Projektowanie stron wwwweb design Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford dealer fordsalon ford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci quadquad techmasterdotacje unijne dofinansowanieconsulting AiTspodnie jeans Mustangtom tailor Beskidywakacje wczasy Azaliawypoczynek Eurofiranyfirany zasłonydekoracje LINTONlistwy ozdobne LINTON - Żywiecgzymsy

Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (146) - rok  VII - Września 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
KSIĘGA JUBILEUSZOWA

Motto: Moje Liceum było i jest w mojej pamięci niczym stare drzewo: kolos z historią wyrytą na własnym ciele, o którym pomniejsze drzewa, krzewy i mchy szumią liczne opowieści i legendy, spoglądając nań z szacunkiem. Kolos ten regularnie z pomocą ptaków (kochani nauczyciele) wysyła w świat owoce - szyszki, z których jedną i ja jestem. Podobnie jednak jak drzewo, tak i mój poczciwy "Kopernik" ma własną pieśń, której warto i miło jest posłuchać.
Wojciech Pal. "Mój Kopernik". Księga jubileuszowa 100-lecia szkoły 1904-2004. s.137

W bieżącym - 2004 roku przypada jubileusz stulecia najstarszej żywieckiej szkoły typu licealnego - Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika. Na tę okoliczność powołany został komitet honorowy i organizacyjny obchodów jubileuszowych. Wydana została również księga pamiątkowa, o której postanowiłem napisać kilka słów dobrych, a czasem może i cierpkich.
Rok 1904 to jeszcze czas zaborów, ale Galicja od połowy XIX wieku miała już autonomię, a w jej ramach prawo do używania w szkołach i urzędach języka polskiego. W stolicy kraju - we Lwowie w 1867 powstało mini ministerstwo oświaty pod nazwą Rada Szkolna Krajowa. Od tego czasu szkolnictwo elementarne, zasilane nieco z budżetu państwa, zaczęło się dynamicznie rozwijać. Z powodu braku w Żywcu szkół typu licealnego do roku 1904, co zdolniejsi i zamożniejsi absolwenci owych szkółek ludowych udawali się na dalsze studia do Wadowic, Krakowa, Białej lub jeszcze gdzie indziej.
Powstała w 1904 roku Wyższa Szkoła Realna w Żywcu, do roku 1936 była jedyną szkołą ponadpodstawową dla całego regionu żywieckiego i suskiego. W 1936 roku powstała szkoła kupiecka, obecny "ekonom", a po II wojnie światowej pozostałe szkoły ogólnokształcące i zawodowe typu licealnego - młodsze siostry jubilatki. Ale i one z roku na rok krzepną i obrastają legendą i historią. Większość z nich ma już za sobą jubileusze 50-lecia.
Docenili nasi praojcowie rolę szkoły i kształcenia na wyższym niż rzemieślniczy poziomie i wspólnymi siłami wznieśli dla niej, wówczas na peryferiach miasta gmach, który do dziś swoją wielkością i rozmachem budzi podziw i szacunek. Józef Nowak, mieszkający wówczas na Grojcu, tak wspomina pierwszy dzień pobytu w tym gmachu w 1932 roku. "Byłem pierwszy raz w życiu w takim mieście jak Żywiec i w gmachu takim jak gimnazjum, trzymałem się więc mocno mamy za rękę, aby nie zgubić się w korytarzach." Wniosek z tego, że już samo gmaszysko musiało robić odpowiednie wrażenie i budzić respekt u dzieci i ich rodziców z samego miasta, a co dopiero z jeszcze niejednokrotnie kurnych chat z odległych wsi.
Była to już czwarta uroczystość jubileuszowa w tej szkole. Poprzednie to 55-lecie w 1959 roku, 75-lecie w 1979 i 90-lecie w roku 1994. Każdy z tych jubileuszy uczczony został m.in. wydaniem okolicznościowej księgi pamiątkowej. Monumentalny jednak charakter mają dwie księgi: ta na 55-lecie i obecna na stulecie szkoły. Kolegium redakcyjne stanęło zapewne przed dylematem, czy obecna edycja księgi ma być dodatkiem do trzech poprzednich, czy zakresem swoim objąć od nowa pełne stulecie. Wybrano stanowisko pośrednie. Z poprzednich wydań w części historycznej sporządzono kronikę wydarzeń, zaś czas wojny i okres po II wojnie światowej opracowano niejako od nowa.
Księga ta składa się zatem z części historycznej (75 stron), wspomnień nauczycieli, absolwentów i sympatyków szkoły, wybranych życiorysów i jak jest w zwyczaju, wykazu nauczycieli i absolwentów na przestrzeni minionych stu lat. Jej podstawowy zatem zrąb jest podobny do edycji z roku 1955. Pierwsze 50-lecie opisane przez Stanisławę Janikową tym się różni od drugiego, że miały w nim miejsce dwie wojny światowe, w których uczniowie, absolwenci i nauczyciele tej szkoły odegrali niepoślednią rolę. Ich czyny i patriotyczna postawa opisane zostały w księdze pierwszej i stanowią cenny przyczynek do dziejów Żywiecczyzny. Drugie 50-lecie wojny nie zaznało, ale targały krajem, regionem i szkołą różne przeciwności losu, które tu zostały mniej lub więcej udanie opisane.
