Prosto z mostu: "Dla kogo ten bank ?"
Adresatem tego felietonu jest dyrekcja Oddziału P.K.O. w Żywcu, ta która ma swoja siedzibę w Rynku. Zdaję sobie z tego sprawę, że wiele spraw, które poruszę są poza zasięgiem możliwości lokalnej dyrekcji. Ale jest jeszcze Bielsko, Katowice, czy wreszcie sama Warszawa.
Chciałbym, aby tym felietonem podparła się pani dyrektor z Żywca by unaocznić skalę problemów, z jakimi spotykają się w tej firmie nie tylko klienci, ale i zwykli pracownicy tego banku. Oglądając filmy zachodnie postrzegam banki jako oazy ciszy i spokoju, bo i problemy i decyzje, jakie zapadają w nich tego właśnie wymagają.
Wreszcie banki, jak widzę, czytam, czy słyszę, zawsze wychodzą naprzeciw klienta, bo nie ma zresztą co udawać, że z tego klienta żyją i to chyba całkiem nieźle. Nie próbuję ustosunkować się do polityki pieniężno – kredytowej, bo od tego są wysoko postawione instytucje (Rada Polityki Pieniężnej) kierowana chyba przez prezesa NBP, bo robią to za mnie tęższe głowy, a wśród nich, a może i na czele pan Lepper ze swoim sztandarowym hasłem „Balcerowicz musi odejść”. Choć ktoś tu chyba ma całkiem kiepsko poukładane w głowie, jeśli odsetki od kredytu są w naszych bankach cztery razy wyższe niż stopy procentowe od oszczędności. Ale kij z nimi.
Wracam na nasze podwórko. Ogólnopolska reklama czy jak kto woli propaganda spowodowała to, że ludzie nie tyle, co zaczęli oszczędzać, ale zaczęli korzystać z kart kredytowych czy jak kto woli kart do bankomatów. W ramach likwidacji punktów kasowych w istniejących jeszcze zakładach czy urzędach, sprawę wypłat wszelkiego rodzaju świadczeń pracowniczych zarządzający przekazali bankom. I wypłatę tych świadczeń w Żywcu oddział chętnie przyjął (na pewno zresztą nie za darmo).
I tu zaczyna się cyrk. Mój znajomy w pewnym towarzystwie chwaląc się z osiągnięć nowego systemu politycznego, jako jedną ze zdobyczy po ukatrupieniu socjalizmu, dał przykład likwidacji kolejek po wszelkie dobra doczesne. A ja mu na to. Kolego, ty niestety nie grzeszysz mądrością. W Żywcu przykładem, a właściwie podtrzymaniem tego siermiężnego socjalizmu jak go nazywasz jest właśnie żywiecki Oddział P.K.O. i to właśnie w centralnym punkcie miasta. Codzienne kolejki przed bankomatem (zresztą często nieczynnym, albo z winy technicznej albo z braku gotówki) to właśnie obraz tamtej epoki. Jeśli dodam, że na terenie miasta są tylko 2 ( słownie d w a bankomaty należące do PKO) to mamy obraz tej degrengolady. Chciałbym, aby decydenci, a przede wszystkim ci, którzy odpowiadają za rozwój sieci bankomatów usłyszeli kwieciste słowa pod swoim adresem.
Chyba mało miał ktoś wyobraźni, że zamknął żywiecką sieć na tych dwóch bankomatach. Widzę to, na co dzień, a szczególnie widziałem to w czasie ferii zimowych jak na mrozie czy w czasie zawieruchy młodzi i starsi, mężczyźni i kobiety stali i cierpliwie czekali w kolejce prosząc Boga by przed nimi nie pojawił się napis „Przepraszamy, bankomat chwilowo nieczynny”. Co, myślicie, że ci ludzie się modlili – nie - po prostu klęli i złorzeczyli, na czym świat stoi. Przecież do jasnej cholery Oni wszyscy tam stali i czekali na s w o j e pieniądze. Jeszcze gorzej może być w czasie wakacji
To na dworze. A co w środku banku? Tłumy ludzi od rana aż do zakończenia pracy stoją grzecznie w kolejkach (trzech) i czekają też tylko na s w o j e pieniądze, albo z tymi pieniędzmi przychodzą by zapłacić bieżące świadczenia. I tu również pod adresem decydentów sypią się niecenzuralne słowa. Apogeum rozpaczy kolejkowiczów są okresy wypłat pracowniczych jak również wypłat świadczeń z tytułu wojennych odszkodowań.
