Podróż za trzy dekady
To już pięć lat?! Nie wiadomo kiedy minęły! Stuknęły nam kolejne "siątki" i nowy wiek zastukał do kalendarza! A wydaje się, że tamto spotkanie, w 1999 roku, po 25 latach od matury było wczoraj, no, może przedwczoraj!
Gdy przed pięcioma laty, nad ranem kończyliśmy spotkanie klasy "a" Liceum Ekonomicznego w Żywcu, obiecywaliśmy sobie solennie, że spotkamy się ponownie, najpóźniej za 5 lat.
Wczesną wiosną koleżanki i koledzy rozesłali pierwsze wici!
- Szykujcie się na maj!
Niestety, majowy termin był nie do przyjęcia przez wielu z nas. Rodziny, praca, spotkania, wyjazdy… Kolejny, czerwcowy już był ostateczny, nieodwołalny!
To czerwcowe spotkanie (w 30-lecie matury!) zawdzięczamy kolegom i koleżankom z równoległej klasy "b": Stanisławie Krajcarz - Stasicy, Barbarze Mrowiec - Nieuważna, Lidii Tyc - Klimek i Karolowi Gasiorowi. Spotykają się częściej niż my, dziewczyny z "a". Pierwsze zorganizowali po dziesięciu latach, a kolejne, w pięcioletnich odstępach.
Na sobotnim spotkaniu zjawiło się ponad 50 osób.
Wpierw w kościele Św. Krzyża ks. infułat Władysław Fidelus, proboszcz parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu odprawił uroczystą mszę świętą. W homilii mówił o życiu, wartościach, które należy w nim odnaleźć. Wybaczyliśmy ks. infułatowi, że nas pomylił z "konkurencją" z technikum, a życzenia pod naszym adresem, jubilatów (jak to brzmi!) były ciepłe i serdeczne.
Prywatnie i nieoficjalnie spotkaliśmy się w restauracji "Na Rudzy" (to między warzywniakami i butikami na żywieckim bazarku). Przy jednym stole zasiedli byli uczniowie profesorów - wychowawców: Jana Bajtlika i Hieronima Woźniaka. Jednak dopisał tylko wychowawca klasy "a". Serdecznie powitał …"swoje dziewczyny".
- …Irena Butor? Nieobecna!
- Cader? Obecna!
- Cieślar… - Po mężu… Ma służbę, w policji, nie dostała wolnego!
Profesor, belferskim obyczajem, nie omieszkał sprawdzić obecności. A my uczniowskim zwyczajem, chórem odpowiadaliśmy za siebie i innych. Pozacierały się imiona, pozmieniały nazwiska. Profesor doszukiwał się też zmian w wyglądzie swoich uczennic. Pytał, ale i sam zdradzał historie ze swojego życia.
Furorę zrobił szkolny pamiętnik Krysi. Każdy chciał zobaczyć kartkę ze swoją dedykacją, a nawet zdjęciem wklejonym do pożółkłego już zeszytu, "dla kochanej Wilczkówny", sprzed ponad 30 lat.
Grono reprezentował najwierniejszy z profesorów Grzegorz Studencki. To on przygotował oprawę muzyczną mszy, a na spotkanie przywiózł ze sobą organy i zabawa rozkręciła się na dobre. Co prawda, nikt nie pamiętał już parodii popularnych piosenek z tekstami o nauczycielach starego "Świerczewskiego", ale śpiewająca Krystyna przypomniała wciąż młode przeboje Anny Jantar, Urszuli Sipińskiej, Roberty Flack czy zespołu ABBA. Wkrótce wszyscy, nawet wychowawca Jan Bajtlik, znaleźli się na parkiecie. Rej wiodły dziewczyny, ale klasowe "rodzynki" z klasy "b": Karol, Adaś i Włodek dwoili się
i troili, by przynajmniej raz zatańczyć z każdą z koleżanek.
Przez te parę chwil poczuliśmy się młodzi, wolni od kłopotów
i obowiązków. Tacy sami jak przed 30 laty. Jeszcze moment, a zaczęlibyśmy psocić jak uczniaki.
- Co się stało z… Wiesz, że zmarła… A co u Ciebie nowego?
Z muzyką, tańcem mieszały się rozmowy, nastroje, wspomnienia. Rozmawialiśmy o rodzinach, dzieciach, synowych, wnukach (!?), szczęściu, uśmiechu, emeryturze (!?), nieszczęściu i żałobie. Przeplatały się radość i łzy. Takie były dla nas te lata. Niemal na każdym odcisnęły swe piętno, ale też zahartowały, wzbogaciły
i chyba, nie złamały.
Przeżycia i wspomnienia ze szkolnej ławy stały się takie proste, zwyczajne, piękne i niezapomniane.
A minione, kolejne lata? Dorosłe życie? Podjęliśmy to wyzwanie. Minione lata to na pewno nie był czas stracony. Przetrwały dawne przyjaźnie. Spełniamy się w roli mężów, żon, troskliwych rodziców czy nawet dziadków. Ciężko pracujemy za biurkiem, katedrą, pochyleni nad klawiaturą komputera, dziennikiem lekcyjnym, urzędowymi pismami, za kierownicą samochodu… Nasi wychowawcy mogą być z nas dumni!
Do zobaczenia, gdzieś u kogoś, u dalszych czy bliższych przyjaciół i znajomych.
Do zobaczenia, przypadkiem, na ulicy w Żywcu, Krakowie czy Warszawie.
Do zobaczenia za rok, gdy stuknie nam pięćdziesiątka!
 |
 |
Krystyna (Madejczyk) Sikora