PROSTO Z MOSTU
Miesiąc sierpień jest w tym roku szczególny. Rozpoczęty patetycznie uroczystościami ku czci bohaterów Powstania Warszawskiego i wspaniałym otwarciem Igrzysk Olimpijskich w Atenach, kończy się medialną walką z "gwiazdą" Kościoła w Gdańsku, słynnym prałatem Jankowskim.
Ale zacznijmy od olimpiady. Co cztery lata sportowcy z całego świata zjeżdżają się w jedno miejsce, by walczyć o medale olimpijskie w konkurencjach letnich. Tym razem padło na kolebkę olimpiad, na Ateny. Byliśmy świadkami wspaniałego otwarcia igrzysk i zarazem pełni nadziei na medale naszych polskich sportowców.
I co się okazuje. Po dwóch tygodniach zmagań z naszej dwustuosobowej ekipy zdążyliśmy zapamiętać tylko parę nazwisk. Nie zawiódł nasz prawie że bohater narodowy Korzeniowski, piękna Otylia rozczuliła nas do łez przywożąc aż trzy medale. Nie zawiedli kajakarze Robert Sycz i Tomasz Kucharski, czy wreszcie nasza przemiła dama z Jeleśni Agata Wróbel. Mieliśmy jeszcze do przeżycia parę miłych chwil i to wszystko.
Pozostał ogromny niedosyt. Ekipa, która liczy 200 zawodników, otoczona trenerami, masażystami i serwisem technicznym wypada bardziej niż blado.
Już sam start w wyścigu kolarskim szosowym, jest pełną kompromitacją, której zwieńczeniem jest zajęcie ostatniego miejsca przez naszego kolarza.
Gdzie czasy Szurkowskiego, Szozdy, Kowalskiego itp. Ze starych czasów pozostał jedynie skostniały zarząd PZKOL.
Kolejna kompromitacja to start w regatach morskich, gdzie odpowiednie służby obsługujące łodzie zapomniały wyposażyć sportowców w... kapoki. Skandal. Ale to jeszcze małe piwo. Po długich eliminacjach, startach w turniejach bokserskich w Europie i Azji, dwóch naszych bokserów walcząc, jest przekonanych, że punktowo wygrywają, a w efekcie przegrywają swoje walki.
I tu już na usta ciśnie się przekleństwo. To po jaką cholerę pojechali na ten turniej trenerzy, sekundanci i wreszcie cała ekipa zarządu Polskiego Związku Bokserskiego? To co, nie mogli sobie kupić małego przenośnego telewizorka, by oglądać punktację po każdej rundzie i informować trenera o stanie walki, a ten z kolei zawodnika? To już nie jest skandal, to kompromitacja. I nie dziwię się bokserowi Rząsie, który publicznie oskarżył trenera i grupę "trzymającą władzę w PZB" o zwykłą indolencję i brak podstawowych zasad organizacji pracy na olimpiadzie. Zawodnik, który przez cztery lata wyrzeczeń przygotowywał się do tej imprezy, został zniszczony. Ja na miejscu Pana Ptaka prezesa PZB i jego kliki, ze wstydu podałbym się do dymisji i wyjechał z kraju. Aby było śmieszniej, a co w końcu okazało się żałosne, kajak naszej zawodniczki był o 15 gramów lżejszy niż przewiduje regulamin. Podobno to wina.... ręcznika. Ale wyszło w końcu na jaw, że na polskich kajakach pływa większość osad zachodnich krajów, a my oczywiście na ....portugalskich. Idioci.
Ale to wszystko nikogo nie razi. Panowie w związkach sportowych czują się wspaniale. Pożerają, a chyba przeżerają naszą wspólną kasę, opływając w dostatki, rozbijając się od imprezy do imprezy.
To, że nasza sportowa władza nie liczy się na forum MKOL wyraźnie widać było przy nie uznanym proteście w sprawie nie zaliczenia rwania przez naszego ciężarowca. Sędziowie swoje, jury swoje, a protest poszedł do kosza.
Przykładów niedbalstwa, indolencji i ignorancji było dużo więcej, ale to już zostawiam fachowcom przekazując Czytelnikom moje własne odczucia.
Ten temat pozwolę sobie zakończyć następującym stwierdzeniem, iż za nasze podatników pieniądze, powstało w tym roku najtańsze biuro turystyczne w Polsce. Jego nazwa brzmi: Polski Komitet Olimpijski (PKOL).
A na poważnie. Sądzę, że odpowiednie władze pójdą po rozum do głowy i rozpieprzą te skostniałe zarządy poszczególnych dyscyplin, aby wreszcie mógł zostać nasz wyczynowy sport w rękach ludzi, którzy do tego dorośli. I tyle.
***
Okres kanikuły to okres szukania sensacji, plotek, skandali itp. Mieli swego czasu Anglicy potwora z Loch Ness, mamy i my swój "skandalik", któremu na imię prałat Jankowski.
Zapyta ktoś, a po co o tym pisać? Otóż uważam, że trzeba. Frontalny atak mediów, szczególnie prasy i to nie tylko bulwarowej, świadczy o skali zjawiska.
Uważam, że "księżulo" prosił, prosił aż wyprosił, aby się znalazł na językach w całym kraju, choć tym razem w roli obwinionego. Nie mnie jest osądzać o Jego skłonnościach lub nie, do inności, ale nie można przejść obojętnie do porządku dziennego nad zjawiskiem patologicznym, na granicy demoralizacji młodzieży, a to niestety zarzuca się prałatowi.
Heros "Solidarności", duchowy jej przywódca, nagle zostaje "odarty ze skóry". I to za co? Może nie tyle za poglądy polityczne, bo to w końcu Jego sprawa, ale za styl życia. Styl niegodny księdza, funkcjonariusza kościelnego, kapłana, powiernika dusz. Ktoś zadał w Polsce pytanie. Nie wiem czy jest w Polsce inny równie pyszny i nieskromny kapłan? Idę o zakład, że nie.
Jak fałszywie brzmią Jego kazania o szkodliwości konsumpcyjnego stylu życia, a z drugiej strony - gronostajowe ornaty, luksusowe auta, (ostatnio Jaguar do przetestowania), złota zastawa i własne portrety na ścianach.
I tu zaczynam powątpiewać w szczere intencje ludzi, którzy szczelnie Go otaczają i daliby się za Niego zabić. Obawiam się, że swym postępowaniem prałat Jankowski wyrządza ogromną krzywdę Kościołowi. Wyrządza krzywdę innym księżom, skromnym, nieraz w wytartych sutannach, którzy po cichu i bez luksusów pełnią na co dzień swoją posługę. To właśnie Oni są siłą Kościoła - nie pyszałkowie w gronostajach, jeżdżący Jaguarami.
Nieprawdą jest, że ludzie o tym nie mówią. Na razie jeszcze mówią po cichu, ale oczekują od hierarchów przecięcia tego procederu, który w konsekwencji przynosi ujmę dla Kościoła. Wpychanie do stajenki betlejemskiej elementów politycznych czy też bezczeszczenie Grobu Pańskiego obelżywymi napisami, swastykami czy gwiazdami Dawida, graniczy przecież z profanacją.
I tu nasuwa się pytanie. Czy Kościół Katolicki w Polsce, mający ponad dwa tysiące lat, ze swoją strukturą organizacyjną prawie idealną, nie może sobie poradzić z "owieczką", której na imię Wielebny Ksiądz Jankowski?
Coś mi tu nie pasuje. Ale na odpowiedź nie czekam.
Kazimierz SEMIK