Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (135) - rok  VII - 15 Kwiecień 2004

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Owczarstwo

Kiedyś Żywiecczyzna w owczarstwie – obok Podhala była potęgą. Dziesiątki tysięcy owiec pasło się na żywieckich halach. Jeszcze na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku było ich około 14 tysięcy. Jak wspomina jeden z najznakomitszych baców – Stanisław Majewski z Korbielowa, trzeba było nie lada zabiegów, aby wydzierżawić jak najlepsze hale, a i to czasami, kiedy owce wyskubały trawkę prawie do ziemi, a słońce wypaliło resztę, wpuszczano cichaczem owce do „pańskiego lasu”, aby posiliły się świeżą, zieloną trawką między młodnikami. Bywało, że kończyło się to kolegium orzekającym, ale gazdowskie sumienie nie mogło patrzeć na głodujące owce. Dzisiaj owce zeszły z gór. Ściskało się serce bacy Majewskiemu, kiedy zeszłego lata towarzysząc wycieczce szkolnej swojej córki od Romanki poprzez Rysiankę i wszystkie pozostałe hale, aż do Pilska nie zobaczył nawet kosmyka owczej wełny / przysłowiowej kudły/ na przydrożnym smreku. No cóż. Owce nie tylko zeszły z gór. Owce coraz bardziej znikają z górskiego krajobrazu. Pozostało ich u nas zaledwie koło tysiąca. Większe stada owiec posiadają gazdowie: Bednarz w Ciścu, Gruszka w Żabnicy / który ostatnio podjął się bacowania na hali Boraczej i chwała mu za to/, Kamiński w Krzyżówkach, Majewski w Korbielowie, Mrowiec w Świnnej, Stefko w Cięcinie, Zawada w Ciścu. Owce posiada także, Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna „Płomień” w Milówce, która jako jedyna ostała się na Żywiecczyźnie i dzięki ogromnemu zaangażowaniu i uporowi jej prezesa – prof. dr – Stanisława Gąsiorka, nadal wypasa owce i to głównie na górskich halach: Będoszce, Praszywce i Rycerzowej.

Pozostali posiadacze owiec wypasają je na polach poniżej dolnej granicy lasu, tam gdzie dawniej złociły się łany zbóż. I dobrze, że wypasają na tych polach, bo inaczej zarosłyby chwastami, tak jak większość innych. Patrząc na to marnotrawstwo ziemi też serce może człowieka rozboleć.

Owce znikają z górskiego krajobrazu, a nam pozostają – coraz bardziej tylko w pamięci – wspaniałe tradycje, zwyczaje i obrzędy pasterskie – „odświeżane” raz do roku wiosennym redykiem w Korbielowie.

Tradycje. Właśnie te tradycje, których tak bardzo zazdroszczą nam sąsiedzi z za miedzy. Mówił mi prezes Śląskiej Izby Rolniczej – Piotr Kufel o westchnieniach szefa Kombinatu Rolnego z Nowoci – Józefa Kondeli. Kombinatu gospodarującego na 1500 hektarowym areale i zajmującego się hodowlą owiec, oczywiście z myślą o robieniu „dobrego interesu” w Unii. Wzdychał ponoć i mówił: „My mamy owce, mamy nowoczesną bazę przetwórczą, a wy macie tradycje i nam na współpracy z wami bardzo zależy ”.

Ale oni na Orawie / na samej Orawie!!/ mają 22 tysiące sztuk owiec – matek, a my na Żywiecczyźnie około /jednego!!! / tysiąca.

My też moglibyśmy mieć tych owiec więcej niż posiadamy – twierdzi prezes Stowarzyszenia Hodowców Owiec i Kóz na Żywiecczyźnie – Krystyna Stasica, gdyby władze doceniały potrzebę rozwoju owczarstwa. Na Słowacji – mówi - od wielu lat hodowcy owiec – w oparciu o tzw. Ustawę górską - otrzymują liczące się dotacje od państwa do każdego ha pola użytkowanego przez owce, do każdej owcy – matki oraz do mleka owczego i bundzu. U nas dopiero od 1997 r. gospodarze posiadający więcej niż 15 sztuk owiec – matek, otrzymują po 40 zł. dopłaty do każdej matki. Nie jest to wiele, ale – powiada – już ta dopłata przyczyniła się do zahamowania spadku pogłowia owiec. Szkoda, że dopłaty unijne nie obejmują owiec i krów, a tylko użytki rolne, bo to – przy braku ustawy o terenach górskich – stawia nasze rolnictwo w niezbyt korzystnej sytuacji i nie zachęca do wykorzystania drzemiących w naszych rolnikach tradycji hodowlanych.