Autorami części historycznej są: Halina Słowik Tyc, Izabela Czerwoniak, Helena Kupczak i Rafał Kosiński - ostatni troje spoza szkoły. Fakt ten zaintrygował mnie. Na miejscu obecnych i byłych nauczycieli tej szkoły, szczególnie zaś historyków i polonistów, czułbym się najdelikatniej mówiąc dotknięty. Nie wiem, czym kierował się komitet organizacyjny w takim doborze autorów tego typowo szkolnego opracowania.
Rafał Kosiński w opracowaniu historii tego drugiego 50-lecia szkoły oparł się głównie na protokołach z posiedzeń rady pedagogicznej i rok po roku, okres po okresie powtarza, przypomina czytelnikowi, co działo się w szkole w sprawach organizacyjnych, procesie dydaktycznym, wychowawczym, w sprawach opiekuńczych oraz w organizacjach uczniowskich. Powstała z tego sieczka trudno czytelna, nieciekawa, mało strawna, przesycona drobiazgami często się powtarzającymi i często o drugorzędnym lub marginalnym charakterze. Ten jednostronny materiał źródłowy w tak delikatnej materii jak nauczanie i wychowanie nie zawsze musi być wiarygodny. Wszyscy dobrze wiedzą, ale pan Kosiński o tym zapomniał, że w szkole najważniejsze procesy zachodzą w klasie przy zamkniętych drzwiach, we wzajemnych relacjach pomiędzy nauczycielem - wychowawcą i wpatrzonymi w niego kilkudziesięcioma parami oczu uczniów - wychowanków. Bardziej prawdziwy obraz szkoły, chociaż subiektywny i zawsze nieco wyidealizowany zawarty jest w części wspomnieniowej. Rafał Kosiński powinien był ten bogaty materiał wziąć pod uwagę w opracowaniu historycznym.
Przejrzałem kilka monografii szkół zawodowych żywieckich (ZSEG, ZSME i ZSR), których rodowód - z wyjątkiem szkoły ekonomicznej- sięga pierwszych lat powojennych, a które obchodziły niedawno jubileusze 50-lecia oraz monografię sędziwego ogólniaka w Wadowicach, ale takich dziwolągów jakie zaprezentował Rafał Kosiński w rozdziale "Dzieje szkoły w latach 1939-2004" nigdzie nie spotkałem. Mam tu na myśli dziwne tytuły rozdziałów i podrozdziałów typu: "Szkoła w okresie stalinizmu", "Szkolny stalinizm", "Szkoła w okresie siermiężnego socjalizmu", "Siermiężny socjalizm Władysława Gomułki", "Szkoła u schyłku epoki realnego socjalizmu" itp. Gdyby była to monografia - powiedzmy - Komitetu Powiatowego PZPR w Żywcu - być może takie sformułowania mogłyby być akceptowalne. W jakich realiach politycznych funkcjonowała szkoła na przestrzeni minionych stu lat wszyscy dobrze wiedzą. Była to i jest nadal szkoła państwowa, była zatem i jest nadal zobligowana realizować politykę oświatową państwa i programy nauczania i wychowania przez państwo narzucone, bez względu na to, jakie to państwo było. Moim zdaniem, historia drugiego 50-lecia żywieckiego ogólniaka przedstawiona przez Rafała Kosińskiego nacechowana jest negacją wszystkiego, co miało miejsce w PRL-u, apoteozowaniem szkoły wyznaniowej, eksponowaniem tych nauczycieli i absolwentów, którzy ten nurt reprezentują, a pomniejszaniem roli, znaczenia i osiągnięć tych, którzy utożsamiali się z okresem PRL-owskim lub w ogóle nie bacząc na politykę, realizowali swoją dydaktyczną i wychowawczą powinność.
Pisząc te słowa moją uwagę wciąż absorbuje historia szkoły opisana przez Stanisławę Janikową w księdze na 55-lecie szkoły. Snuje ona opowieść o szkole, nauczycielach i uczniach w sposób rzetelny, problemowy, obiektywny i wyrazisty. Ale Janikowa była najpierw uczennicą, a potem nauczycielką tej szkoły i przepracowała w niej całe swoje życie, podczas gdy R. Kosiński urodzony w 1975 roku z obserwacji zewnętrznej życie szkoły zna co najwyżej na przestrzeni ostatnich kilku lat. A co ciekawsze, Janikowa z wykształcenia jest nauczycielką wychowania fizycznego.
