Klasztor "BIEDACZYNY" w Koszarawie Bystrej
Pod takim samym tytułem półtora roku temu nieżyjący już Antoni Matlakiewicz opisywał szopkę betlejemską, jakich mało jest w Polsce, właśnie w tym klasztorze. Postanowiliśmy gospodarzy klasztoru tym razem odwiedzić w środku lata. Wraz z wydawcą Karolem Gąsiorem i red. tech. Rafałem Tlałką udaliśmy się w to wspaniałe miejsce. Piszę wspaniałe, gdyż w pełni to określenie pasuje do rzeczywistości.
Wydawało mi się, że w swoim życiu zwiedziłem Żywiecczyznę wzdłuż i wszerz. Ale to nieprawda. W tej części Koszarawy nigdy przedtem nie byłem. Ten uroczy zakątek leży w końcowej części wsi Bystra i jak to się mówi: tam już "diabeł mówi dobranoc". To jednak nieprawda. To właśnie tam księża Franciszkanie w 1985 roku, za zgodą metropolity krakowskiego kardynała Franciszka Macharskiego założyli samodzielną parafię franciszkańską, przybliżając części mieszkańcom Koszarawy Bystrej drogę do świątyni.
I dziś budowa klasztoru dobiega końca, a w pełni funkcjonuje już
50-miejscowy hotelik jako dom rekolekcyjny dla dzieci i młodzieży oraz dla własnych braci zakonnych.
Oprócz obiektów kubaturowych ozdobą tego miejsca jest "zwierzyniec", który dumnie bracia nazywają ZOO.
Czegóż tam nie ma... Jest kucyk, są papugi, króliki, bażanty, przepiórki, gołębie, ryby, kaczki, a nad tym wszystkim góruje pasieka
z pszczołami. By mieć swój udział w tym zwierzyńcu nasza redakcyjna koleżanka Ula podarowała okazałego króliczka Edka wraz z zapasem żywności. To właśnie mieszkańcy tego małego ZOO tworzą tło szopki noworocznej, o której pisał A. Matlakiewicz.
Zanim opowiem o gospodarzach tego obiektu, muszę parę słów poświęcić historii zakonu franciszkańskiego.
Jego twórcą był Franciszek z Asyżu, święty, "ojciec seraficki", który żył w latach 1182-1226 (44 lata), a od 1207 roku poświęcił się naśladowaniu Chrystusa w odosobnieniu od świata, w ubóstwie
i zaparciu się siebie. Jak piszą autorzy Encyklopedii Powszechnej (Wydawnictwo Gutenberga): "Wesoły i rozrzutny syn zamożnego kupca, pozbył się dobrowolnie wszystkiego, przywdział szatę pokutnika
i rozpoczął pracę apostolską. Jego przemowy znalazły żywy oddźwięk w sercach dorastającej młodzieży i z niej utworzył św. Franciszek rodzaj zgromadzenia, któremu nadał bardzo prostą regułę".
Był również założycielem zakonu Franciszkanek (II zakon) oraz III zakonu dla świeckich. Kult św. Franciszka sięgnął daleko poza Kościół. Jego niezwykła osobowość (Biedaczyny z Asyżu - przydomek św. Franciszka) do dziś fascynuje poetów i pisarzy, plastyków i muzyków. Żarliwy, pokorny, obdarzony żywą wyobraźnią zdołał pogodzić potrzebę kontemplacji z aktywnością misyjną. W sztukach plastycznych atrybutami św. Franciszka są habit, ptaki i stygmaty.
Ale wróćmy do dnia dzisiejszego. Od 1989 roku erygowana została parafia Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, a na początku lat dziewięćdziesiątych przystąpiono do budowy klasztoru
i obiektów towarzyszących. Pierwszym skierowanym do Bystrej gwardianem, czyli przełożonym domu zakonnego, był ojciec Cyryl, który tworzył to wszystko od podstaw.
Administracyjnie klasztor podlega Prowincji Wniebowzięcia N.M.P. w Katowicach - Panewnikach, zaś proboszcz parafii biskupowi diecezji bielsko-żywieckiej.
Od 1998 roku gwardianem czyli przełożonym domu zakonnego, a zarazem proboszczem parafii pw. Stygmatów Św. Franciszka
z Asyżu jest o. Teofil Michał Lukas, zaś budowniczym obiektów
o. Natan Kansy.
Trzeba być wśród nich, by dostrzec ogromną wiarę w to, co robią. A robią bardzo wiele. Budowa obiektu to jedno. Ale to, co najważniejsze to tworzenie atmosfery dla przychodzących tam pielgrzymów czy też miejscowych parafian. Obiekty tworzą ze składek wiernych po części miejscowych parafian, jak i wspomożycieli
z całego świata, bo też zakon Franciszkanów działa na całym świecie poprzez swoich misjonarzy, w tym dużą ilość Polaków. O tym będę pisał na kolejnych stronach.
Wiara i optymizm (a przy tym ogromne poczucie zdrowego humoru) o. Natana, pozwoliło w tych trudnych czasach na ogromny postęp w budowie domu zakonnego i klasztoru, który jest już
w fazie końcowej. Jest to postać nieprzeciętna. Jak mówią o Nim inni bracia: potrafi zrobić coś z niczego.
Widzieliśmy dzieciaki, które po modlitwie w świątyni gnały do zwierzyńca, aby pobyć również z sympatycznymi zwierzątkami
i ptakami. Widzieliśmy radość turystów - pielgrzymów, którzy patrzą na ten zespół zakonno-klasztorny i są pełni podziwu dla jego twórców.
Postacią, która jakby "klamruje" ten zespół jest właśnie o. Teofil, gwardianin i proboszcz parafii. Bije od Niego poczucie spełnionej misji, której mottem przewodnim, tak zresztą jak i założyciela zakonu św. Franciszka z Asyżu, jest "służyć ludziom i być wśród nich", nie tyko zresztą biednych.
Dlatego proponuję naszym Czytelnikom, zróbcie wycieczkę
w ten rejon, gdzie będziecie podziwiać piękno przyrody jeszcze nieskażonej, cudowne widoki zielonych gór latem i białych w zimie (doskonała trasa na kuligi), a równocześnie spotkacie wspaniałych zakonników i te wszystkie atrakcje, o których wcześniej pisałem.
Kto raz tam się znajdzie, na pewno będzie tam wracał.
Tekst: K.Semik zdjęcia K.Gąsior
P.S. W kolejnych odcinkach będzie opis pracy misyjnej o. franciszkanów, którzy spędzają swój urlop w Polsce po trzech latach misji w Boliwii, Republice Środkowo-Afrykańskiej i Tanzanii.