Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (133) - rok  VII - 15 Marzec 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
KONSERWANTY – ZA I PRZECIW

Lekarze i dietetycy biją na alarm: półki sklepowe uginają się od produktów nafaszerowanych chemią. Konserwanty znajdują się w żywności i kosmetykach. Jakie niespodzianki w sobie kryją i na ile mogą być szkodliwe?
Przekonanie, że chemia zawarta w produktach może być szkodliwa, jest na tyle silne, że coraz częściej szukamy produktów od niej wolnych. W sklepach więc przybywa artykułów z napisem: „bez konserwantów” lub „konserwowane metodami naturalnymi”. Ale przeważają takie, których sposób utrwalenia pozostaje jedną wielką zagadką. 
Konserwowanie żywności nie jest wymysłem współczesności. Nasi przodkowie konserwowali mięso i ryby przy pomocy soli. Z czasem funkcje te przejęli wyspecjalizowani producenci, a i w wielu domach także obecnie robi się przetwory na zimę. Te słodkie utrwala się cukrem, a pikantne – solą lub octem. Wytwórcy żywności stosujący „naturalną konserwację” bardzo ten proces udoskonalili. 
Jednak według współczesnej wiedzy o żywieniu, produkty wędzone mogą sprzyjać nowotworom, nadmiar soli grozi nadciśnieniem, cukru – otyłością, a ocet – kłopotami trawiennymi. Wniosek? Rzecz nie tylko w metodzie konserwowania. Ważne, jak często i ile zakonserwowanych produktów się zjada, a także ile konserwantów – w tym tych naturalnych – dodano do przetworów.
Do utrwalenia żywności można używać także substancji syntetycznych. Istnieje już około 2000 różnych dodatków, które mogą trafiać do produktów żywnościowych. Są to konserwanty, barwniki, antyutleniacze i emulgatory, czyli zmiękczacze. Niestety, nie istnieją oficjalnie wytyczone granice ilości chemicznych dodatków w poszczególnych wyrobach. Według badań z lat 80. ubiegłego wieku, w niektórych krajach Europy Zachodniej do żywności trafiało tyle dodatków, że statystyczny konsument zjadał rocznie od 5 do 7 kg syntetyków! Oczywiście będąc nieświadomy tego!
Od 1989 roku istnieje obowiązek oznaczania na opakowaniu wszystkich syntetycznych dodatków użytych przy wytwarzaniu danego produktu. Każdy z nich ma symbol E i trzy cyfry. Lepiej unikać wyrobów, w których znajdują się konserwanty od E210 do E 233. Jeśli zamiast symboli figurują nazwy, nie należy kupować produktów konserwowanych benzoesanem i benzoesanem sodu – te substancje mogą powodować raka. Lepiej omijać z daleka te, w których cała informacja sprowadza się do sformułowania: sztucznie konserwowane, barwione, aromatyzowane o tzw. przedłużonym terminie trwałości.

Dorota Zaczyńska

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.