Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (144) - rok  VII - 1 Września 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Witajcie...

Po przeszło półrocznej rozłące bielscy komandosi powrócili do domów. Radość, ulga, że już po wszystkim to najczęściej pojawiające się słowa na ustach żołnierzy, jak i członków ich rodzin.
-Witajcie w Polsce! Witajcie w Bielsku-Białej! - Tymi słowami powitał Jacek Krywult prezydent miasta żołnierzy powracających z Iraku. - Przez minione pół roku z niepokojem śledziliśmy wszelkie wiadomości znad Zatoki Perskiej. Z dumą słuchaliśmy informacji w mediach o brawurowych akcjach bielskich komandosów. Były też momenty trudne i tragiczne. Mieszkańcami Bielska-Białej wstrząsnęła śmierć kapitana Sławomira Stróżaka. Wszyscy głęboko przeżyliśmy to wydarzenie. Śmierć waszego kolegi Sławomira, mieszkańca naszego miasta, uświadomiła nam po raz kolejny, że ryzyko i to ogromne jest wpisane w waszą służbę. Może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas, Irakijczycy docenią to, co dla nich uczyniliście. Gratuluje wam zawodowstwa i umiejętności. Wszystkie zadania, jakie wykonywaliście w Iraku wykonywaliście profesjonalnie, co musi budzić uznanie i szacunek - dodał prezydent.
Do Iraku wyjechało 328 komandosów, do kraju wróciło niestety tylko 327. Przypomnijmy, że kapitan Sławomir Stróżak 7 maja dowodził patrolem zmotoryzowanym. Kiedy żołnierze wracali do bazy, tuż przed miejscowością Al Imam celowniczy karabinu maszynowego zauważył podejrzany przedmiot na poboczu drogi. Kap. Stróżak nakazał zatrzymać konwój i wezwał saperów, a sam podszedł do podejrzanego miejsca, chociaż mógł to zlecić podwładnym. W tym momencie ukryty zamachowiec odpalił drogą radiową ładunek wybuchowy.

-W maju trzech żołnierzy z bielskiej jednostki doznało urazów i wróciło do kraju - informuje kapitan Grzegorz Pelczarski oficer prasowy 18. Batalionu. Pozostały kontyngent wypełnił zadania i dotrwał do końca misji, pomimo coraz trudniejszej sytuacji w Iraku, częstych ostrzałów i licznych porwań, jak również wystąpień radykalnych przywódców muzułmańskich. - Batalion doskonale sprawdził się w trudnych sytuacjach. Teraz przechodzi na całkowite uzawodowienie. Otrzymujemy nowy sprzęt, nową strukturę i staniemy się pierwszym w pełni zawodowym batalionem - informował pułkownik Piotr Patalong dowódca 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego.
-Najgorsza była niepewność, obawa i strach o męża. Dzieci bardzo tęskniły za tatą, ale są jeszcze za małe, aby rozumieć to, co się działo. Szczególnie oznaki tęsknoty widać było u Jakuba, który jest bardziej przywiązany do taty. Teraz bardzo się cieszymy, że Piotr wrócił cały i zdrowy - mówiła Barbara Patalong żona pułkownika Piotra Patalonga dowódcy 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego.
Oficjalne przywitanie czerwonych beretów nastąpiło 12 sierpnia i rozpoczęło się od mszy dziękczynnej w kościele Opatrzności Bożej. Tam po odśpiewaniu Bogurodzicy żołnierze dziękowali za szczęśliwy powrót i modlili się w intencji zabitego kolegi. Ks. biskup Tadeusz Rakoczy w kazaniu podkreślił rolę pokoju w życiu człowieka i fakt, że bielscy komandosi wrócili z honorem z tej misji. Na placu Ratuszowym, gdzie odbywała się główna uroczystość, przemawiając do żołnierzy generał broni Edward Pietrzyk dowódca wojsk lądowych powiedział: - To ja byłem tym, który musiał zadecydować, który wysłać batalion. Swoją postawą udowodniliście, że wybór mój był trafny. Doświadczenia, które żołnierze tam zdobyli nie zostaną zniweczone. Ten, kto nie przeżył kilku nocy pod irackim niebem tego nie wie. Ci, którzy tu stoją, bohaterowie, to wiedzą. Dziękuję wam za wykonanie zadań, tym bardziej, że nie są to ostatnie zadania jakie stoją przed batalionem.
Wśród żołnierzy i zebranych na placu rodzin panowała podniosła atmosfera. - Pobyt w Iraku dał mi duże doświadczenie, którego nigdy bym w kraju nie zdobył. Dużo przeżyć. Mocnych przeżyć! Jestem żołnierzem zawodowym i myślę, że to będzie procentowało w przyszłości, a tym czego się nauczyłem będę mógł podzielić się z innymi - mówił starszy kapral nadterminowy Rafał Grot. Natomiast żona Ewa, która przybyła z synkiem Bartoszem na powitanie męża nie chciała wiele mówić, powtarzała tylko, że wszystko mamy za sobą i z tego bardzo się cieszę.
Wszyscy żołnierze, którzy dotarli do jednostki przeszli obowiązkową kwarantannę, badania lekarskie i wyruszyli na zasłużony odpoczynek. Dzisiaj trudno podsumować i ocenić wszystkie aspekty pobytu czerwonych beretów nad Eufratem, na to przyjdzie czas później, teraz należy się po prostu cieszyć, że wrócili i wzorowo wypełnili swoją misję.

Jacek Kachel
Generał dywizji Mieczysław Bieniek dowódca II zmiany Wielonarodowej Dywizji stacjonującej w Iraku. Na potrzeby mieszkańców Iraku wydaliśmy 51 milionów dolarów. Zbudowaliśmy ponad 150 szkół i ośrodków zdrowia. Zorganizowaliśmy dziesiątki białych niedziel w miejscach, gdzie od 35 lat nie widziano lekarza. To nie polityka, a zwykła statystyka, która pokazuje, na czym polegała również nasza misja.
Wyposażenie naszych żołnierzy było inne niż wojsk amerykańskich. Było ono adekwatne do tego, jakie mieliśmy zadania. Wielokrotnie to ono pozwalało nam lepiej wykonywać nasze obowiązki.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.