Ceńmy ludzi dobrej roboty
Nareszcie jesteśmy w Unii Europejskiej, ale czy faktycznie staliśmy się Europejczykami to się dopiero okaże. Europa, określana przez nas dotąd jako Zachodnia, ma ogromny szacunek do pracy i ceni sobie ludzi dobrej roboty.
A jak u nas z etosem pracy?
W latach mojej młodości każdy zawód był szanowany i poważany. Nie ważne było czy ktoś jest szewcem, krawcem, stolarzem, urzędnikiem, czy jakimś dygnitarzem, ale jakim jest fachowcem, jakim człowiekiem. Szukało się dobrego krawca, kowala, czy szewca.
A dzisiaj?
Zaczyna nam się dawać we znaki coraz większa bieda. Bezrobocie zbiera obfite żniwo, szczególnie wśród młodzieży. A równocześnie, kiedy poszukuje się ludzi do zwykłej, fizycznej pracy to bywa, że znaleźć ich trudno. Każdy chciałby być urzędnikiem. A wszyscy wyczekują, kiedy nastąpi hossa w naszej gospodarce i będzie można wybierać, przebierać w ofertach pracy, jak dawniej. Życzyć by należało bardziej dynamicznego rozwoju naszego kraju i wzrostu ilości miejsc pracy, ale niestety, b e z r o b o c i a już nie zlikwidujemy.
Jest ono nieodłączną częścią składową systemu gospodarczego, który w ramach transformacji społeczno ustrojowej od kilkunastu lat wprowadza się w naszym kraju.
Niezwykle dynamiczny postęp naukowo - techniczny i coraz większa automatyzacja procesów produkcyjnych rodzą nową formę bezrobocia określanego bezrobociem strukturalnym. Bezrobocie to jest wynikiem zastępowania ludzi przez roboty i w miarę nasycania przemysłu nowymi środkami produkcji będzie się zwiększać. Możemy, więc mówić tylko o większym, lub mniejszym ograniczaniu bezrobocia, ale istnieć ono będzie.
Stąd ludzie powinni zacząć myśleć sami, jak ratować się przed bezrobociem. Jak szukać dla siebie zajęcia. Wszak praca uszlachetnia i to wcale nie jest slogan!!!
Szczególnie dotyczy to wsi. Także naszej żywieckiej, niezwykle przeludnionej wsi, dysponującej bardzo dużymi zasobami niewykorzystanej, - niejednokrotnie wysoko kwalifikowanej siły roboczej.
Ta nieproduktywna siła robocza, to jest ogromny kapitał, który umiejętnie „zainwestowany” w rozwój rolnictwa, turystyki, czy usług mógłby z Żywiecczyzny uczynić prawdziwie „mlekiem i miodem płynącą” ziemię obiecaną.
Byłem nie tak dawno na wczasach w Grecji. Mieszkaliśmy w tzw. apartamentach.“Taki „apartament” na prywatnej kwaterze składał się z przedpokoju, pokoju, kuchni i łazienki z pełnym wyposażeniem włącznie z kompletem naczyń. W jednej dwu – trzypiętrowej willi takich apartamentów było kilka. Właściciele willi wyglądali, więc na ludzi zamożnych. Zaskakiwało nas jednak to, że w ogrodach przy wielu willach, nawet na niewielkich działkach, ich właściciele uprawiali warzywa, a nawet ziemniaki, aby mieć na własne potrzeby, czy dla stołujących się turystów. Jakie szanowanie każdego skrawka ziemi!
Jakie liczenie się z pieniądzem!!!
Kiedy patrzymy na te, leżące odłogiem, zachwaszczone, tysiące hektarów pól, u nas i tylko u nas, bo nawet u najbliższych sąsiadów tego nie uświadczysz, to w głowie się nie mieści, że jeszcze w drugiej połowie ubiegłego wieku, ta odłogująca ziemia była w cenie.
