Projektowanie stron wwwweb design Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford dealer fordsalon ford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci quadquad techmasterdotacje unijne dofinansowanieconsulting AiTspodnie jeans Mustangtom tailor Beskidywakacje wczasy Azaliawypoczynek Eurofiranyfirany zasłonydekoracje LINTONlistwy ozdobne LINTON - Żywiecgzymsy

Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (145) - rok  VII - Września 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
KSIĘŻA FRANCISZKANIE NA WAKACJACH W KOSZARAWIE - BYSTREJ

Jak wspominałem w artykule pt. "Klasztor Biedaczyny w Koszarawie-Bystrej" (NSiK nr 16/143 z 15 VIII 2004 r.) - przytulne miejsce w Bystrej, wspaniała atmosfera stworzona przez proboszcza o. Teofila Lukasa i budowniczego o. Natana Kensego, skłoniła do odwiedzin o. Franciszkanów, którzy spędzają swój urlop w Polsce, po trzech latach pracy misyjnej za granicą.
Miałem przyjemność spotkać tam czterech wspaniałych zakonników, którzy swe życie, poprzez zakonne powołanie, poświęcili pracy z ludźmi w dalekiej Ameryce Południowej i Afryce.
Na zadane pytanie: dlaczego? - odpowiedź była jedna - chcemy być z ludźmi prostymi. Ale po kolei. Moim pierwszym rozmówcą jest o. Eugeniusz Kantor, który na urlop wrócił z Boliwii.

BOLIWIA leży w środkowej części Ameryki Południowej, nie ma dostępu do morza. Mimo bogatej kultury i występowania licznych bogactw naturalnych, położenie powoduje izolację kraju i znacznie ogranicza jego rozwój.
Ludność Boliwii zamieszkuje głównie w zachodniej części kraju, na obszarze płaskowyżu Altiplano, rozpościerającego się na wysokości 3700 metrów pomiędzy dwoma pasmami Andów.
O. Eugeniusz swą misję wypełnia już od 1984 roku, czyli 20 lat. Jak sam twierdzi, Boliwia to chyba najbiedniejszy kraj w Ameryce Południowej, gdzie struktura zamożności kształtuje się następująco: 5% to oligarchia ziemska i finansjera, warstwa średnia to około 30% ludności, zaś pozostałe 65% to właśnie ta biedota. Boliwię zamieszkuje około 8 mln ludzi, z tego 90% to katolicy, zaś pozostałe 10% to członkowie różnych sekt, które swoje źródła mają w Stanach Zjednoczonych.
Misja nasza jest trudna - mówi o. Eugeniusz. - Pomimo prawie jednorodnej religii, warunki życia ludzi dyktuje bieda, a właściwie stopień tej biedy. Nasza rola to funkcja lekarza duszy i ciała. Prowadząc ewangelizację dzieci i młodzieży zwracamy uwagę i pomagamy w rozwoju fizycznym tej warstwy.
Wiara tych tubylców jest ogromna, zaś Papież Jan Paweł II jest dla nich uosobieniem dobra i wszelkich ziemskich cnót. Dał temu zresztą wyraz odwiedzając ten kraj w 1988 roku.
Mimo, że ziemie uprawne zajmują tylko 3% powierzchni kraju, rolnictwem trudni się prawie 50% ludności. Standardowymi uprawami były do niedawna trzcina cukrowa i kawa. Ta ostatnia na wskutek recesji zmniejszyła wartość eksportową tego kraju. Jak mówi o. Eugeniusz, nie bez znaczenia jest fakt, że Boliwia zajmuje jedno z pierwszych miejsc w produkcji koki, a dochody z nielegalnego handlu wspierają podupadającą gospodarkę. Niestety, plantacje koki w buszu to własność karteli narkotykowych, będących własnością Amerykanów, a siła robocza i to bardzo, bardzo tania, to Boliwijczycy.
O. Franciszkanie są w Boliwii od 1960 roku, a pionierami byli zakonnicy austriaccy. Oświata boliwijska w postaci obowiązkowej występuje na szczeblu podstawowym, zaś dalsze kształcenie to już kwestia.....kasy.
O. Eugeniusz uważa Boliwię za swą drugą ojczyznę i choć cieszy się zasłużonym urlopem w Polsce, to jednak myśli o swych boliwijskich podopiecznych. Misjonarze z Europy, a szczególnie Polacy, są lubiani przez tubylców i w swoim seminarium w Cochebemba kształcą około 30 seminarzystów, z których 10 zostało już wyświęconych. Ale jak sam mówi - jest to kropla w morzu potrzeb tego kraju. O. Eugeniuszu, życzymy dalszej owocnej pracy misyjnej i wytrwania w tych bardzo trudnych warunkach jak najdłużej.
***
Kolejnym moim rozmówcą jest rów-nie uśmiechnięty o. Placyd Jacek Górka, katowiczanin, którego matka urodziła się w Przyborowie (jaki ten świat jest mały). On również korzystając z urlopu "zahaczył" o Bystrą. Od 2001 roku jest na misjach w Tanzanii.

