Projektowanie stron wwwweb design Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford dealer fordsalon ford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci quadquad techmasterdotacje unijne dofinansowanieconsulting AiTspodnie jeans Mustangtom tailor Beskidywakacje wczasy Azaliawypoczynek Eurofiranyfirany zasłonydekoracje LINTONlistwy ozdobne LINTON - Żywiecgzymsy

Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (145) - rok  VII - Września 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Przymierze z Tatrami - pół wieku później

Kiedy losy wojny z równin Wileń-szczyzny rzuciły mnie do górzystego Żywca i z nim związały do dzisiaj, to już od tego wczesnego dzieciństwa pokochałem góry. Początkowo biegałem po pagórkach i potokach, ulubiony był Śliżowy Potok, a potem dalej i wyżej. Mając 11 lat, w 1947 roku organizuję czteroosobową wyprawę (rówieśników) szlakiem: Żywiec-Lipowa-Skrzyczne-Malinowska Skała-Lipowa-Żywiec. Wyposażeni w pałatkę, koc, siekierkę, jakąś kuchenkę spirytusową, patelnię i garnek, mając za wyżywienie cztery bochenki chleba, kawałek słoniny (ca 2 kg), kilkanaście jaj, trochę cukru i jakieś piórka herbaty. Dowolności chodzenia w tym czasie i w tym terenie nie było - AKOWCY jeszcze nie złożyli broni, więc z daleka od schroniska i od ludzi, ale w pobliżu strumieni, które zapewniały wodę dla "kuchni i łazienki". Ta samodzielna wyprawa, głęboko przeżywana, zapamiętana została na zawsze.
Rok 1949 - uczestniczę w zorganizowanej szkolnej wycieczce wędrownej, a w jej ramach Pilsko (pamiętam piękne schronisko, które spłonęło w 1953 r.) i Królowa Beskidów - Babia Góra. Tutaj ciekawostka - na terenie dzisiejszego "małego targu" były ruiny budynku po zbombardowaniu Żywca w czasie działań wojennych. Dyrektor szkoły Bronisław Preidl, wspaniała postać, a jakoś zapomniana, organizuje "odpłatny czyn społeczny" uporządkowania tego terenu. Nie jest mi wiadomo kto płacił, lecz za zarobione w ten sposób pieniądze pokryto koszt tej wycieczki i zostało jeszcze na wycieczkę do Krakowa. Podczas tej wędrówki po górach moja miłość do nich pogłębia się, zaś w 1954 roku nastąpiło dozgonne z nimi przymierze. Właśnie w tym roku prof. Marian Kuziak i prof. Mieczysław Zaręba w Technikum Mechanicznym w Sporyszu, którego byłem uczniem, organizują obóz wędrowny w Tatrach. Bazę stanowiła stodoła, spanie na sianie, gdzieś pod Gubałówką.
Program obozu był bogaty, m.in. Morskie Oko, Dolina Pięciu Stawów przez Szpiglasową Przełęcz. W Pięciu Stawach prof. M. Kuziak daje nam lekcje wspinaczki oraz zjazdu na linie. Każdy mógł doświadczyć tej przyjemności i tutaj też nie zabrakło mojej osoby.
Dokładnie pół wieku później przeżywam uroki wspinaczki klasycznej. Klub Wysokogórski w Katowicach kończy kurs sprawdzianem wspinaczki w Tatrach. Postanowiłem dołączyć do abiturientów kursu jako eksternista. Moim pragnieniem było wejście na Mnicha, to najpopularniejszy szczyt wspinaczkowy w Polsce. Ten spektakularny szczyt skalny zawsze bardzo mnie intrygował. Ponadto miałem jakieś poczucie niespełnienia w stosunku do Tatr Polskich. Miałem zrobione, mogę powiedzieć że dobrze, Tatry Słowackie: wejścia na Gierlach 5-krotne, Łomnicę, Lodowy, Wysoką, Kończystą i wiele innych, a z naszych tylko te szlakowe, więc coś trzeba robić.
W grupie na kursie miałem swoich ludzi - Alinka i Andrzejek załatwiali mi możliwość realizacji mego marzenia, a instruktor Paweł wydał przyzwolenie.
Pakuję co mam osobistego do wspinaczki i jazda do Tater.
W schronisku w Morskim Oku, pani kierowniczka Maria Łapińska bardzo serdecznie mnie przyjmuje, oczywiście słynną, wspaniałą szarlotką i równie wspaniałą herbatką z cytry-nką. Jak to doskonale smakowało... Atmosfera w schronisku, mimo ogromu ludzi, wspaniała - czuję to również i ja.
Po spotkaniu Pawła, informuję go o moim pragnieniu wejścia na Mnicha. Okazuje się jednak, że grupa zrobiła Mnicha przed moim dołączeniem. Paweł proponuje więc szerszy program, na który się zgadzam. Zaczynamy od Żabiej Czuby i Żabiego Szczytu Niżnego, urocze szczyty - poszło dobrze.
Drugi dzień, to wejście na Mięguszowiecki Szczyt Wielki (potocznie MSW lub Mięgusz). Ten urwisty szczyt należy do najwspanialszych w Tatrach i dla ludzi kochających Tatry stanowi ambitny cel.
Pierwsze wejście na ten szczyt: Ludwik Chałubiński z przewodnikami Wojciechem Rojem i Maciejem Sieczką dnia 28 czerwca 1877 roku. Mam ogromną tremę, bo wiem, że skala trudności jest wysoka, w tym zjazdy na linie prawie 50-metrowe. Czy lekcja prof. M.Kuziaka w asyście prof. M.Zaręby sprzed pół wieku zda egzamin? Pomyślałem, trudno, "do odważnych świat należy".
Od Morskiego Oka wychodzimy przy niezbyt dobrej pogodzie, nad Mięguszami i Rysami czarne chmury wiszą, mam obawy, czy wytrzyma, ale Paweł jest optymistą i mówi: "oby ten wał chmur nie przedarł się przez ten mur gór na naszą stronę". Ku naszemu szczęściu było coraz lepiej. Wprawdzie wyżej potwornie wiało, ale miejscami przejaśniało się.
C/D/N

Edmund Zaiczek

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.