Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (142) - rok  VII - 1 Sierpnia 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Na pograniczu kultur

Niecałe 5 godzin lotu z Warszawy i w licznej grupie dziennikarzy ze Stowarzyszenia Polskich Mediów z jego przewodniczącym Markiem Traczykiem, lądujemy w Marakeszu - dawnej stolicy Maroka. Jesteśmy w Afryce, ale poza 400 upałem, niewiele na to wskazuje.
Maroko pełne jest czaru i uroku, gdzie światło rodzi cień, a pustynia oazy, gdzie morze i niebo tworzą jedność. Takimi strofami zachęca nas do zwiedzania Maroka wydany w języku polskim ciekawy folder traktujący o największych osobliwościach tego kraju.
Marakesz - miasto wyrosłe u stóp ośnieżonych szczytów Atlasu, wśród czerwonych murów, w cieniu tysiącletniego gaju palmowego, wita nas europejskim wyglądem. Architektura - poza pewnymi elementami zdobniczymi, kopułkami i wieżyczkami podobna jest do tej, jaką spotyka się w innych miastach położonych w basenie Morza Śródziemnego. Ludność - szczególnie młodzież - nosi się z europejska, z rzadka tylko spotyka się osoby, głównie kobiety, w tradycyjnym arabskim stroju, z zasłoniętymi twarzami. Na ulicach spory ruch i jedynie, co zaskakuje, to ogromna różnorodność pojazdów. Obok samochodów, motorów, po ulicach krąży bardzo duża ilość rowerów, są motorowery, dorożki, osiołki ciągną dwukołowe wózki załadowane towarem, a na obrzeżach miasta można skorzystać z przejażdżki na wielbłądach. Wyczuwa się tu już także oddech pustyni, choć do Sahary jeszcze daleko. Wielkie piaszczyste tereny pokryte skromną roślinnością i ogromna pieczołowitość w ochronie drzew i krzewów dają temu świadectwo.
Marakesz pełen jest zabytków i niespodzianek. Góruje nad nim wspaniały meczet Koutoubia. Przepychem i rozmachem przytłacza pałac Bahia. Urzeka swoimi wąskimi, krętymi uliczkami Medina /najstarsza część miasta/.
Przepotężnym gwa-rem rozbrzmiewa SUK - rozciągające się na powierzchni kilkudziesięciu hektarów największe targowisko w tej części Afryki. Na jego wijących się ciasnych uliczkach, wśród tysięcy stoisk, spokojnie można się zagubić. Kiedy wieczorem, na rozległym, oświetlonym niezliczoną ilością żarówek placu, pojawią się ustawione w podkowę stoły, które obsiądą tubylcy, racząc się potrawami przygotowanymi na polowych kuchenkach, usytuowanych w środku każdej podkowy, to wygląda to jak jeden wielki, niepowtarzalny festyn, któremu towarzyszy orientalna muzyka, popisy przebierańców, zaklinaczy węży i inne cudeńka.
Inną atrakcją Marakeszu jest marokański wieczór. To wykwintna kolacja spożywana w Restauracji Chez Ali - połączona z występami licznych zespołów artystycznych, popisami jeźdźców na koniach i innymi atrakcjami.
Marakesz to wreszcie miasto, w którym znajdują się dziesiątki hoteli, oferujących turystom swoje usługi o różnym standardzie. Od tak wysokiego jak w La Mamounia - jednym z 3 najbardziej ekskluzywnych hoteli świata, do przystosowanego na niezbyt bogatą kieszeń. Hotele te oczekują także na polskich turystów, których w Maroku, póki co jak na lekarstwo, a szkoda, bo jest to kraj godzien odkrycia i poznania.
Marakesz, to ujmujące turystów swoją gościnnością miasto, opuszczamy z żalem i udajemy się do Agadiru, mijając po drodze ośnieżone szczyty Atlasu.
Agadir - miasto zrównane z ziemią przez potężne trzęsienie ziemi w 1960 r. stara się zapomnieć o tej tragedii, w której zginęła połowa z jego 30-tysięcznej społeczności.
Z pieczołowitością odbudowuje swoją starówkę /Medinę/. Z rozmachem buduje nowoczesne osiedla dla liczących obecnie 60 tysięcy mieszkańców. Nie brak mu fantazji przy tworzeniu kompleksów wczasowo - hotelowych, dzięki którym oraz dzięki wspaniałym plażom nad Atlantykiem, uchodzi za stolicę turystyczną Maroka.
Ale Agadir jest nie tylko stolicą turystyczną, jest on także liczącym się regionem rolniczym, głównie w uprawie pomarańczy, którym wspaniałą soczystość i niepowtarzalny smak zapewnia 300 słonecznych dni w roku. Agadir to także światowe zagłębie sardynkowe. Złowione tutaj sardynki już na drugi dzień docierają do Madrytu, skąd idą dalej w świat.
O tych i wielu innych ciekawych ośrodkach Maroka, w tym także o Rabacie, Fezie czy Casablance, mogliśmy dowiedzieć się od wspaniałego przewodnika - Mahameda Boochaab, który prawie codziennie zaskakiwał nas innym ubiorem z bogatej kolekcji strojów ludowych Maroka.
Pan Boochaab po raz pierwszy towarzyszył polskiej grupie, ale urzeczony naszym poczuciem humoru zapewnił, że zawsze bardzo chętnie będzie oprowadzał Polaków.
Tak więc z jego wiedzy zdobytej na uniwersyteckich studiach i bogatego, prawie 20-letniego doświadczenia przy zwiedzaniu Maroka - do czego serdecznie zachęcam - korzystać warto.

 

Tekst i zdjęcia: Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.