TANZANIA leży we wschodniej Afryce, nad Oceanem Indyjskim. Graniczy z Mozambikiem, Zairem, Burundi, Ruandą, Ugandą i Kenią. Powstała w 1964 roku poprzez połączenie się Tanganiki z Zanzibarem, w skład, którego wchodziły wyspy: Zanzibar i Pemba. O. Jacek swą duszpasterską posługę rozpoczął w Tychach, gdzie pracował jeden rok, następnie przez pół roku przebywał w Irlandii i Brukseli, a od 2001 roku przebywa na misji w Tanzanii. Spośród około 28 milionów mieszkańców, około 35% to katolicy i muzułmanie, zaś pozostali to wyznawcy miejscowych religii.
Miejsce pobytu misji to BUKOBA, przy granicy z Ugandą, około 1300 km od stolicy kraju Dar es Salaam.
Ojcowie Franciszkanie weszli w tamte rejony około 1890 roku, zaś od 22 lat Tanzania podlega bezpośrednio pod Rzym. Tu trzeba przypomnieć, że obecnie generałem zakonu Franciszkanów jest Jose Comballo (Hiszpan).
W skład całej prowincji wchodzi 9 państw, a są to: Tanzania, Kenia, Uganda, Rwanda, Burundi, Malawi, Madagaskar, Mauritius i Zambia. Stolicą prowincjatu jest Kenia. Jak zresztą wszędzie, ale szczególnie w Tanzanii, Ojciec Święty Jan Paweł II cieszy się ogromnym autorytetem, a mieszkańcy Tanzanii zgotowali Mu bardzo serdeczne przyjęcie w 1991 roku, kiedy odwiedził ich kraj.
Jest to również jeden z najbiedniejszych krajów kontynentu afrykańskiego, choć bogaty w surowce i minerały, ale cóż z tego, skoro nie są one własnością tubylców, lecz obcego kapitału. Stąd też dochód na jednego mieszkańca oscyluje wokół sumy 180 $ na "głowę". Dewizą misji tanzańskiej jest hasło: "Przychodzimy i chcemy być z nimi, z ludźmi, i pomagać chorym na AIDS, cholerę i trąd". Zakonnicy docierają z pomocą lekarską i żywnościową do "wiosek trędowatych". - Jest to widok straszny - mówi o. Jacek - choć ludzie tam zamieszkali oczekują od nas przynajmniej podstawowej pomocy.
Nauka na poziomie podstawowym jest obowiązkowa i bezpłatna, na poziomie wyższym ogranicza się do szkolnictwa technicznego. Parafię, w której żyje o. Jacek zamieszkuje ok. 6-7 tyś. ludzi w 8 wsiach. Mają 2 kaplice i w środku jeden kościół.
Pomimo wielu różnych wiar i wierzeń, nie ma na tym terenie waśni religijnych. Jak mówi o. Jacek, Tanzania budzi się do życia, jeśli chodzi o struktury administracyjne państwa. Wioski tubylców położone są w głębokim buszu, gdzie komunikacja miedzy nimi jest prawie żadna. Niemniej jednak państwowość krzepnie wraz z oświatą miejscowej ludności, której krzewicielami są właśnie misjonarze katoliccy. Wiele uwagi państwo przywiązuje do ochrony przyrody, a sieć parków narodowych, z których najbardziej znanym jest Serengeti jest tego największym dowodem.
Nasze związki z Tanzanią są dosyć bliskie, a dowodem na to jest niedawna wizyta prezydenta Tanzanii w Polsce, w tym w Leśnej i Ostrem, o czym zresztą pisaliśmy na łamach NSiK.
***
Wśród gości o.o. Lukasa i Kensego spotkaliśmy również dwóch bardzo sympatycznych zakonników o. Barnabę Dziekana i o. Zbigniewa Tadeusza Kusego, którzy swą duszpasterską misję wypełniają w Republice Środkowo-Afrykańskiej, a więc w państwie, o którym chyba najmniej wiemy.

