Czy można wymazać pół wieku z życia narodu?
Pytanie to nie jest przypadkowe. Kiedy słucha się różnych wypowiedzi, czyta prasę, czy nawet niektóre „naukowe” opracowania, odnosi się wrażenie, że są ludzie, którzy chętnie wymazaliby z życia naszego narodu minione półwiecze, a ściślej lata 1945 – 1990 pozostawiając „czarną dziurę”. Niektórzy politycy i nie tylko oni posuwali i posuwają się jeszcze dalej mówiąc wręcz o okropnościach tamtego okresu w życiu naszego kraju.
Wg absurdalnej wypowiedzi premiera Rządu RP – Krzysztofa Bieleckiego, na międzynarodowej konferencji ekonomistów w Davos w 1991 r. – rządy komunistów do 1989 roku bardziej zniszczyły Polskę niż okupant hitlerowski.
Ostatnio szczególną amnezją popisali się organizatorzy pewnego programu. Jak napisał Kazimierz Pieleszek z Warszawy / Trybuna 6-7 lutego 2004 r./ - TVP II wyemitowała program wokalno – muzyczny z okazji jubileuszu 60 – lecia Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego. Widowisko unaoczniło nam ogrom destrukcji, jakiej w pamięci historycznej Polaków dokonali i dokonują kłamcy i manipulatorzy. Zespół powstał w grudniu 1943 r. w Sielcach nad Oką w ZSRR. Najpierw dzielił i umilał los żołnierzom I Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki, później frontowcom I i II Armii Wojska Polskiego, walczącym o wyzwolenie Polski na swym bitewnym szlaku wiodącym z nad Oki, nad Wisłę, Odrę – do szturmu Berlina. Po wojnie przez 40 lat, ta artystyczna formacja wojskowa śpiewała i tańczyła dla żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego.
Ale o tym podczas tej zakłamanej gali nie było ani mru mru. Były tańce i pieśni z czasów Sobieskiego, Dąbrowskiego, Kościuszki, Chłopickiego i Piłsudzkiego. Pokazano nawet półnagie tancerki stylizowane na żołnierki armii USA. Natomiast bohaterom dowodzonym przez gen. Berlinga nie poświęcono choćby jednej, sztandarowej przecież piosenki z tamtych lat pt. „Szumi dokoła las”.
Aż strach pomyśleć, co jeszcze stanie się z telewizją pod rządami prawicowych kuglarzy. Sięgną aż do Grunwaldu i Bogurodzicy, aby tylko zabić pamięć o tych ze wschodu, którzy pogromili hitlerowską Rzeszę?
No cóż, nic dodać nic ująć. Trzeba tylko zapytać czy można nad tym zjawiskiem przejść do porządku dziennego?
Czy można pozwolić na wypaczanie historii i godzić się z tym, aby dyżurujący historycy robili mętlik w głowach młodych, nie pamiętających tamtych czasów ludzi?
Czy brak obiektywizmu w przedstawianiu historii nie czyni tej młodzieży krzywdy?
Nie zmusza jej do dokonywania w przyszłości wyboru po czyjej opowiedzieć się stronie, ojców czy dziadków? Przecież to polityczne zacietrzewienie doprowadziło w latach 80 –tych ubiegłego wieku do kłótni i rozbicia w rodzinach. Doprowadzało do takiego rozbicia nie jeden raz w naszych poprzednich dziejach. I jak na tym wychodziliśmy?
Czy my naprawdę, sprzeczając się i polemizując nie potrafimy uszanować faktów, czy argumentów przeciwnika, tym bardziej, że ten przeciwnik wywodzi się z jednego – polskiego pnia?
Czy nie mamy za grosz poczucia naszej dumy narodowej? Dumy z tego, że jesteśmy Polakami?
To jak my to chcemy iść do tej wspólnej Europy, tak jak przysłowiowe dziady na odpust? Każdy swoją drogą, na skróty, bo tak mu wygodniej? Bo taką ścieżkę dyktują mu różne koterie, czy układy polityczno – biznesowe. I dla niego nic innego się nie liczy.
