Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (131) - rok  VII - 15 Luty 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Kto go zastąpi???

Kiedy dowiedziałem się, że 26 stycznia 2004 r. zmarł Aleksander Małachowski, poczułem ogromny żal. Żal tak wielki, jakby zmarła mi wyjątkowo bliska osoba. Aleksandra Małachowskiego nie miałem przyjemności znać osobiście, ale jego życie i twórczość zapisały się tak głęboko w mojej pamięci, jak tylko może zapisać się droga życiowa kogoś z najbliższych. Wieść o jego śmierci nie tylko napełniła mnie bólem, ale także skłoniła do głębokiej zadumy. Odnoszę wrażenie, że wraz z jego śmiercią skończyła się pewna epoka. Epoka ludzi szlachetnych, odważnych, prawych, wrażliwych na ludzką krzywdę, serdecznych i uczynnych. Ludzi, którzy zawsze potrafili przedkładać dobro społeczne nad dobro własne. I ta właśnie cecha jego charakteru powodowała, iż, mimo, że - jak pisze A. Budzyński w "Trybunie" z dnia 30. 1. 04. >... swoją utobiografię zatytułował "Żyłem ... szczęśliwie"<, ... to Ojczyzna, dla której zrobił tak wiele, niejednokrotnie była dla niego macochą. Jak mogliśmy dowiedzieć się z zamieszczonych w prasie notatek i wspomnień o jego osobie, historia nie oszczędziła mu niczego, co wplotło się w ubiegłym stuleciu w skomplikowane i nierzadko tragiczne losy naszego narodu. Urodzony we Lwowie był podczas okupacji żołnierzem AK, kurierem i łącznikiem, dwukrotnie więzionym przez NKWD. Zesłany do obozu koło Stalinogorska zakosztował katorżniczej pracy w kopalni węgla kamiennego. Po powrocie do ojczyzny usunięto go z Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie pracował jako asystent, za odmowę wstąpienia do ZMP. Za to, że miał odwagę być sobą. Był ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła - niechętnie przez ówczesne władze widzianego środka dyskusyjnego ludzi różnych przekonań działającego w Warszawie w latach 1955 - 1962. Był członkiem krajowych władz "Solidarności" internowanym i więzionym w czasie stanu wojennego. A w ostatnich latach przez różne odłamy solidarnościowych ugrupowań atakowany m.in. za to, że powiedział: "Wcale nie jestem przekonany, czy bilans historyczny nie wypadłby korzystniej, gdyby realny socjalizm pożył dziesięć lat dłużej, by ulec stopniowej modernizacji. Powolne przekształcanie struktury państwa, a nie jej rozbicie, pomniejszyłoby koszty ponoszone przez społeczeństwo" oraz głosić iż nie o taką "Solidarność" walczył. Zaś w cotygodniowych felietonach, zamieszczanych w "Przeglądzie", niezwykle celnie atakować wszelkie zakłamania, nadużycia i ułomności naszego społeczno - politycznego życia. Kto go teraz zastąpi??? Naszła mnie także inna refleksja. W ostatnich latach przyszło nam na Żywiecczyźnie żegnać wielu ludzi, których życie wiodło krętymi i wyboistymi drogami naszej najnowszej historii i później - właśnie za to, że tędy prowadziła ich droga, niejednokrotnie byli "odsądzani od czci i wiary", mimo, że to co czynili, czynili z najczystszych, patriotycznych pobudek. Niektórych z nich znałem osobiście. Pamiętam, jak kiedyś - z żalem - zwierzał mi się nieżyjący już - Wawrzyniec Hubka - góral ze Złatnej, zakochany w Beskidach, wspaniały człowiek, wybitny i uznany twórca ludowy - autor kilku tomików poezji. "Kiedy wybuchła wojna - powiadał - związałem się z ruchem oporu i nawet przeprowadziłem pewne osoby na Słowację, ale potem na Żywiecczyźnie nastąpiły aresztowania i u nas działalność ruchu oporu zamarła. Kiedy zbliżał się front, zjawili się także partyzanci. Przystąpiłem do nich, bo chciałem walczyć o Polskę." Po wyzwoleniu okazało się, że ta partyzancka grupa to NSZ, a on był "groźnym przestępcą", za co przyszło mu zapłacić siedmioma laty odosobnienia we Wronkach i w Rawiczu. Po wyjściu z więzienia wrócił w rodzinne strony, zaczął pracować i tworzyć. Pisał wiersze. Był piewcą gór. Opisywał ciekawe ludzkie charaktery swoich współziomków. Chronił przed zapomnieniem gwarę i zwyczaje ludowe. Działał także społecznie na rzecz swojego środowiska. Przyszedł 1980 r. i niektórzy ludzie w jego środowisku zaczęli się od niego odsuwać. Jakby on był współwinny niedomaganiom i wypaczeniom ustrojowym. Ilu jemu podobnych ludzi żyło i wciąż jeszcze żyje na Żywiecczyźnie? Zrobiłem ogromny przeskok od śmierci tego wielkiego wybitnego Polaka, na nasze rodzime podwórko. Zrobiłem go jednak świadomie i celowo. Bowiem jeżeli chcemy służyć ideałom jakie były mu bliskie, jeżeli chcemy kontynuować jego dzieło to musimy walczyć z wypaczeniami i absurdami naszego społecznego życia. Walczyć z pieniactwem, kunktatorstwem, układami i układzikami. Zabiegać o to aby w ocenie człowieka brano pod uwagę jego zaangażowanie, postawę moralną i dokonania jakimi się legitymuje, a nie "poprawność polityczną" względem takiej czy innej opcji. Polska jest jedna i nie powinno w niej być "równych i równiejszych", a tylko ci, którzy całym swoim życiem jej dobru służą. I takim był dla mnie Aleksander Małachowski. 

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.