Opowieści (nie) z tej ziemi - Z flintą na ramieniu, czy...?
Z flintą na ramieniu, czy... Trzymając dziewczynę w ramionach, wywijać piruety, lub posuwistym krokiem argentyńskiego tanga przemierzać balową salę?
I jedno i drugie. Myśliwy powinien w lesie czuć się "jak u siebie w domu" i po mistrzowsku posługiwać się bronią. Zaś na parkiecie, poruszać się z wytworną elegancją pewnie prowadząc partnerkę w tańcu. Bo myśliwy to jest
/a przynajmniej powinien być/ KTOŚ. Łowiectwo, - można powiedzieć - mamy w genach. Było ono niegdyś naszym narodowym zajęciem.
Albin Kryński w swojej książce "Z kart łowiectwa Polskiego" tak o tym pisał:
"W dalekim Arras utkano dla nas wspaniałą kolekcję gobelinów, ludzie o obco brzmiących nazwiskach /.../ wznosili Wawel i Zamość, w Norymberdze i gdzie indziej wykuwali w złocie, srebrze i żelazie relikwiarze, puchary do wina, damasceńską broń i rycerskie zbroje. /.../ Ale łowiectwo i prawie wszystko, co z nim związane - było nasze. Począwszy od wspaniałych puszcz (dziś jeden maleńki ich relikt budzi podziw i zazdrość wielu narodów) i przemierzających je turów, żubrów, niedźwiedzi, czy orłów, po myśliwską broń, sposoby łowów, konie, psy, ubiór, przybór i rubaszny humor".
A i dzisiaj niewiele się zmieniło. Mimo, że postęp cywilizacyjny wycisnął wyraźne piętno na naszej przyrodzie, łowiectwo w Polsce - jego system organizacyjny i wciąż jeszcze w miarę zasobne w dzikiego zwierza knieje - "budzi podziw i zazdrość" wielu myśliwych, głównie z Europy Zachodniej, goszczących u nas często, na "dewizowych polowaniach".
Tylko jest coś, co nas - polskich myśliwych - starych nemrodów - niepokoi...
Drzewij1/ polowania, to było wielkie święto, prawie sąsiedzki, czy rodzinny zjazd. Miały swój niepowtarzalny urok, udzielający się jego uczestnikom nie tylko przy bezpośrednim kontakcie z przyrodą, czy dzikim zwierzem, ale również podczas towarzyszącego im ceremoniału, tak w trakcie, jak i po polowaniu.
Kiedy zbierze się czasem starym myśliwym na wspomnienia, to słuchając ich, mimo woli przypomina się człowiekowi zawarty w czwartej księdze "Pana Tadeusza" niepowtarzalny opis łowów. "Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy"...
Dzisiaj na przebiegu polowań coraz bardziej wyciskają swoje piętno współczesne, pełne pośpiechu i nerwowości czasy. Myśliwi, nierzadko z rykiem motorów "wpadają na zbiórkę" w ostatniej chwili. Podczas polowania bierze się miot za miotem, byle szybciej, byle prędzej zakończyć polowanie. Nawet na przerwę, zapalenie ogniska i krótki odpoczynek na łonie natury nie zawsze starcza czasu, bo ten ma jakąś rodzinną uroczystość, a tamten "ważne" spotkanie. Rzadko gdzie i rzadko kiedy bywa, żeby róg myśliwski ogłosił śmierć zwierza, bądź sygnałem Darz Bór pożegnał zwierzynę na pokocie.
Wchodzące pokolenie myśliwych - nie pamiętające dawnych czasów -, pozbawiane bywa tej tradycyjnej, romantycznej oprawy, jaka ongiś towarzyszyła polowaniom.
Także społeczności wiejskiej nieczęsto udziela się ten odświętny nastrój, towarzyszący niegdyś myśliwskim wyprawom. Ludzie "miastowi" zaś, o polowaniach wiedzą tyle, co przeczytają w - nie zawsze obiektywnej - prasie, a myśliwego znają z przypadkowych spotkań, kiedy, będąc na spacerze, czy wycieczce, natkną się na niego, jak zasadza się na zwierza. Toteż nic dziwnego, że o łowiectwie, o jego pięknych tradycjach, etyce z nim związanej, czy obowiązujących zasadach hodowli i ochrony dzikiego zwierza wiemy niewiele. Myślistwo jako jedna z form - ale nie jedyna - gospodarki łowieckiej zaczyna w naszym społeczeństwie cieszyć się coraz mniejszą popularnością.
Polski Związek Łowiecki, pragnąc się temu przeciwstawić, od kilkunastu lat zwraca coraz większą uwagę na potrzebę zachowania naszych pięknych tradycji łowieckich oraz przestrzeganie przez myśliwych, zasad etyki łowieckiej i kultury tak na polowaniach, jak i w codziennym życiu kół łowieckich. Aby poczynania Związku nie były tylko "Łabędzim śpiewem" postanowiono powołać przy Okręgowych Radach Łowieckich, Komisje Kultury i powierzyć im zadanie podtrzymywania tradycji i szerzenia zasad etyki i kultury.
Komisja Kultury przy Beskidzkiej Okręgowej Radzie Łowieckiej, powierzoną jej misję potraktowała niezwykle poważnie, podejmując wiele inicjatyw. Między innymi kol. kol. Adam Madzia i Marian Wilczek opracowali „Zwyczaje i ceremoniał łowiecki na polowaniach zbiorowych”, które w kieszonkowym wydaniu dotarły do wszystkich kół.
Z inicjatywy Komisji w bieżącym roku - już po raz drugi - spotkali się przewodniczący Komisji Kultury ORŁ Polski Południowej, aby dzielić się swoimi doświadczeniami w tej działalności i rozważać możliwości jak najlepszego dotarcia do kół łowieckich. Z myślą o dotarciu do jak największej ilości kół postanowiono wydać poradnik dla zarządów Kół Łowieckich, w którym znajdą się najważniejsze sprawy związane z: zwyczajami i ceremoniałem łowieckim, łowieckim strojem organizacyjnym, sztandarem, kroniką koła, organizowaniem wystaw łowieckich, a także z prowadzeniem edukacji ekologicznej wśród młodzieży szkolnej. Poradnik ten, jeżeli będzie takie zapotrzebowanie może także służyć pomocą kołom w innych regionach kraju.
Na wniosek Komisji Kultury przy BORŁ powoływani są także w poszczególnych kołach myśliwi, odpowiedzialni za sprawy upowszechniania kultury, etyki i tradycji łowieckich. W dniu 1. 04. br. w siedzibie BORŁ w Bielsku - Białej odbyło się kolejne spotkanie poświęcone w/w sprawom. Szkoda tylko, że z Żywiecczyzny w spotkaniu tym wzięli udział tylko przedstawiciele Koła "Beskid" z Żywca i "Puszczyk" z Łodygowic.
O problemach omawianych na tym spotkaniu napiszę w innym numerze NSiK.
Może wówczas Zarządy pozostałych kół uświadomią sobie lepiej, że życie naszego związku nie kończy się tylko na gospodarce łowieckiej i polowaniach.
Stary Nemrod