historii Polski wydanej przez naukowców PAU i UJ: ANDRZEJ LEON SOWA, Od Drugiej do Trzeciej Rzeczypospolitej (1945-2001), Kraków 2001). Taki system periodyzacji powojennej historii Polski, na jakim się oparłem, jest jednak z oczywistych powodów nieznany dla historiografii marksistowskiej.
Nie zgadzam się z zarzutem, że opierałem się w swej pracy głównie na materiale zawartym w protokołach Rady Pedagogicznej. Wystarczy zwrócić uwagę na bibliografię. Pragnę poza tym przypomnieć, że z okresu 1939-1948 w ogóle nie posiadamy podobnych protokołów. Również protokoły z pewnych okresów dziejów szkoły zaginęły (czyżby celowo?), dotyczy to połowy lat 60. i schyłku tej dekady, zwłaszcza fali antysemityzmu z tego okresu, których ofiarą padła Zofia Hebenstreit. Sądzę, że wystarczy to za komentarz. Jakkolwiek niewątpliwy jest fakt, iż protokoły Rady Pedagogicznej w liczbie kilkuset dostarczają najpełniejszych informacji dotyczących życia szkoły, to jednak świadomy byłem jednostronności tych materiałów, o czym nadmieniłem we wstępie do szkicu (s. 35).
Natomiast zupełnie śmieszny jest zarzut, iż przekreślam w swym szkicu wszystko, co dokonało się w tzw. Polsce Ludowej. Widać autor nie dość dokładnie przeczytał tekst i proponuję mu ponowne jego przejrzenie. Wielokroć zwracam uwagę na osiągnięcia młodzieży, zarówno naukowe, jak i sportowe, unowocześnianie szkoły, podnoszenie jej poziomu dydaktycznego itd. Odnoszę wrażenie, że dla Hieronima Woźniaka wystarczy niewielka krytyka czasów PRL, by poczuł się urażony. Nie można jednak zmieniać faktów i wybielać całej epoki systemu łamiącego podstawowe prawa człowieka tylko dlatego, że ten czy ów był beneficjantem tego systemu. Środowisko naukowe obecnie dokonuje rozliczenia z tamtym okresem, czas, aby przeprowadzić go i na naszym terenie (por. przytaczaną pracę Sowy oraz liczne inne publikacje, takie chociażby jak JANUSZA WRONY, System partyjny w Polsce 1944-1950. Miejsce-funkcje-relacje partii politycznych w warunkach budowy i utrwalania systemu totalitarnego, Lublin 1995; Spór o PRL, praca zbiorowa ze wstępem PIOTRA WANDYCZA, Kraków 1996; ANDRZEJ PACZKOWSKI, Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski. Szkice do portretu PRL, Kraków 1999 i wiele innych). Pomijam natomiast zupełnie zarzucanie mi promowania systemu szkoły wyznaniowej. Chciałbym, aby Hieronim Woźniak przytoczył chociaż jeden fragment ów zarzut potwierdzający.
Poważniejszym zarzutem jest zarzut stronniczości, tego iż dostrzegam jedynie osiągnięcia osób nastawionych negatywnie do reżimu PRL. Oczywiście, autor nie widzi, iż zaznaczałem osiągnięcia wszystkich nauczycieli, bez względu na ich poglądy polityczne. Wystarczy, że dość dokładnie starałem się relacjonować o remontach i planach przebudowy dokonywanych w latach 70. XX wieku, lub awansach i sukcesach różnych osób, w tym związanych z PZPR.
Także nieprawdziwym jest zarzut, iż w szkicu mym nie ma słowa o dyrektorze Liceum dla Pracujących, Józefie Ryczkiewiczu. Wymieniam go trzykrotnie na jednej stronie (s. 98). Niewiele miejsca poświęcono Liceum dla Pracujących z prostego względu braków bazy źródłowej. Dokumentacja pracy Liceum zaniedbywane była przez lata i znajduje się w stanie zupełnego rozproszenia, zaledwie cząstka znajduje się w żywieckim oddziale Archiwum Państwowego w Katowicach, niewiele więcej w archiwum szkolnym. Jeżeli Hieronim Woźniak dysponuje dodatkowymi informacjami, to śmiem twierdzić, iż wszyscy będą zadowoleni z ich opublikowania. Zwłaszcza jeżeli będą one dotyczyły kursów dla pracowników UB i MO, których dokumentacja również "znikła" ze szkoły.
