Co się stało z naszą klasą?
Minęło równo 35 lat od tego maja, kiedy to my - absolwenci Liceum Pedagogicznego - zdawaliśmy maturę. Wtedy tak samo jak dzisiaj kwitły kasztany wokół Kościoła Św. Krzyża, tak samo szykowaliśmy ściągi i tak samo krążyły dyżurne tematy, które mogły pojawić się na tablicy. A potem rozdanie świadectw, ostatnie zdjęcie z nauczycielami i ... wielka niewiadoma. Wielu wybrało studia, część od razu stanęła twarzą w twarz z uczniami. I chociaż obiecywaliśmy sobie, że będziemy utrzymywać kontakty, to wyszło inaczej. Każdy miał już swoje (jakże odmienne od tego szkolnego) życie. Ktoś się ożenił, ktoś wyszedł za mąż, komuś powinęła się noga na egzaminie, inny wybrał życie za granicami Polski. I kiedy już mieliśmy w miarę ułożone swoje życiowe drogi, kiedy dzieci trochę podrosły, kiedy częściej już zaczynało się myśleć o tym, co będzie za parę lat, pojawiła się myśl: a może by tak spotkać się ze swoimi z Va? Pogadać, powspominać, a przede wszystkim zobaczyć się. Bo to jest przecież najważniejsze. Projekt powstał z racji imieninowego spotkania jednej z koleżanek. Tam, w gronie czterech od lat utrzymujących kontakt osób, zawiązała się grupa organizacyjna pierwszego po 20 latach zjazdu koleżeńskiego. Był to najtrudniejszy organizacyjnie zjazd. Ludzie porozjeżdżali się, dziewczęta zmieniły nazwiska, utracone zostały kontakty. Jednak pełna determinacji praca zaowocowała spotkaniem w restauracji "Malwa". Spotkanie poprzedziła Msza Święta w Kościele Św. Krzyża, którą sprawował nasz szkolny kolega, Józef Mrowiec. Byli nasi nauczyciele. Zabrakło tylko naszej ukochanej wychowawczyni, poważnie chorej, pani Władysławy Cader, którą odwiedziliśmy w domu. To był naprawdę cudowny, wspaniały czas.
A potem spotkania odbywały się regularnie. I chociaż nigdy nie był to klasowy komplet, to przecież sama świadomość, że jeszcze jesteśmy, dodawała sił, podtrzymywała na duchu. Nie obywało się bez atrakcji: a to ktoś przyniósł szkolną, licealną legitymację i ofiarowywał znaczną gotówkę, jeśli ktoś pochwali się taką samą. Inny znowu skomponował, zagrał i zaśpiewał piosenkę ułożoną specjalnie na tę klasową imprezę. Nie brakowało też tańców, śpiewu i grania na instrumentach, bo przecież my wszyscy przez pięć lat nauki szkolnej mieliśmy bardzo bliski kontakt z muzyką. Tego się nie zapomina. Pamięta się również zabawne historie, dowcipy i ciekawe sytuacje, które przeżywaliśmy wspólnie przez okres licealnej edukacji. Każdy z nas ma swoje wspomnienia, każdy o czymś innym pamięta i to jest wspaniałe, bo to tworzy naszą, dawną już, ale naszą historię.
W tym roku 22 maja spotkaliśmy się znowu. Było nas 29 osób. W rodzinnej atmosferze, którą zagwarantował nam kolejny nasz kolega, Adam Stasica w swoim hotelu "Róża", nie było końca wspominkom, radości z kolejnej, danej nam przez los, możliwości wspólnego spotkania. Należy tu serdecznie podziękować organizatorom poprzednich jak i tego spotkania, bo przecież to jest wielka praca i wysiłek. Kreśląc te wspomnieniowe rozważania, zastanawiałam się jak zatytułować to pisanie. Pomyślałam, że tekst piosenki "Nasza klasa" niedawno zmarłego Jacka Kaczmarskiego dokładnie oddaje atmosferę tych naszych rocznicowych spotkań.
"Odnalazłem klasę całą -
Na wygnaniu, w kraju, w grobie,
Ale coś się pozmieniało,
Każdy sobie żywot skrobie -
Odnalazłem całą klasę
Wyrośniętą i dojrzałą,
Rozdrapałem młodość naszą,
Lecz za bardzo nie bolało ...
Już nie chłopcy lecz mężczyźni,
Już kobiety nie dziewczyny
Młodość szybko się zabliźni
Nie ma w tym niczyjej winy;
Wszyscy są odpowiedzialni,
Wszyscy mają w życiu cele,
Wszyscy w miarę są - normalni,
Ale przecież to niewiele ..."
Żegnając się ze sobą niedzielnego ranka 23 maja życzyliśmy sobie nawzajem, aby nasze następne jubileusze były już niedługo, bo przecież nie zostało nam już wiele czasu. Dlatego też spieszmy się do następnej rocznicy. Może za rok? Tak, na pewno za rok!
Absolwentka kl. Va Liceum Pedagogicznego - rocznik 1969