Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (142) - rok  VII - 1 Sierpnia 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Pierwsza jaskółka

Jest takie powiedzenie, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. To prawda, ale ona zapowiada, że wiosna zbliża się nieuchronnie i przyroda po zimowym letargu budzi się do życia.

Oby taką jaskółką - zwiastującą rozbudzanie zainteresowania rozwojem owczarstwa stał się działający na Żywiecczyźnie, Związek Hodowców Owiec, Kóz i Produkcji Zdrowej Żywności. Założony on został w znamiennym dniu - 12 czerwca 2000 roku w dzień Zielonych Świątek, uważany tradycyjnie za święto pasterzy. Wtedy to dokonano wyboru władz Stowarzyszenia.
Siedmioosobowemu zarządowi prezesuje energiczna, bardzo zasłużona w upowszechnianiu postępu w rolnictwie - głównie w Gminach: Milówka, Węgierska Górka - pani Krystyna Stasica - pracująca w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Żywcu. Jej zastępcą jest Krzysztof Stefko największy hodowca w Cięcinie - posiadacz ponad 70 owiec stada podstawowego, skarbnikiem - Jan Żyrek, a sekretarzem - Maria Chowaniec. Stowarzyszenie zrzesza 27 członków, głównie z gmin położonych w górnym biegu Soły, ale rozważa także możliwość objęcia swoją działalnością gmin leżących w zlewni rzeki Koszarawy. Aktualnie do liczących się hodowców należą także: Adam Gruszka z Żabnicy, Adam Bednarz i Andrzej Zawada z Ciśca, mający do 40 owiec każdy.
Stowarzyszenie w pierwszym rzędzie stawia na rozwój owczarstwa i przywrócenia halom oraz polanom ich wielowiekowej funkcji, górskich pastwisk. Szczyci się tym, że już w ubiegłym roku, baca - Adam Gruszka wypasał na hali Boraczej kierdel złożony z około 150 owiec.
W swoich zamierzeniach pragnie wychodzić naprzeciw potrzebom i kłopotom hodowców owiec, a także organizować ich do wspólnego podejmowania działań i rozwiązywania problemów, jako, że pojedynczym rolnikom jest bardzo trudno zaistnieć na rynku, a wiadomo w jedności siła!
Podejmowane wspólnie działania obejmują zaopatrzenie w środki produkcji, które przy hurtowym zamawianiu są tańsze. Organizowanie sprzedaży /także eksportu/ jagniąt, wełny, zbyt której nie przychodzi łatwo. Wpływanie na cenę sprzedaży, aby gazdowie nie konkurowali pomiędzy sobą, a cena była jednolita i w miarę opłacalna. Popularyzację potraw z jagnięciny i zachęcanie restauratorów, aby wprowadzali je do jadłospisów. Stara się także reprezentować interesy rolników w rozmowach z władzami lokalnymi, Związkiem Hodowców Owiec, czy na innych gremiach. Inaczej bowiem wyglądają rozmowy kogoś reprezentującego określoną grupę rolników, a inaczej pojedynczego - nawet grubszego gospodarza.
Stowarzyszenie działa absolutnie na społecznych zasadach, ale każda, nawet najprostsza społeczna działalność pociąga za sobą określone koszty. Toteż prezes Stowarzyszenia - Krystyna Stasica chwali sobie pomoc i zrozumienie, jakie ich działalności okazują władze gminne, powiatowe, czy ODR-u. Bez możliwości korzystania z telefonu, kilku kartek papieru czy miejsca na spotykanie się działalność byłaby znacznie trudniejsza. Bez - nawet skromnych - dotacji nie można by marzyć o organizowaniu imprez popularyzujących działalność Stowarzyszenia.
W roku ubiegłym, na zakończenie sezonu pasterskiego Stowarzyszenie zorganizowało - po raz pierwszy - "Łosod", chcąc przywrócić dawną pasterską tradycję spędzania owiec z gór.
Było więc mycie ździortów, zabezpieczanie bacówki, liczenie owiec i przekazywania ich w ręce hodowców, którzy powierzyli je wiosną bacy do wypasu, a także rozliczanie się z gazdami.
Przy "Łosadzie", podobnie jak w czasie "Dni Węgierskiej Górki" czy na "Hołdymasie gazdowskim" popularyzują także potrawy ze zdrowej żywności. Wiadomo, w pierwszym rzędzie wyroby owcze: ser, bundz, oscypki, pieczone barany, jagnięcinę w postaci szaszłyków czy wędlin.
Nie brakuje tam także wyrobów z wełny: swetrów, skarpetek czy kopytek.
Hodowcy doceniają działalność stowarzyszenia, w tym także szkolenia, możliwość wymiany doświadczeń i inne poczynania, które sprzyjają przywracaniu rangi produkcji owczarskiej.
Szkoda tylko, że zainteresowanie władz centralnych rozwojem owczarstwa wciąż jest małe. Dotacje, jakie hodowcy otrzymywać będą w ramach dopłat z Unii Europejskiej, dotyczyć będą tylko posiadanych hektarów oraz użytków zielonych i określonych upraw, a o preferencjach w hodowli owiec nic się nie mówi.

W sąsiedniej Słowacji - w ramach ustawy górskiej - dopłaty do chowu i hodowli owiec wynoszą do 1200 koron, w Niemczech - w Hesji - państwo dopłaca do każdej owcy około 30 euro /!!!/.
Gdyby u nas takie możliwości zostały stworzone???
Osobiście z wielkim uznaniem jestem dla poczynań pani Krystyny i wszystkich, którzy się wokół niej oraz tej bardzo ważnej - dla rozwoju regionu - gałęzi rolnictwa skupili.
Z uwagą śledzę zabiegi Stowarzyszenia o rozwój owczarstwa na naszym terenie i życzę mu, aby jego poczynania odbiły się głośnym echem w górskich dolinach i wesołym pobekiwaniem owiec na żywieckich halach.

 

Tekst: Antoni Urbaniec
Foto: Krystyna Stasica

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.