Prosto z mostu.
TYMI DROGAMI DO EUROPY NIE ZAJEDZIEMY
Zbliżająca się wiosna powoli odsłania nędzny stan naszych dróg, a szczególnie w mieście. Dawno nie widziałem takich dziur w nawierzchniach i to prawie w każdej części miasta. Często się słyszy jak kierowcy przeklinają, mówiąc sami do siebie „a niech ich szlag trafi”
Pytanie tylko, kogo?
Premiera, wojewodę, starostę, burmistrza czy wreszcie służby drogowe. Adresata brak. Utrzymał się sztuczny podział na zarządców dróg wedle starych kryteriów. Są drogi międzynarodowe, krajowe ( chyba wszystkie w kraju są krajowe sic!) wojewódzkie, powiatowe, miejskie czy wreszcie osiedlowe. Podobno za każde odpowiada, kto inny, a w rzeczywistości nie odpowiada nikt. Jeśli w samym mieście jest, co najmniej trzech właścicieli dróg to tak jak by nie było żadnego właściciela. Być może ton mojego felietonu jest trochę kpiarski, ale do jasnej cholery ktoś powinien ponieść konsekwencje za ten stan. A jest to stan agonalny.
Przed ostatnimi wyborami do samorządów wszystkich szczebli wylazło szydło z worka. Poszczególni wójtowie prześcigali się w asfaltowaniu dróg wiejskich i o mało, co nie zaasfaltowali trawników. I co? Po wyborach już nic. Jedynie widać czasem na drogach tzw. rajzery gdzie łata się dziury w jezdni, ale to już wtedy, gdy jest tak duża, że może skryć.... malucha. Okazuje się, że te przedwyborcze harce drogowe były na kredyt. Otóż rada czy też zarząd powiatu zaciągnął niemały kredyt, który trzeba spłacać i to wraz z odsetkami. A co z dziurami w jezdniach.
Przecież pieniądze na drogi miały być przekazywane do budżetów gminnych z akcyzy na paliwo, które bulą codziennie użytkownicy pojazdów. Wprowadzono podatek drogowy od pojazdów mechanicznych towarowych, trzeba wykupywać winiety, a jeszcze płacić za przejazd autostradą. To gdzie właściwie są te pieniądze?
W centrali, u wojewody, u marszałka województwa, a może w Urzędzie Skarbowym.
Dziwna trochę jest dla mnie postawa firm ubezpieczeniowych, które moim zdaniem również powinny być zainteresowane jakością i stanem nawierzchni drogowych, gdyż z tytułu złej jakości dróg zwiększa się ilość wypadków uszkodzeń samochodów, a tym samym i kwot odszkodowań. A tu nic. Być może są jakieś przesunięcia międzybudżetowe, ale co z tego, kiedy efektu nie widać. Sprawa druga. To jakość asfaltu na drogach. Przecież dzisiejsze technologie pozwalają chyba na produkcję dobrej jakości asfaltu, a nie takiego, który po roku czy dwóch trzeba zdzierać i nakładać nowy. Zwiedziłem trochę świata i to w różnych okresach roku, i w krajach o różnej temperaturze powietrza, ale takiego dziadostwa naprawdę nie widziałem. Radziłbym, aby włodarze miasta czy powiatu ubrali jasne płaszcze i przeszli się od mostu do rynku ulicą Kościuszki i to koniecznie prawą stroną, ale w dzień ulewny. Zmiana kolorów odzieży murowana. W związku z tym, że lewa strona ulicy Kościuszki stanowi parking jeden z moich znajomych sugerował, aby zrobić wyjątek i wprowadzić na tej ulicy ruch lewostronny. Prawdopodobnie nawierzchnie się wyrównają.
Rozmawiałem z paroma właścicielami kamienic przy głównych drogach w mieście. I oni są również bezradni. Mówią, po co odnawiać elewacje skoro i tak za chwilę będą zachlapane. I kółko się zamyka.
