Nad Sołą i Koszarawą - nr 12 (139) - rok  VII - 15 Czerwca 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
PROSTO z MOSTU : SYNDROMU GŁUPOTY POLITYCZNEJ ciąg dalszy

Jeden z wysoko postawionych działaczy partyjno - państwowych pozwolił sobie na zwrócenie mi uwagi, że moje felietony dotyczące życia politycznego są zbyt ostre, ba nawet obcesowe. To znaczy, jak stwierdził, poprzez tą formę pisania zaczynam nie uznawać już żadnych świętości. I tu miał na myśli najwyższy organ państwa, jakim jest Sejm. Moja odpowiedź była tylko jedna. Z tej instytucji cenić trzeba tylko nazwę - symbol wartości demokratycznych w państwie. Natomiast to, co jest w tym tyglu (Sejmie) jest żałosne.
Przecież coraz częściej trzeba się wstydzić za wyczyny posłów, którzy z wypełnieniem obowiązków w stosunku do kraju, a tym samym do swoich wyborców mają tyle wspólnego, co ja z "kurwikami" w oczach jednej z posłanek.
Przykro mi o tym pisać, gdyż uczono mnie zawsze szacunku do władzy, obojętnie, jaka ona była, ale trudno szanować władzę, która się sama nie szanuje. Napisałem w poprzednim numerze, że dzisiejsza scena polityczna to prawdziwy kabaret, z tym, że z reguły w kabarecie widzowie się śmieją, a w tym naszym polskim politycznym kabarecie ludzie też się śmieją, tylko, że śmieją się przez łzy.
W chwili, kiedy piszę felieton nie znam jeszcze wyników zabiegów wokół tworzenia rządu, choć to czasowe bezhołowie i to na drugi dzień po wejściu do Unii Europejskiej o czymś bardzo ważnym świadczy. Jedni twierdzą, że dobrze, że nie ma rządu, bo nikt nie przeszkadza, inni zaś, że brak rządu to idealny czas do robienia "dobrych" interesów, bo jak się to mówi w mętnej wodzie najłatwiej łapie się ryby.
Pisałem swego czasu, że nasi posłowie są tak gremialnie zaangażowani w różne afery korupcyjne, że może przyjść czas, że posiedzenie Wysokiej Izby trzeba odbywać w areszcie. Oczywiście jest to głęboka przesada, gdyż nie można wszystkich mierzyć jedną miarą. Obraziłbym wielu przyzwoitych posłów i senatorów, dla których praca dla dobra Polski jest najważniejszym celem.
Ale wizerunek tych ludzi jest zamglony poprzez kilka czy kilkanaście postaci, dla której wstęp na Wiejską nawet w charakterze turysty winien być dożywotnio zabroniony. Czy miły jest widok trzech posłów z jednego ugrupowania siedzących zamiast w ławach poselskich, w ławach sądowych, którzy oskarżeni są już nie tyle o finansowe przekręty, co stało się prawie że normą, a o przestępstwo przeciw państwu.
I jak sam pisałem i wyznaję nadal tę zasadę, że przed ogłoszeniem wyroku jest zasada domniemania niewinności, to w tym starachowickim przypadku obawiam się że sprawy zaszły tak daleko, że wyroki chyba zapadną.
Cóż, więc, nasze życie polityczne zaczyna być coraz bardziej ubogie, ocieramy się, co chwilę o jakieś tam skandale i wcale nie dziwię się, że są głodówki w więzieniach, bo więźniowie mają przeludnione cele, a jeśli machina sądownicza będzie działać tak jak zaczyna, to naprawdę ci "porządni skazańcy" stracą swoje legowiska wypchnięci przez wysokiej klasy pseudo polityków, urzędników wysokiego szczebla, wojewodów, prezydentów miast, burmistrzów i wójtów.
A wszystko to dzieje się w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej pod okiem Prezydenta, Wysokiego Sejmu i Czcigodnego Senatu. I gdzie tu czas na myślenie o ludziach, tych szarych zwykłych, którzy tworzą ziarno tej polskiej ziemi.
Powie ktoś, to demagogia, przecież sami chcieliśmy tych zmian, uwierał nas socjalizm, byliśmy zaszczuci, działała cenzura, brakowało nam wolności.
Dziś ją mamy, możemy oddychać pełną piersią, pluć na komunę wybrzydzać na władzę. Tylko, że gdzieś zostało zagubione poczucie wartości człowieka i częściej jest On przedmiotem niż podmiotem. To, co piszę jest smutne, ale i okres niewesoły.
Nikt nie ma nic przeciwko bogaceniu się ludzi, byle to bogactwo było wynikiem własnej zdolności czy pracowitości, a nie wynikiem korupcji, zwykłego złodziejstwa czy innych bandyckich metod dochodzenia do fortun.
Prze piętnaście lat przewinęło się na szczytach władzy tysiące ludzi, tych z pierwszego szeregu i tych z "zaplecza". Mój znajomy powiedział kiedyś, że częste zmiany ekip rządzących są bardzo niekorzystne dla gospodarki, bowiem ci, którzy odchodzą już swe sakwy napełnili i gdyby pozostali braliby mniej. Zaś ci nowi pustoszą skarbiec by móc jak najszybciej się najeść, i to do syta.
A teraz coś mniej smutnego, choć też nie do końca wesołego.

CO MOŻE ZROBIĆ ŻÓŁW?
Niby niewiele, a jednak może. Zwierzątko utożsamiane z synonimem powolności trochę jednak u posła Edwarda Płonki narozrabiało. Nie mnie oceniać czy Łucja (tak wg oświadczenia posła zwie się żółw) została przewiercona czy nie. Niemniej jednak powolny żółw wbrew swej naturze nadał szybki rytm postępującym po sobie zdarzeniom. Już dosyć dawno o żywieckich politykach nie pisano na pierwszych stronach gazet w prasie centralnej.
Owszem chciałoby się czytać o ich poczynaniach, ale w innej konwencji. Zgodnie z przyjętą przez nasz dwutygodnik zasadą przyzwoitości dziennikarskiej nie będę komentował dalszych zarzutów, które "Super Ekspres" przytacza. Niemniej jednak pozwolę sobie na osobistą refleksję, która nie jest stanowiskiem redakcji w tej sprawie.
Wychodziłem i nadal wychodzę z założenia, że złożenie przyrzeczenia w Sejmie na wierność Konstytucji RP zobowiązuje. Panie pośle, minęło wystarczająco dużo czasu, aby sprawy nieuregulowane mogły zostać uregulowane. A jak mówi stare rzymskie powiedzenie " żona Cezara winna być poza wszelkimi podejrzeniami". Obawiam się, że pan poseł porządkował swe sprawy w iście "żółwim" tempie. A teraz zamiast atakować trzeba się bronić.
I dlatego z ciekawością oczekuję na pański krok w tej sprawie. Bo jak sam pan napisał w informacji prasowej z 18 maja 2004 r. Cytuję; "gdyby żółw przemówił, byłby moim pierwszym świadkiem w sprawie sądowej przeciwko Super Ekspresowi, którą wytaczam". Życzę żółwiowi dobrego zdrowia a panu posłowi powodzenia.

P.S. Autorkę listu skierowanego do redakcji Dziennika Zachodniego (a w odpisie do mnie) Ludwisię Ołówek proszę o podanie adresu do wiadomości naszej redakcji. Brak uniemożliwia mi jego przedruk w naszej gazecie, bowiem anonimów nie publikujemy.

 

Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.