Kto go zastąpi???
Kiedy dowiedziałem się, że 26 stycznia 2004 r. zmarł
Aleksander Małachowski, poczułem ogromny żal. Żal tak wielki,
jakby zmarła mi wyjątkowo bliska osoba. Aleksandra Małachowskiego
nie miałem przyjemności znać osobiście, ale jego życie i twórczość
zapisały się tak głęboko w mojej pamięci, jak tylko może zapisać
się droga życiowa kogoś z najbliższych. Wieść o jego śmierci
nie tylko napełniła mnie bólem, ale także skłoniła do głębokiej
zadumy. Odnoszę wrażenie, że wraz z jego śmiercią skończyła się
pewna epoka. Epoka ludzi szlachetnych, odważnych, prawych, wrażliwych
na ludzką krzywdę, serdecznych i uczynnych. Ludzi, którzy zawsze
potrafili przedkładać dobro społeczne nad dobro własne. I ta właśnie
cecha jego charakteru powodowała, iż, mimo, że - jak pisze A. Budzyński
w "Trybunie" z dnia 30. 1. 04. >... swoją utobiografię
zatytułował "Żyłem ... szczęśliwie"<, ... to
Ojczyzna, dla której zrobił tak wiele, niejednokrotnie była dla
niego macochą. Jak mogliśmy dowiedzieć się z zamieszczonych w
prasie notatek i wspomnień o jego osobie, historia nie oszczędziła
mu niczego, co wplotło się w ubiegłym stuleciu w skomplikowane i
nierzadko tragiczne losy naszego narodu. Urodzony we Lwowie był
podczas okupacji żołnierzem AK, kurierem i łącznikiem, dwukrotnie
więzionym przez NKWD. Zesłany do obozu koło Stalinogorska
zakosztował katorżniczej pracy w kopalni węgla kamiennego. Po
powrocie do ojczyzny usunięto go z Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie
pracował jako asystent, za odmowę wstąpienia do ZMP. Za to, że miał
odwagę być sobą. Był ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła -
niechętnie przez ówczesne władze widzianego środka dyskusyjnego
ludzi różnych przekonań działającego w Warszawie w latach 1955 -
1962. Był członkiem krajowych władz "Solidarności"
internowanym i więzionym w czasie stanu wojennego. A w ostatnich
latach przez różne odłamy solidarnościowych ugrupowań atakowany
m.in. za to, że powiedział: "Wcale nie jestem przekonany, czy
bilans historyczny nie wypadłby korzystniej, gdyby realny socjalizm
pożył dziesięć lat dłużej, by ulec stopniowej modernizacji.
Powolne przekształcanie struktury państwa, a nie jej rozbicie,
pomniejszyłoby koszty ponoszone przez społeczeństwo" oraz głosić
iż nie o taką "Solidarność" walczył. Zaś w
cotygodniowych felietonach, zamieszczanych w "Przeglądzie",
niezwykle celnie atakować wszelkie zakłamania, nadużycia i ułomności
naszego społeczno - politycznego życia. Kto go teraz zastąpi???
Naszła mnie także inna refleksja. W ostatnich latach przyszło nam
na Żywiecczyźnie żegnać wielu ludzi, których życie wiodło krętymi
i wyboistymi drogami naszej najnowszej historii i później - właśnie
za to, że tędy prowadziła ich droga, niejednokrotnie byli "odsądzani
od czci i wiary", mimo, że to co czynili, czynili z
najczystszych, patriotycznych pobudek. Niektórych z nich znałem
osobiście. Pamiętam, jak kiedyś - z żalem - zwierzał mi się nieżyjący
już - Wawrzyniec Hubka - góral ze Złatnej, zakochany w Beskidach,
wspaniały człowiek, wybitny i uznany twórca ludowy - autor kilku
tomików poezji. "Kiedy wybuchła wojna - powiadał - związałem
się z ruchem oporu i nawet przeprowadziłem pewne osoby na Słowację,
ale potem na Żywiecczyźnie nastąpiły aresztowania i u nas działalność
ruchu oporu zamarła. Kiedy zbliżał się front, zjawili się także
partyzanci. Przystąpiłem do nich, bo chciałem walczyć o Polskę."
Po wyzwoleniu okazało się, że ta partyzancka grupa to NSZ, a on był
"groźnym przestępcą", za co przyszło mu zapłacić
siedmioma laty odosobnienia we Wronkach i w Rawiczu. Po wyjściu z więzienia
wrócił w rodzinne strony, zaczął pracować i tworzyć. Pisał
wiersze. Był piewcą gór. Opisywał ciekawe ludzkie charaktery
swoich współziomków. Chronił przed zapomnieniem gwarę i zwyczaje
ludowe. Działał także społecznie na rzecz swojego środowiska.
Przyszedł 1980 r. i niektórzy ludzie w jego środowisku zaczęli się
od niego odsuwać. Jakby on był współwinny niedomaganiom i
wypaczeniom ustrojowym. Ilu jemu podobnych ludzi żyło i wciąż
jeszcze żyje na Żywiecczyźnie? Zrobiłem ogromny przeskok od śmierci
tego wielkiego wybitnego Polaka, na nasze rodzime podwórko. Zrobiłem
go jednak świadomie i celowo. Bowiem jeżeli chcemy służyć ideałom
jakie były mu bliskie, jeżeli chcemy kontynuować jego dzieło to
musimy walczyć z wypaczeniami i absurdami naszego społecznego życia.
Walczyć z pieniactwem, kunktatorstwem, układami i układzikami.
Zabiegać o to aby w ocenie człowieka brano pod uwagę jego zaangażowanie,
postawę moralną i dokonania jakimi się legitymuje, a nie
"poprawność polityczną" względem takiej czy innej opcji.
Polska jest jedna i nie powinno w niej być "równych i równiejszych",
a tylko ci, którzy całym swoim życiem jej dobru służą. I takim
był dla mnie Aleksander Małachowski.
Antoni Urbaniec