Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (143) - rok  VII - 15 Sierpnia 2004

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Tabakiera do nosa czy nos do tabakiery

Tak spuentowałbym wypowiedź przedstawiciela starostwa powiatowego z Bielska-Białej na naradzie poświęconej fatalnemu odbiorowi analogowych programów telewizji polskiej na Podbeskidziu, a szczególnie w tzw. powiatach górskich. W dobie internetu, w dobie kiedy z planety Mars płyną na Ziemię wielkim strumieniem fotografie najwyższej jakości, właściciel telewizora w Żabnicy czy jakiejś innej wsi w cieszyńskim czy bielskim "lata" z anteną po całym podwórzu, by złapać sygnał i coś niecoś obejrzeć w naszej kochanej telewizji.
W dobie kiedy właściciele sieci telefonii komórkowej łącznie z szacowną Telekomunikacją Polską czynią wszystko, by "złapać" do swojej sieci każdego potencjalnego klienta za darmo albo za pół darmo, TVP murem stoi przy swoim. Obwarowana przepisami wielka machina biurokratyczna okazuje się fortecą nie do zdobycia. Tu nie walczy się o klienta, tu klient sam musi walczyć z telewizją o swoje prawa. Ten kto nie płaci abonamentu powie "pal sześć", ale ten, który całymi latami spełnia ten obywatelski obowiązek - może sobie tylko serdecznie ponarzekać, bo i z tym, by tu nastąpiła jakakolwiek sprawiedliwość nasze szacowne państwo od wielu, wielu już lat nie może sobie poradzić. Osobiście należę do tej drugiej grupy i ani razu w ciągu minionych 40 lat opłacanego solidnie abonamentu nie usłyszałem, by szef telewizji zasiadł przed kamerami i powiedział na co te moje pieniądze zostały przeznaczone, nie mówiąc już o jakichkolwiek słowach podzięki. Tylko poczta pantoflowa donosi od czasu do czasu o wielkich apanażach telewizyjnych bonzów albo kontraktach zawieranych za astronomiczne sumy.
Dość narzekania, wracamy do narady. Za stołem prezydialnym zasiedli przedstawiciele Regionalnego Ośrodka TVP w Katowicach, a obok usadowił się nasz żywiecki bohater, może nie bohater, a rycerz walczący z wiatrakami - Pan Marian Kastelik. Kastelik w roku ubiegłym osiągnął zdawało się sukces, bo dzięki swojemu uporowi na Grojcu zainstalowany został nadajnik do odbioru programu trzeciego TVP. Niestety, mała moc nadajnika zadowoliła jedynie tych mieszkających w jego pobliżu.
Niezmordowany Pan Marian walczy jednak dalej z tą wielką biurokratyczną machiną, czego dowodem jest pokazany zebranym kilkukilogramowy plik papierów słanych w tej sprawie do wszystkich, łącznie z premierem i prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej.
Okazuje się, że wyjścia z impasu telewizyjnego na Podbeskidziu są dwa: zainstalowanie na Skrzycznem nadajnika telewizji cyfrowej albo rozsiana telewizja satelitarna. Wszyscy są za - łącznie z OR TVP z Katowic, a drogę do celu ma utorować pismo, które w imieniu zebranych na naradzie ma być wysłane do prezesa Dworaka w Warszawie. Pożyjemy, przekonamy się co z tego wyjdzie. Obyśmy w następnym artykule na ten temat nie musieli napisać - Telewizja na Podbeskidziu - czyli wielka niemoc.

H. Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.