Wbrew temu, że Hieronim Woźniak uważa za bzdurę stwierdzenie: "dyrekcja uzależniła płace od przynależności uczących do PZPR i organizacji satelickich", taka praktyka była stosowana. Polecam przyjrzenie się wysokościom przyznawanych w tym czasie nagród, a także przydziałowi godzin nadliczbowych, które kształtowały płace nauczycieli. Przykładów nie umieszczam w tym miejscu, by nie naruszać ustawy o ochronie dóbr osobistych, ale wizyta w archiwum szkolnym może być w tym względzie bardzo pouczająca.
Hieronim Woźniak przechodzi w przedostatnim akapicie do drobiazgowego wyliczenia mych pomniejszych "potknięć". W sprawie daty powstania ZMP już wyżej przyznałem mu rację. Co do pozostałych zarzutów, to:
- twierdzi, że nieprawdą jest, by w czasie okupacji szkoły dla dzieci polskich czynne były 2-3 dni w tygodniu, a nauka trwała do 12 roku życia (na jakiej podstawie ten zarzut?), podczas gdy czołowy polski znawca problematyki okupacyjnej, Czesław Madajczyk w książce Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, tom II, Warszawa 1970, s. 144 podaje odnośnie szkół na ziemiach wcielonych do Rzeszy: wiersz l od góry: "Szkoła czynna była 2-3 dni w tygodniu", a w wierszu 14 od dołu: "Dzieci kończyły naukę w 12 roku życia." Pragnę przypomnieć w swym szkicu zarysowałem jedynie ogólnie przyjęte praktyki okupanta, a nie roztrząsałem odchyleń od zaleceń centralnych władz niemieckich w poszczególmych rejonach, co składałoby się na samodzielne studium.
- twierdzi, że nieprawdą jest zdanie "Dla realizacji celów ideologicznych zakładano także aktywną współpracę organizacji ZMP i Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP) z gronem pedagogicznym", jako że w tym czasie (sierpień-wrzesień 1950 roku) ZHP już nie istniało. Przypomnijmy, że dopiero 15 października 1950 roku nastąpiło wcielenie ZHP do ZMP, a zastąpienie jej przez Organizację Harcerską ZMP 1 czerwca 1951 roku, zatem Rada Pedagogiczna nie mogła o tym jeszcze wiedzieć, układając plan na rok szkolny 1950/1951. Swoją drogą Hieronim Woźniak pisze, że cytowane zdanie znajduje się na stronie 51 mojego szkicu, gdy w rzeczywistości jest umieszczone na stronie 45 - symptomatyczne.
- w końcu, chciałbym wiedzieć, w którym miejscu twierdzę, że Słownik Biograficzny Żywiecczyzny był wydawany przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Żywieckiej? Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek coś takiego twierdził.
Z uwagi na długość niniejszego tekstu pozwalam sobie nie ustosunkowywać się już do szeregu propozycji lepszych rozwiązań doboru informacji o szkole niż ja to uczyniłem, jak np. zamieszczenie "przykładowych siatek godzin z kilku przynajmniej okresów" itp. Zapewne byłoby to ciekawsze niż moja "sieczka" (wyrażenie Hieronima Woźniaka).
Kończąc, pragnę stwierdzić, że artykuł Hieronima Woźniaka nie jest merytoryczną krytyką, lecz wyraźnie stronniczym paszkwilem w wielu miejscach mijającym się z prawdą przez podanie informacji nieprawdziwych. Uważam, że zamieszczanie podobnych artykułów nie przynosi chluby żadnemu czasopismu.
Rafał Kosiński