Nawet na stromych stokach szumiały łany zbóż, bujna nać ziemniaczana obsypywała się kwieciem, zaś każda miedza wyżęta była sierpem, a trawą znoszoną w płachcie, bądź koszu karmiono bydłu przy dojeniu.
Wracając wspomnieniami do tamtych czasów wcale nie mam zamiaru nawoływać ludzi do ciężkiej, mało produktywnej harówki. Zmieniły się czasy, ludzie są coraz wszechstronniej wykształceni i – chciałoby się powiedzieć – lepiej przygotowani.
Mogą, więc i powinni wykorzystać swoją wiedzę do lepszego ułożenia sobie życia.
Jesteśmy w Unii Europejskiej. Otwiera się przed nami możliwość korzystania ze środków z Unii Europejskiej, a także okazja do bezpośredniego kontaktu z innymi rolnikami. Podpatrzenia ich sposobu gospodarowania i korzystania z udogodnień, jakie stwarza otwarty rynek. O środki te trzeba jednak umieć zabiegać. Otwarty rynek zaś, niesie nie tylko udogodnienia, ale także większą, mocną, czasami wręcz brutalną konkurencję. Mamy wiele atutów, aby jej sprostać i wyjść na swoje.
Czy będziemy je umieli wykorzystać???
W poprzednim numerze „Nad Sołą i Koszarawą” informowałem o możliwościach rozwoju owczarstwa. Teraz chciałbym zachęcić do zainteresowania się chowem bydła.
Co prawda hodowla i chów bydła jest przez zobowiązania unijne limitowany, ale to wcale nie oznacza, że i ta produkcja nie jest opłacalna.
Krystyna Stasica – instruktor Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Żywcu, a zarazem prezes Stowarzyszenia Hodowców Owiec i Kóz i zdrowej żywności, na Żywiecczyźnie uważa, że myśmy powinni hodować bydło głównie na zaopatrzenie rodziny, sąsiadów, turystów i wczasowiczów, jako, że na zbyt mleka do przetwórstwa w mleczarniach, nasze niewielkie gospodarstwa rolne nie bardzo mają, co liczyć. Poleca powrót do hodowli i chowu bydła ras rodzimych, tych, które w naszych warunkach były sprawdzone, głównie bydła rasy polskie czerwonej. Jest to bydło odporne, przyzwyczajone do bytowania w warunkach górskich, płodne. Być może nie daje rekordowych udojów, ale jego mleko jest niezwykle smaczne i zawiera duży procent tłuszczu. Wypasane w górach, na łąkach nie skażonych ciężkimi metalami i nawożonych naturalnie, może z powodzeniem konkurować o najwyższe noty w ocenie „zdrowej żywności”.
Można także nastawić się na tucz bydła opasowego i hodowlę krów – mamek. W tym wypadku cielę ssie mleko krowy wprost na pastwisku i odchowane w ten sposób daje duże przyrosty. Zdrowotność bydła wypasanego na pastwiskach górskich jest duża, stąd także ze zbytem, nie tylko na lokalne potrzeby nie powinno być kłopotów.
Powiadają, że do odważnych świat należy. Nie pozostaje, więc nic, jak zakasać rękawy, zabrać się do roboty i zagospodarowywać nieużytki. Polacy na zachodzie cenieni są jako ludzie zdyscyplinowani, pracowici i wszechstronnie uzdolnieni. Dlaczego takimi nie możemy być u siebie w kraju? Dlaczego mamy pracować u kogoś, jak wyrobnicy?
Czy nie stać nas na to, abyśmy pracując u siebie czuli dumę z faktu, że pracujemy na swoim?
I tam i tu nie spadnie nam gotowa manna z nieba. Na efekty trzeba pracować ciężko i nieraz długo. Jest jednak zasadnicza różnica pracować tam, a tu!!!
Tam siejesz, a plony zbiera kto inny.
Tym, którzy zdecydują się siać na swoim życzę wspaniałych urodzajów, takich, które w dwójnasób wynagrodzą ich pracowitość.
Antoni Urbaniec