Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (138) - rok  VII - 1 Czerwca 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
PROSTO Z MOSTU

RECENZJA I OCENA Przeraziłem się nie na żarty, kiedy to Pani redaktor Marianna Lach w Dzienniku Zachodnim (z 7 maja 2004 r. Nr 19) „zagięła na mnie parol” przypinając mi łatkę recenzenta. To bardzo miłe z Pani strony. To mnie nawet nobilituje, bo gdzie mi tam do potężnego dziennika, który jak Pani pisze, „ bo Dziennik jest gazetą informującą, a nie usiłującą zdyskredytować wątpliwie konkurencyjne inne media lokalne”. Sam miód płynie z pani ust oczywiście przelany na wątpliwej jakości papier. O ile Pani pozwoliła sobie określić mnie mianem recenzenta to jeszcze rozumiem natomiast nie wiem kto Panią upoważnił do wystawienia oceny naszej „kolorowej gazetki” wykonanej na kredowym papierze z równie gładkimi polerowanymi wiadomościami, po których wszystkim, zwłaszcza władzy, robi się słodko.
I tu już szanowna Pani przekroczyła granicę dobrego smaku, zwłaszcza w polemice dziennikarskiej. Powiem prosto z mostu, Pani nadepnęła mi na odcisk. A ja tego nie lubię. A jeszcze bardziej nie lubię, jeśli ktoś próbuje wmówić mi „włazidupstwo” w stosunku do lokalnej władzy. Jest Pani chyba jedną z nielicznych, która mnie i to właśnie mnie, może o to posądzić.
Dalej nie będę polemizował, stwierdzę tylko jedno. Na pewno nauczyła się Pani pisać, w co nie wątpię, ale czytać chyba niestety jeszcze nie. Tyle na dzisiaj w tym temacie.

WOLNE ŻARTY W SEJMIE
W związku z tym, że opis lokalnych sensacji opanowała wspomniana wyżej Pani Marianna, (szczytem hipokryzji jest artykuł demaskujący „zbrodnie” wójta gminy Lipowej Pana Wojciecha Zuziaka) postanowiłem zająć się polityką przez duże P. Z przecieków Sejmowych docierały do mnie informacje jakoby posłowie i senatorowie obecnego parlamentu w tajemnicy przygotowują specjalną ustawę o zabezpieczeniu materialnym posłów, którzy po skończonej kadencji nie będą mogli znaleźć pracy i otrzymają dozgonną dodatkową emeryturę do wysokości 1600 złotych miesięcznie. Z początku uznałem to za kiepski żart, aż do momentu, kiedy natknąłem się na artykuł zamieszczony w „Newsweek- Polska” z 4 04 2004 nr 14/2004 pod tytułem „Posłowie specjalnej troski” autorstwa redaktora Antoniego Pawlaka.
I tu zaczął mnie szlag trafiać. Jeśli to prawda, to jest to kolejny nieuzasadniony przywilej władzy. Przecież wiemy, że nasi parlamentarzyści korzystają z licznych przywilejów nawet takich śmiesznych, że nie muszą płacić podatku od psa tak jak niewidomi. A chodzi tu o kwotę niebagatelną, bo całych 30 złotych rocznie. Kpina.
Zadaję sobie więc pytanie. To do jasnej cholery, cóż my to mamy za posłów, którzy po skończonej kadencji nie umieją znaleźć sobie pracy i idą na bezrobocie? Przecież to paranoja. Jeśli taki jeden z drugim poseł nie dostaje się na drugą kadencję do parlamentu, to tak jakby został dyscyplinarnie wyrzucony z pracy. W normalnych warunkach zatrudnienia nie dostaje się nawet 6 miesięcznego zasiłku dla bezrobotnych, a tu ma być dożywotnia renta. Toż to woła o pomstę do nieba. Czytałem niedawno, że niejaki poseł SLD bohater „Big Brothera” Sebastian Florek zapytany, co robił przez parę lat posłowania, odpowiedział, że... robił dzieci. To faktycznie z tego nie da się wyżyć.
Przecież te ewentualne renty idą z budżetu państwa, a więc z naszych podatków. I ja mam płacić za, jakichś tam Kalinowskich, Wrzodaków czy Lepperów, albo za panią Hojarską. Niedoczekanie. Pozwolę sobie zacytować fragment tekstu red. Antoniego Pawlaka z tego „Newsweeka” – „ Szef sejmowej komisji finansów Mieczysław Czerniawski bagatelizuje rozmiary tego ewidentnego skandalu. – Bądźmy szczerzy, taki wydatek budżetu nie zrujnuje – mówi. Tymczasem dziennikarze „Super – Ekspresu” obliczyli, że 1600 złotych na parlamentarzystę to blisko 11 mln złotych netto. A to spokojnie wystarczyłoby na całoroczne utrzymanie ponad 3 tyś. dzieci żyjących z Funduszu Alimentacyjnego albo na dzienne utrzymanie 100 tyś. sierot.
Od 1991 roku na Uniwersytecie Harvarda przyznaje się nagrodę AntyNobla (Ig Noble). Nagrodę tę wręcza się za najgłupsze badania naukowe i inne osiągnięcia, „których nie można i nie powinno się powtarzać”.Polscy parlamentarzyści tej nagrody nie zdobyli, co jest kolejnym dowodem na to, że państwa Unii Europejskiej traktują nas po macoszemu. Ale jak słychać w okolicach kapituły, IgNoble, nasi posłowie są poważnie brani pod uwagę jako niemal pewni kandydaci do nagrody w przyszłym roku.”
Przecież dla tych nieudaczników jest rozwiązanie. Jakaś partia wystawiała ich na swoje listy. A jak wiadomo z budżetu państwa są finansowane partie, co dla mnie jest kolejnym polskim paradoksem. To niech kierownictwo tej partii płaci jałmużnę temu nieborakowi. I dopiero wtedy poszczególne partie zastanowią się, jakich ułomków mają w swoich szeregach, gdy będą ich musieli dożywotnio finansować.

SYNDROM GŁUPOTY POLITYCZNEJ
To, co się w kraju dzieje to jakiś „syndrom głupoty politycznej” zaś „kabaret na Wiejskiej” trzyma się dobrze. Podział na lewicy to harakiri dla jej zwykłych członków. Buta Millera i jego ekipy spowodowała największy od początku transformacji ustrojowej kryzys państwa. Najgorsze jest to, że rządzący mówią o poprawiających się wskaźnikach wzrostu gospodarczego a społeczeństwo klnie, na czym świat stoi widząc przed sobą mur nie do pokonania. Partykularyzm poszczególnych ugrupowań połączony z głupotą niektórych przedstawicieli powoduje to, że niedługo stanie się coś, czego naród nie potrafi wytrzymać, a władza niezależnie od orientacji zostanie zdmuchnięta. Tylko, co dalej?
I tym „optymistycznym” akcentem kończę dzisiejszy felieton. Obyśmy tylko zdrowi byli, bo służba zdrowia też w rozsypce.

 

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.