PROSTO Z MOSTU
W pełni zaciekawiony podszedłem do przeglądania, a w konsekwencji pilnego czytania wydawnictwa pod tytułem "Słowa ryte na szpaltach - Gazeta Żywiecka" w latach 1925-1926.
Wiele od znajomych żywczaków na jej temat słyszałem, ale nie dane mi było przeczytać choćby jednego numeru. Dlatego z wypiekami na twarzy zabrałem się do czytania tekstów w tej gazecie. Mój entuzjazm z każdym przeczytanym numerem coraz bardziej opadał.
Liczyłem przede wszystkim na bieżące wiadomości z tamtych czasów, liczyłem wreszcie na informacje o wewnętrznym życiu miasta, jego podstawowych problemach, o działalności związków miejskich, inicjatywach radnych, starosty czy burmistrza.
I tu się srodze zawiodłem. Była to gazeta mocno upartyjniona, a jej podstawowy cel to opluwanie w każdym miejscu i czasie Żydów.
Począwszy od pierwszego numeru, gdzie redaktor nie ujawniający swego nazwiska, a podpisujący się "Strażak", na str. 5 w wierszu pt. "Wielki lamentowanie od bidny żydki z nad Sołe i Koszarawe, albo inacy: Jak ABRAMCIU bedże poczebował przed paskidny SCUPOKI z wirszem popisowacz"(pisownia oryginalna K.S.) "wali w Żydów jak w bęben".
Jest to pamflet na Żydów chwalący żywczaków, którzy nie pozwolili sobie na to, aby w granicach miasta zamieszkał choćby jeden Żyd.
I tu już na początku nie zgadzam się z autorką tekstu Urszulą Polak, która w rozdziale VI Analiza treściowa "Gazety Żywieckiej", w pkt. 3 pisze, że pierwszy tekst poświęcony kwestii żydowskiej ukazał się w numerze 2 z 1925 roku.
Autorka artykułu ograniczyła się do zrecenzowania tekstów o tematyce żydowskiej tylko do roku 1925, zapomniała zaś dodać, że w ostatnim numerze, który wyszedł jako Wydanie Świąteczne, po hasłem "W chwili łamania się opłatkiem" Wydawca nie zapomniał o tym, aby zamieścić artykuł
o rzekomym zabiciu przez Żydów chrześcijańskiego dziecka i piciu jego krwi
(do dnia dzisiejszego nikt tej rzekomej zbrodni nie potwierdził).
Przeglądając wszystkie numery od
1-7 z 1926 roku tylko w jednym nie przeczytałem nic o Żydach (nr 1 z 1 stycznia 1925 r.).
Dlaczego to "wywlekam"? Ponieważ w rozmowach w latach 60. i 70. z żywczakami, którzy w tam tym czasie żyli, trochę inaczej ten temat żydowski przedstawiali. Zaś teksty pisane w "Gazecie Żywieckiej" z tamtego okresu to pogląd fanatycznych członków obozu narodowo-demokratycznego.
Dlatego zastanawiam się po przeglądzie wszystkich numerów pisma, a było ich tylko 17 (wydawana przez 8,5 miesiąca), czy słusznym było odgrzebywać pismo, które bardzo przypomina mi treścią "Rycerza Niepokalanej", którym nie chwali się nawet Kościół?
Zamiast jak wspomniałem na początku dowiedzieć się coś o bieżącej historii miasta, w okresie tych paru miesięcy, poznałem tylko poglądy polityczne autorów tekstów podpisujących się pseudonimami: Strażak, Polityk, Znawca,
Alfar, Stef. A to o czymś świadczy.
Aby nie obrzydzić ewentualnym czytelnikom tej książki powiem również, że ubawił mnie spór między Towarzystwem Sportowym "Koszarawa", a konkretnie jego wiceprezesem i prezesem Straży Pożarnej w Żywcu. I tu również poszło o to, że pan wiceprezes chciał wynająć boisko sportowe, które było własnością gminy, na zawody sportowe, a konkretnie popisy "Rozkwasa" - króla żelaza. Gdy mieszczanie dowiedzieli się, że ów "Rozkwas" to rzekomo Żyd, nie dopuścili do tych zawodów. A więc zaczęła się "chryja".
Temat ten przewija się na łamach aż sześciu numerów "Gazety".
Jest sporo ciekawostek i dużo zbieżności z tamtego okresu z obecnym. Od odzyskania niepodległości do 1926 roku krajem rządziło aż dwanaście gabinetów, przez które przewinęło się aż 234 ministrów (ciekawe czy w tamtych czasach były odprawy), najkrótszy urzędował zaledwie siedem dni, a najdłużej siedemnaście miesięcy.
I jeszcze jedno podobieństwo do obecnej rzeczywistości. Redakcja "wyżywała" się na Sejmie tak jak to zresztą czynią dzisiejsze media, nie tylko zresztą lokalne.
Ładne wydawnictwo, co świadczy dobrze o Wydawcy, tylko ta wątpliwość. Po jaką cholerę we wstępie do książki pod niebiosa chwalimy Żydów, gdy już w drugiej części opinie o nich są tak skrajne, a obszerność tekstów o nich jest nieproporcjonalnie duża, jeśli przyjąć, że pismo miało charakter społeczno - kulturowy.
Mam wątpliwość, czy w czasach gdzie wszyscy dążymy do wzajemnego poszanowania się, jest potrzeba rozdrapywania ran i przypominania o tym, co garstka fanatyków potrafi przemycić poprzez łamy pisma, siejąc wrogość do mniejszości żydowskiej w tamtym okresie w Polsce.
Dlatego też nie do końca jestem przekonany do słów zawartych w rozdziale V "Powstanie, rozwój i ogólna charakterystyka "Gazety Żywieckiej", które brzmią: "współcześni mieszkańcy Żywca mogą być dumni, że w trudnym okresie międzywojennym, zaledwie siedem lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, ich miasto posiadało własną lokalną gazetę".
I jeszcze jedna, tym razem już moja prywatna uwaga pod adresem Wydawcy. Sądzę, że to ktoś zrobił złośliwie. Na okładce z tyłu ładne dossier Wydawcy, a pod zdjęciem cztery okładki "Gazety", z których aż dwie z tytułowej strony ze "wstępniakiem" z dużymi literami "ŻYWIEC NIE BĘDZIE ŻYDOWSKI". N i e ł a d n i e !
Ale to jest tylko moje własne zdanie.
Kazimierz SEMIK