Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (132) - rok  VII - 1 Marzec 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Kłótliwy jak diabeł, Czyli jak to diabły pośród ludzi kłótnie czynili...

Rodziny i charakteru nie wybiera się, co najwyżej można bardzo się starać, aby swoim sposobem bycia łagodzić rodzące się przez to konflikty. Jednak, trudniejszą staje się sytuacja, gdy przyczyna zadziornego charakteru ma ponadnaturalne źródło. 
Jedną z takich trudnych we współżyciu osób był Henryk Lipardt, kowal żywiecki. „Kędy w jaką sprawę wtrącił, zawsze kłopot, hałas, tak między pany, urzędem i w cechach na mieście sprawował, z którym różność i zwada wszędzie bywała”. Z tego powodu pan Henryk do lubianych osób nie należał. Praprzyczyną jego kłótliwości miał być fakt, iż mieszkając w Krakowie przez dziesięć lat był kalwinem, a gdy się nawrócił przez półtora roku „diabli mu w kuźni przeszkadzali gdy co robił, różne naczynia kryjąc, kamieniami, cegłami ciskając”. Mieszkańcy kamienicy ze względu na hałasy dochodzące z kuźni „w bojaźni i strachu wielkim” żyli. Po wykluczeniu naturalnych przyczyn zawezwano zakonników trynitarzy, którzy odprawili stosowne egzorcyzmy.
Po interwencji duchownej spokój nastał w okolicy kuźni, jednak Lipardta nie opuszczali psotni towarzysze. Wszędzie gdzie się pojawiał, tam diabli razem z nim byli. 10 stycznia 1709 roku po karczemnej kłótni ze swoją żoną pełen złości udał się z furmanami, do Żyliny. Kiedy przechodził przez Zabłocie, zastąpiła mu drogę grupa górali dziwnie wyglądających, wyczuwając złowrogie siły. „Uczyniwszy krzyż watralem, który w rękach miał, skoczył do nich, a oni wtym wszyscy gdzieś się podziali”. Na co dzień nie zdarzały się tak dziwne przypadki, a tylko wszędzie gdzie Lipardt włożył swój nos prawie, że natychmiast pojawiał się problem. Dlatego pana Henryka unikano, bowiem „ci diabli pomagali i przeszkadzali i kłopot między ludźmi dla niego czynili”.


Jacek Kachel

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.