Inne narody były nie mniej od nas doświadczane przez historię, a przecież sprzeczając się i rozliczając między sobą, na zewnątrz potrafią stanowić monolit i nie pozwolą, aby ktoś mieszał się w ich wewnętrzne sprawy, a tym bardziej ich obrażał. A już na pewno nie do pomyślenia jest sytuacja, w której opowiadaliby przed innymi jak to u nas działo, bądź dzieje się źle. Przykład zachowania się premiera Bieleckiego nie jest tutaj wyjątkiem.
Piszę o tym, z jednej strony z goryczą, a z drugiej pewną nadzieją, że może jednak...
Zaczytany w różnego rodzaju wydawnictwach jakoś nie zauważyłem, że na rynku księgarskim ukazało się już drugie wydanie Historii Polski XX wieku, pióra Antoniego Czubińskiego. Kiedy życzliwy przyjaciel podrzucił mi tą książkę z komentarzem, że przeczytać warto zagłębiłem się w nią i nie żałuję.
Autor w przysłowiowej cegle przedstawia krótki rys społeczeństwa polskiego z przełomu XIX i XX wieku, a następnie w sposób rzeczowy i obiektywny przedstawia historię naszego narodu, aż do początków XXI wieku.
Nie stroni od trafnych, krytycznych ocen. Omawiając lata 1948 – 89 pisze m.in. „Wychowanie ideologiczne w latach 1949 – 1955 wiązało się nie tylko z dążeniem do pozyskania zwolenników budowy socjalizmu, ale również z myślą o rusyfikacji społeczeństwa polskiego...” W innym rozdziale stwierdza: „Kształtowanie rządu zależało formalnie od sejmu, ale faktycznie nadal decydowało o tym Biuro Polityczne KC PZPR. Również Rada Państwa miała dekoracyjny charakter”. W epoce E. Gierka: „Pożyczki zagraniczne, które w założeniu przywódców Polski miały przyśpieszyć tempo rozwoju ekonomicznego państwa, faktycznie doprowadziły do jego załamania”.
Krytycznych uwag, dotyczących naszej historii XX wieku znaleźć w tej książce można znacznie więcej. Jednak sporządzając gospodarczy i społeczny bilans Polski Ludowej uważa, że zupełna negacja osiągnięć tego okresu „...nie jest taka oczywista” „/.../ W okresie powojennym w Polsce zbudowano wiele zakładów przemysłowych, przekształcając generalnie kraj z zacofanego i rolniczego w przemysłowo rolniczy. Stopa życiowa ludności w stosunku do okresu międzywojennego i wojennego uległa znacznej podwyżce. Polska w całości została przebudowana i zmodernizowana”. I nieco dalej: „Postępował proces urbanizacji państwa. W 1946 r. w miastach mieszkało 31,8%, podczas gdy w 1989 r. już 61,0% ogółu mieszkańców.
Na poparcie swoich twierdzeń przytacza wiele danych. Zamieszcza także szereg zestawień tabelarycznych. Nie zamierzam zanudzać PT czytelników ich powtarzaniem. Natomiast chętnych do pogłębienia wiedzy z tego zakresu odsyłam do Historii Gospodarczej Polski (1939 – 1989), pod red.
J. Kalińskiego, Warszawa 1996 r.
Książkę jednak bardzo polecam, bo przeczytać ją naprawdę warto. Skłania, bowiem do głębokiej refleksji. Bo przecież solidarnościowy zryw miał służyć temu, aby ludziom żyło się lepiej, a Polska była wreszcie naprawdę wolną i niezależną.
Czy Polska jest taka naprawdę wolna
i niezależna?
Czy ludziom żyje się lepiej?
Czy można się cieszyć z takiej wolności, w której coraz więcej ludzi poszukuje pracy, pragnie chleba, a „góra” zamiast myśleć jak temu zaradzić „zabawia się” we wzajemne opluwanie i szczucie?
Dla mnie prawdziwa wolność / nie wnikając w głębsze analizy/, będzie wówczas, kiedy będzie to wolność w jedności, we wspólnym poszukiwaniu jak najlepszych rozwiązań dla kraju i jego mieszkańców,
a nie w podejrzliwości i zacietrzewieniu,
w pogoni za poszukiwaniem haka na przeciwnika.
Kiedy wreszcie spróbujmy się uczyć na naszych błędach. Jakoś nie widzę zbyt dużo chętnych do tej nauki!!!
Antoni Urbaniec