Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (133) - rok  VII - 15 Marzec 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Zmierzch kolei ?

Za kilka miesięcy minie 120 lat od chwili uruchomienia kolei relacji Zwardoń - Żywiec – Sucha. Był to przełom w komunikacji i przemieszczaniu się ludzi i towarów. Żywiecczyzna, jako jeden z krajów monarchii austriackiej otrzymała połączenie ze Śląskiem, Krakowem i Wiedniem. Wzdłuż torów budowano stacje kolejowe, które w większości stoją do dziś. W Żywcu powstał okazały dworzec, zniszczony w czasie ostatniej wojny, ale odbudowany w starym stylu. Dawne austriackie czasy przypominają dworce w Zwardoniu, Rajczy, Węgierskiej Górce, Jeleśni. Z biegiem lat kolej się zelektryfikowała, powstawały nowe stacje i przystanki, bo upominali się o to ludzie i oni sami uczestniczyli w ich budowie. Kilka zaledwie lat temu uczestniczyłem osobiście w otwarciu nowego przystanku „Cięcina Dolna”. 
Do roku 1990 kolej przeżywała szczytowy okres rozwoju. Pociągi przewoziły codziennie setki tysięcy pasażerów i miliony ton towarów. W samym Żywcu funkcjonowały bocznice kolejowe do browaru, papierni, tartaku, Famedu oraz suwnica do Fabryki Śrub. 
Dla miasta Żywca i przeludnionego powiatu żywieckiego kolej była okazją do wyrwania się z nędzy, szukania pracy i zarobku w bliższym i dalszym sąsiedztwie, przeważnie w Bielsku i na Śląsku. Kolej dała nam – Żywiecczyźnie również szansę turystycznego wykorzystania walorów przyrodniczych i krajobrazowych regionu. Już w okresie galicyjskim, jak grzyby po deszczu powstawały schroniska górskie, a w okresie międzywojennym turystycznie i letniskowo odkryte zostały takie miejscowości jak Zwardoń, Rajcza, Milówka, Jeleśnia z Korbielowem i Pilskiem, Koszarawa z Babią Górą, Radziechowy, a dla samych Żywczaków uroczyskiem na niedzielne weekendy był Kocierz. 
Nadszedł historyczny rok 1989 i wszystko pękło. Kolej w ciągu 10 lat straciła swoje priorytetowe znaczenie tak w przewozach pasażerskich jak i kolejowych. Przepełnione niegdyś wagony kolejowe zaczęły świecić pustkami. Opustoszały gwarne dworce kolejowe, świetlice i restauracje, rozebrano bocznicę kolejową do Famedu, na rozbiórkę czeka bocznica do tartaku, a pozostałe stały się niepotrzebnymi reliktami przeszłości. Ogranicza się liczbę i częstotliwość kursowania pociągów pasażerskich, a dawne rampy i magazyny dworcowe zamieniono na sklepy, biura i hurtownie. Na dawnym placu manewrowym przy magazynach i rampach kolejowych w Żywcu urządzono ogródek do nauki jazdy. 
W granicach administracyjnych miasta są dwa dworce – Żywiec i Sporysz. Oba zbudowane po wojnie. Dworzec żywiecki, do niedawna jeszcze wizytówka miasta świeci pustkami, w pomieszczeniach dworcowych lokują się sklepy, biura nie mające nic wspólnego z podróżowaniem. Z frontowej ściany dworca na zawsze zniknął elektroniczny zegar, okna są brudne, a elewacje zamiast zdobić szpecą i straszą przechodniów. Również dworzec sporyski świeci pustkami i straszy szarzyzną, a w kasie biletowej i niegdysiejszej poczekalni dla młodzieży szkolnej - sklep z ciuchami. 
Nie jest moim celem uzdrawianie polskiej gospodarki, ale uważam że PKP nie chce, nie umie, a może nie może przystosować się do nowej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej. Za sprawą byłego żywieckiego wicestarosty na torach Żywieckich kolei kursować miały szynobusy. I co? 
TIR –y które wyparły wagony kolejowe niszczą nie przystosowane na takie obciążenie drogi, a droga asfaltowa kosztuje astronomiczne pieniądze, tymczasem tory kolejowe świecą pustkami. A większość towarów winna być przemieszczana właśnie po torach, ale szybciej i taniej niż dotychczas – bo czas to pieniądz. 

 

H. Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.