REPUBLIKA ŚRODKOWO-AFRYKAŃSKA to, jak sama nazwa mówi, państwo w środkowej Afryce, w centrum kontynentu, bez dostępu do morza. Graniczy na południu z Kongiem i Zairem, na zachodzie z Kamerunem, na północy z Czadem i Sudanem. Liczy około 3,5 miliona mieszkańców, z czego około 25% to katolicy wraz z protestantami i muzułmanami. Zdecydowana większość to religie tradycyjne - tubylcze.
Ciekawe są losy naszych zakonników. Razem podjęli misję w 1990 roku, będąc pierwszymi franciszkanami na tej ziemi. O. Zbigniew urodził się w Cieszynie i tam zaczynał jako ministrant w kościele św. Elżbiety, gdzie spotkał się z franciszkanami i postanowił, że musi być taki jak Oni. O. Barnaba od początku wyznaje zasadę: "Chcę być z ludźmi prostymi".
Ich miejsce pobytu to 1300 km od stolicy kraju Bangi, ale ta odległość to "tylko" pięć dni jazdy samochodem. Ludzie utrzymują się z uprawy kawy, dawniej bawełny i orzeszków kokosowych. Kraj posiada duże złoża diamentów, są też pokłady złoża rud uranu, jednak z uwagi na trudne warunki naturalne są minimalnie eksploatowane. Misja Zakonu Franciszkanów to przede wszystkim ewangelizacja i pomoc w rozbudowie oświaty dla dzieci. Nauczanie jest wprawdzie bezpłatne na poziomie podstawowym, ale to nie zabezpiecza w pełni potrzeb miejscowych.
Na ciekawy pomysł wpadli właśnie o. franciszkanie organizując tzw. zaoczną adopcję. Na czym to polega? Otóż obliczono, że aby utrzymać dwóch nauczycieli przez rok szkolny, trzeba, aby rodzice zapłacili za dziecko równowartość 40 złotych. I o taką kwotę proszą ojcowie naszych opiekunów.
Wpłacając taką kwotę mamy świadomość, że "nasze dziecko" korzysta z dobrodziejstwa nauki w tym biednym kraju. Do tej pory "adoptowano" w ten sposób już około 2000 murzyńskich dzieci. Zatem za pośrednictwem naszej gazety serdecznie zapraszamy.
Wracając do misji. W ciągu 14 lat przez ten kraj przewinęło się 22 misjonarzy, z których zostało tylko 11, zaś reszta nie wytrzymała z uwagi na warunki tropikalne.
***
Spotkanie czterech "muszkieterów" w jednym miejscu, ludzi, którzy swe życie poświęcili dla innych jest cudownym przeżyciem. Przebywając z nimi parę godzin, czuło się ich zadowolenie ze spełnionej misji życiowej. Widać było na tych spalonych od słońca twarzach serdeczny uśmiech, a w trakcie rozmów czuło się ich zatroskanie o "owieczki", które na jakiś czas zostały bez "pasterzy". Można godzinami słuchać ich opowieści o zdarzeniach, które nie mamy możliwości obejrzeć nawet w najlepszych filmach. Z troską mówili o braku powołań do zakonu, choć dziś jest ich około 17 tysięcy, to jednak ich ilość w świecie maleje, zaś w Polsce i Meksyku rośnie. Zapyta ktoś, po co Oni tam idą, narażeni na niebezpieczeństwa (wojny plemienne), choroby (AIDS, cholera, trąd, gruźlica), czy wreszcie oddaleni od swoich bliskich o tysiące kilometrów od własnych rodzin. Odpowiedź jest prosta i jednakowa od wszystkich. Oni chcą służyć ludziom w imię miłości bliźniego. To nie chęć poznania świata (bo cóż to za turystyka w buszu stale z tymi samymi ludźmi), to nie chęć być kimś innym. Jak sami mówią, chcą być wśród prostych ludzi i w miarę swych możliwości im pomagać. Jak mówią, jest z nimi św. Franciszek z Asyżu, ich duchowy przewodnik, który uciekł z przepychu, aby być wśród ludzi prostych, najczęściej biednych.
Żegnając się z nimi obiecałem, że choć po części przekażę naszym Czytelnikom ich zwierzenia, co niniejszym czynię.
Zaś w imieniu Czytelników i Redakcji życzymy wytrwałości, zdrowia i zachowania pogody ducha z dala od swej Ojczyzny.

Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.