I te hece, bo jak inaczej to można nazwać dzieją się w okresie, kiedy bank PKO przeżywa okres hossy, wymyśla coraz nowsze sposoby korzystania z kredytów i wydaje ogromne kwoty na tzw. marketing, czyli mówiąc po polsku reklamę, zwaną dawniej propagandą.
Piszę o tym, dlatego że ktoś odwrotnie chyba w centrali pojął rolę banku, bo jak na wstępie powiedziałem to chyba nie, z czego innego, a z klienta ten bank żyje. A więc nos, dla tabakiery czy tabakiera dla nosa?
Aby czytający nie myślał, że jestem malkontentem to powiem, że nie wszystko w tym banku jest takie złe. Jestem jego stałym klientem od 15 lat, gdyż od początku powstania mojej firmy właśnie PKO jest dysponentem jej środków. Powie ktoś. Panie pan jesteś wariat, więc przenieść się pan do innego banku i nie marudź pan (a tych różnych banków w Żywcu jest chyba z osiem).
Otóż nie. Przyczyna mojego „przywiązania” do tegoż banku tkwi gdzie indziej. W tych trudnych warunkach techniczno – lokalowych wspaniałą atmosferę tworzy załoga, a szczególnie te panie, które mają bezpośredni kontakt z klientem. Będąc prawie codziennie w banku, podziwiam przede wszystkim obsługę kas. Życzliwe panie, które muszą znosić ciężar zatłoczonego pomieszczenia potrafią się uśmiechnąć nawet wtedy, gdy przygnębiony klient dowiaduje się, że chwilowo na jego koncie nie ma ani grosza, mówiąc mu, że na pewno już jutro wpłyną. Choć byłaby to nieprawda klient odchodzi jakby uspokojony. Panie zza okienka (ostatnio i jeden pan) narażone są na docinki kolejkowiczów, którzy właśnie na nich wyładowują złość za to, że bankomat nieczynny, że kasjerka ślamazarna, ( choć wcale tak nie jest). Ale nie zdarzyło mi się widzieć z ich strony ani buty ani arogancji, choć gdybym ja siedział po ich stronie okienka to niejeden niesforny klient na pewno by oberwał (słownie).
Przebywając czy to na sali kasowej czy też na piętrze podziwiam nieraz, z jakim przejęciem panie tłumaczą klientowi, który nie może zrozumieć najprostszych zagadnień. A szczególnie podziwiam Je za to, że potrafią przekonać klienta, że niestety, ale w tej czy innej sytuacji nie da się przyznać kredytu. Również w bezpośrednich rozmowach z klientami z jednostek gospodarczych z miasta i okolic można wyczuć, że obsługujące nasze konta firmowe panie są jakby częścią naszych załóg. To samo zresztą dotyczy zespołu pań, które pomagają nam w uzyskiwaniu kredytów dla naszych firm. Tu jest tak, że to One mają z nami więcej kłopotów niż my z Nimi.
Dlaczego o tym piszę? Bo z jednej strony często niewłaściwa polityka w zakresie inwestowania w lokale i urządzenia, której autorami są anonimowi nieudacznicy z centrali czy województwa wyciska piętno na tej instytucji Z drugiej zaś musi być łagodzona urokiem, życzliwością i kulturą tych, którzy narażeni są na odruchy niezadowolenia, a często i wulgaryzmu ze strony klientów mających absolutną rację. I żywiecki Oddział jest tego absolutnym przykładem.
Chciałbym, aby mój felieton, który być może nietrafnie adresowany jest do dyrekcji żywieckiego Oddziału PKO pomógł kierownictwu tej jednostki do starań o doinwestowanie placówki, której klientela się rozrasta, a placówka niestety nie.
Miałbym ogromną satysfakcję, gdyby ten tekst drukowany na łamach lokalnego pisma i przyczynił się do polepszenia istniejącego stanu, a gdyby tak się stało to z przyjemnością poinformuję naszych Czytelników.
Kazimierz Semik