Cieszy sią człowiek jak władza zapowiada wykonanie obwodnic czy ronda w mieście, ale cóż z tego skoro stan istniejących dróg jest taki, jaki wszyscy widzą. Ale dość narzekania. Proponuję, aby wszyscy użytkownicy pojazdów mechanicznych zaczęli zgłaszać do ubezpieczycieli uszkodzenia przede wszystkim podwozi i może wreszcie ktoś obudzi się jak trzeba za te szkody płacić. Sądzę, że nie tylko ja, ale i nasi czytelnicy będą oczekiwać na reakcję wójtów, burmistrza i starosty na ten felieton, gdyż wydaje mi się, że to nie jest zła wola lokalnej władzy, a kolejne jej ubezwłasnowolnienie finansowe, bo robić – to ci na dole, a dzielić to ci na górze.
W obliczu zbliżającej się magicznej daty przyjęcia nas do UE warto chyba zrobić wszystko, aby poprawić wizerunek naszego (i nie tylko) miasta, bo odwiedzin ze strony obywateli państw zachodnich będzie coraz więcej. Dlatego też mój tytuł tej części jest chyba uzasadniony, gdyż na tych nawierzchniach dróg daleko nie zajedziemy, a już na pewno nie do Europy.
NIEŁAD ARTYSTYCZNY, – CZYLI BAŁAGAN W ŻYWIECKIEJ OŚWIACIE
Swego czasu pisałem o braku dyplomacji w ruchu kadrowym w starostwie powiatowym. Temat przestał mnie interesować do momentu aż „jaskółki” doniosły mi, że w sprawach finansów oświaty gminnej na ten sam temat są różne interpretacje tych samych przepisów i co ciekawe przez tą samą instytucje kontrolną.
Jak wszyscy zainteresowani wiedzą zarząd powiatu podjął decyzję o scaleniu instytucji finansowej każdej ze szkół średnich. Oczywiście wywołały te decyzje skrajne reakcje, ale fakt stał się faktem. Finanse szkoły będą rozliczane w scentralizowanym wydziale przy starostwie. Pal licho.
Natomiast trochę inaczej jest w gminach. Tam finanse są już od dawna skoncentrowane w gminach, oczywiście za aprobatą poszczególnych dyrekcji szkół. I niby wszystko porządku. A jednak nie. Jest w województwach taka mała NIK, czyli Najwyższa Izba Kontroli, która nazywa się Regionalną Izbą Obrachunkową ( RIO). Jej inspektorzy, co jakiś czas dokonują szczegółowej kontroli finansów gminy, jak również realizacji zadań nakreślonych przez radę gminy. Otóż ci „mądrzy” inspektorzy dokonali kontroli w paru gminach powiatu żywieckiego i postanowili, że finanse szkół należy zdecentralizować, czyli przekazać gminom. Czyli zrobić odwrotnie niż robi to powiat. Argument powiatu by scentralizować finanse szkół średnich był jeden, - oszczędności poprzez zmniejszenie zatrudnienia. A zalecenia RIO na gminach są odwrotne. Ale uwaga. Nie dotyczy to wszystkich gmin. Z zaleceń decentralizacyjnych wynika, że w każdej szkole musi być księgowa, a jak księgowa to i kasa, a jak kasa to i kasjerka, a jak kasjerka to i osobny lokal itd. itp. No to wreszcie, o co chodzi? Proponuje temu śląskiemu szefowi tego śląskiego RIO, aby zebrał do kupy tych swoich mądrych inspektorów i zrobił im wykład na temat interpretacji przepisów finansowych w gminach, aby nie robili wody z mózgu władzom gminnych, które z tych zaleceń się śmieją. Zawsze mi się wydawało, że kontrolujący powinien być trochę mądrzejszy od kontrolowanego. A tu jest chyba inaczej.
Kazimierz Semik