Posiąść kunszt w jakiejkolwiek dziedzinie nie jest łatwo. Trzeba na to lat, a czasami nawet pokoleń. My ten kapitał mamy od zawsze. Nasi bacowie doskonalili go nawet w Alpach Szwajcarskich. Wspominał mi o tym- nie żyjący już Marcin Bryja z Glinki, człowiek, który bacował na Krawcowym Wierchu prawie 40 lat, u którego praktykowała większość beskidzkich baców. Dobrze by było zrobić użytek z tego kapitału, tym bardziej, że szanse na rozwój owczarstwa po naszym wstąpieniu do unii będą szczególnie duże. Bodaj czy nie największe w całej rolniczej działalności.

Aby jednak ten użytek zrobić, potrzebna jest – jak mówi dyrektor Zespołu Szkół Rolniczych z Moszczanicy – Czesław Malinka – świadomość ekonomiczna i ekologiczna. Ekonomiczna, gdyż jest to można powiedzieć najmniej pracochłonny sposób wykorzystania ziemi, przynoszący znaczne efekty. Ponadto rolnicy powinni wiedzieć, że rozwój produkcji owczarskiej nie podlega żadnym ograniczeniom. Istnieją możliwości zbytu –głównie w eksporcie każdej ilości jagniąt / ponoć mieliśmy ofertę z krajów arabskich idącą w miliony sztuk, której nie byliśmy w stanie zrealizować /. Uzyskaliśmy certyfikat na produkcję oscypka, który także może stać się towarem eksportowym. Ekologiczna, bo wypas owiec jest najbardziej przyjazny dla środowiska. Owce nie tylko nie niszczą hal czy łąk, ale przy umiejętnym koszarzeniu, hale te nawożą, zapewniając bujny rozwój traw i wielu wspaniałych ziół. Wszak rolnik na Żywiecczyźnie jest bardziej pielęgniarzem przyrody, terenu, krajobrazu, aniżeli producentem rolnym. Poprzez właściwe wykorzystanie ziemi przyczynia się do zachowania tego, niezapomnianego widoku, jaki cieszy wzrok turysty i wczasowicza, kiedy widzi pełne soczystej zieleni łąki i pola, pasące się kierdele owiec, czy podśpiewującego juhasa:

Hej idom se idom łowiecki granicom
Łowcorzycek za nimi,
łowcorzycek za nimi
Hej wywijo palicom.

Spróbujmy podjąć działania wszyscy, razem, aby wciąż żywe u nas owczarskie tradycje nabrały ekonomicznego sensu, a żywieckie gronicki zapełniły się owcami.

Pamiętam, że kiedy z początkiem lat 60 – tych ubiegłego wieku chcieliśmy ożywić amatorski ruch ludowy na Żywiecczyźnie, to wspólnie z ówczesnym kierownikiem Referatu Kultury PPRN w Żywcu – Tadeuszem Trębaczem utworzyliśmy m.in. szkółkę dudziarzy w Pewli Wielkiej i dudziarze – nie tylko w Pewli Wielkiej – grają, a grają po dzień dzisiejszy.

A może by tak Beskidzkie Stowarzyszenie Rozwoju Obszarów Wiejskich i Kształcenia Ludności, wspólnie ze Stowarzyszeniem Hodowców Owiec i Kóz oraz Zespołem Szkół Rolniczych w Moszczanicy podjęło się kształcenia baców??? Może znów zaczęłyby zbyrceć zwonecki na żywieckich halach???

 

Tekst: Antoni Urbaniec, zdjęcia: Grażyna Starońka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.