Czego w "Księdze" nie ma. Brakuje mi osadzenia szkoły w środowisku, dla którego została powołana. Jej powiązań z miejscową i zamiejscową władzą polityczną i administracyjną oraz z organizacjami i instytucjami działającymi w mieście i powiecie. Zmuszony jestem zatem dopisać, że do 1939 roku była to szkoła elitarna, dla "Janków muzykantów" ze wsi i bogatszych mieszczan i inteligencji z miasta Żywca. Po II wojnie wszystko się zmieniło. Uczyć mógł się każdy kto chciał, żywiecki ogólniak do chwili powstania liceum w Milówce posiadał niejako naturalny monopol na zgarnianie śmietanki czyli pierwszego garnituru absolwentów podstawówek z powiatu. Po II wojnie, a szczególnie zaś w latach 70. i 80. liczba uczniów doszła do zenitu i wahała się wokół tysiąca. Musiało to mieć wpływ na obniżenie poziomu, ale również mobilizację grona profesorskiego, trzeba było dwoić i troić się, by utrzymać poziom i prestiż szkoły.
Po macoszemu potraktowana została szkoła wieczorowa dla pracujących, R. Kosiński poświęcił jej zaledwie półtorej strony, a o jej założycielu i długoletnim dyrektorze Józefie Ryczkiewiczu nie ma nawet wzmianki. Nie ma go też w panteonie dyrektorów szkoły. Nie wiem, czym i komu się J. Ryczkiewicz naraził. Ważnym osobom w "Księdze" szczególnie z kręgu kościelnego poświęcono sporo miejsca, tym bardziej dziwi mnie fakt zupełnego pominięcia i brak jakiejkolwiek wzmianki o ks. bp. Tadeuszu Pieronku - absolwencie jedenastolatki w 1951 roku, niegdysiejszym Sekretarzu Episkopatu, a obecnie rektorze PAT w Krakowie, rodaku z pobliskich Radziechów.
R. Kosiński nie skorzystał z takiego źródła informacji, jakim jest dziennik urzędowy ministerstwa oświaty. Nie rzucałby wówczas licznych oskarżeń na dyrektorów i nauczycieli, i nie napisałby takiej bzdury, że: "z wniosku Michała Caputy wprowadzono podział roku szkolnego na 3 okresy (str. 68)", albo że dyrekcja uzależniała płace nauczycieli od przynależności do PZPR i organizacji satelickich (str.83).
R. Kosiński nie skorzystał z takiego źródła informacji o szkole jakim jest arkusz organizacyjny - podstawa funkcjonowania szkoły w danym roku. Umieszczenie kopii takiego arkusza uzmysłowiłoby czytelnikowi prawdziwy i rzetelny obraz szkoły. Wskazanym było podanie przykładowych siatek godzin z kilku przynajmniej okresów i przykładowych, chociaż w zarysie wybranych programów nauczania. Ciekawą rzeczą byłoby wykazanie geografii pochodzenia uczniów przed wojną i w pierwszych latach powojennych z żywieckich wsi.
Na koniec kilka drobiazgów. Doktor historii powinien wiedzieć, że ZMP powstało w 1948, a nie jak napisano na stronie 41 - 22 lipca w 1945 roku. Nieprawdą jest też, że: w czasie okupacji szkoły dla dzieci polskich czynne były 2-3 dni w tygodniu, a nauka trwała do 12 roku życia (str. 36). Nieprawdą jest, że "Dla realizacji celów ideologicznych zakładano także aktywną współpracę organizacji ZMP i Związku Harcerstwa Polskiego z gronem pedagogicznym" - bo ZHP w tym czasie już nie istniał (str. 51).
Pod adresem korektorów powiem, że humorystycznie brzmi takie oto zdanie: "W szkole funkcjonowały wtedy gabinety: chemiczny, fizyczny, biologiczny. Również dentysta posiadał własny gabinet." (str. 51), albo, że ZHP prenumerował 60 egz. "Święta Młodych". Irytuje mnie łączenie "r" z datą np. 1945r. - Według mnie jest to błąd ortograficzny tolerowany na 320 stronach tekstu.
Trochę nawybrzydzałem, ale księgę przeczytałem uważnie. Poza częścią historyczną, niektóre wspomnienia i biogramy w niej zawarte są fascynujące. Coś niecoś wiedziałem o Bronisławie Gustawiczu, ale ten życiorys mnie po prostu zafascynował. Powrócę na koniec do bardzo trafnie sformułowanego motta, że: Kolos ten regularnie z pomocą ptaków (kochani nauczyciele) wysyła w świat owoce - szyszki, z których jedną i ja jestem. Podobnie jednak jak drzewo, tak i mój poczciwy "Kopernik" ma własną pieśń, której warto i miło jest posłuchać.
Książka pod względem edytorskim bez zastrzeżeń. Gratulacje dla wydawcy i drukarzy. Zachęcam do lektury.

H. Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.