Prosto z mostu.
Strajki - ale, przeciw komu?
Jeszcze nie przebrzmiały echa strajków górniczych a niedawno
rozpoczęły się strajki kolejarzy, które chwilowo uśmierzono
decyzjami Sejmu. Ale o tym za chwilę. Zawsze rozumiałem, że strajk
to ostrze protestu robotniczego wymierzone w swego pracodawcę. Większość
z nas pamięta strajki na początku lat osiemdziesiątych, których
celem była przede wszystkim walka o godność człowieka, o poprawę
bytu a właściwie to walka o zmianę systemu. Formy strajków były różne;
od okupacji zakładów, poprzez głodówki na wielotysięcznych
manifestacjach i blokadach dróg czy urzędów kończąc. Praktycznie
cel został osiągnięty, choć przyzwyczajenie zostało. Doszło
nawet do tego, że zaprzestano próby mediacji między
zainteresowanymi stronami i rozpoczynano strajk. Różne były efekty
akcji strajkowych. Pół biedy, jeśli strajk miał ograniczony zasięg,
powiedzmy do terenu fabryki. Gorzej, jeśli strajkujący walczący o
branżowe przywileje wciągali w te swoje akcje postronne osoby. Najczęściej
im przeszkadzając. Najbardziej spektakularnym dla mnie strajkiem był
strajk taksówkarzy w walce o....... kasy fiskalne. A właściwie to
przeciw kasom fiskalnym. Tutaj warszawscy kierowcy klęli, na czym świat
stoi, bo taksówkarze w porach największego nasilenia ruchu blokowali
ulice. Trochę pachniało to rodzimym folklorem, ale widocznie tak
wypadało, choć dokładnie nie wiem, czym się ten strajk zakończył.
I tu można sobie machnąć ręką na te wydarzenia. Gorzej jest, jeśli
do strajku przymierza się i go organizuje jeden z największych państwowych
molochów, jakim są Polskie Koleje Państwowe. Tu już nie ma żartów.
Z jednej strony jest to jedna ze starszych branż w Polsce a z drugiej
strony żal patrzyć jak ten moloch kruszeje. Prawie, że
niereformowalne struktury z głębokimi wewnętrznymi podziałami
uniemożliwiające sprawne zarządzanie z dnia na dzień zaczęły
popadać w długi. I co ciekawe. Firma, która całe życie była ( i
jest) dotowana, pożera ciężkie miliardy złotych a za swój obecny
stan wini wszystkich tylko nie siebie i swoje władze. Najbardziej
smutne jest to, że nie znalazł się jeszcze nikt, kto powiedziałby
prawdę tym, którzy tym molochem kierują i kazał tym, którzy są w
tym molochu zatrudnieni, aby zabrali się do roboty. P.K.P. S.A. bo
tak to dumnie się nazywa jest chyba najbardziej samorządnym
organizmem w Polsce, bo pracowników reprezentują aż ( uwaga!) 23 (
dwadzieścia trzy) organizacje związkowe. I pomyśleć ile to ciepłych
posadek jest dla liderów tych organizacji a ile, tzw. "świętych
krów", czyli nienaruszalnych postaci z tytułu pełnienia
funkcji związkowych. I cóż te kochane związki umieją najlepiej.
Zgadnijcie. Otóż najlepiej umieją......... organizować strajki.
Wtedy jest pełna konsolidacja, nie ma różnic programowych ani
ideologicznych jest pełne braterstwo. Pytam się więc, a gdzie były
23 centrale związków kolejarskich jak prezes Janik "wyprowadził"
z kasy firmy ponad 800 milionów złotych. Rzadko korzystam z usług
tego molocha, ale niedbalstwo w tej firmie widać gołym okiem. Począwszy
od odrapanych dworców, stacyjnych toalet, niechlujnych bufetów, po
brudne i zimne przedziały kolejowe. Czy do tego trzeba interwencji Państwa?
Chyba nie. Oczywiście żal mi w tym wszystkim tych, którzy obrywają
od pasażerów, na co dzień. A więc tych prostych obsług
konduktorskich, dróżników, których jest już coraz mniej,
zawiadowców stacji, którzy tłumaczą się za opóźnienia pociągów
czy wreszcie kasjerek, które muszą wysłuchać od podróżnych
cierpkie uwagi na temat zbyt drogich biletów. I to właśnie ta potężna
machina nadal nieudolnie kierowana, od centrali począwszy, wraz z
armią pseudo działaczy związkowych w majestacie prawa, jako
antidotum na swoją niezaradność i bałagan używa argumentu w
postaci strajku, od lokalnego aż po ogólnopolski. Kto im dał to
prawo? Prawo do tego by normalni ludzie, którzy za własne pieniądze
chcą skorzystać z usług P.K.P. musieli w zimie czekać by aż z łaski
jakiegoś związkowego bossa usłyszeć sygnał do odjazdu pociągu.
Kto im dał prawo do tego by młodzież dojeżdżająca do szkół w
miastach nie mogła do nich dotrzeć na czas? A do cholery róbcie głodówki
( oczywiście pod opieką fachowej służby zdrowia), pikietujcie
biura czy też nawet branżowe ministerstwa, ale społeczeństwo,
czyli klientów, z których żyjecie zacznijcie szanować. Dlatego
decyzję Sejmu przywracającą dotacje w wysokości ponad pół
miliarda złotych dla P.K.P. uważam za jedną z głupszych. To, że
partie polityczne żrą się, na co dzień w Sejmie jest w naszym
kraju normalką. Ale by w wyniku przetargów politycznych marnotrawiło
się pieniądze, które pochodzą od nas podatników to chyba za
wiele. I jaki efekt. Strajk odwołany. A wspomną państwo moje słowo,
że za krótki czas żądania panów Koguta i innych związkowców
powrócą. Jeszcze ani słowa nie słyszałem od kierownictwa firmy
ani od związkowców o tym, co zrobią od siebie, aby nie zachodziła
potrzeba dawania kolejnej jałmużny dla ratowania "kolosa na
glinianych nogach". I dlatego moje retoryczne pytanie - strajk -
ale, przeciw komu, jest według mnie zasadne.
Na bakier z dyplomacją Zadaję sobie pytanie. Czy od starych,
jedynie wtedy słusznych czasów, nic się nie zmieniło w regionalnej
polityce kadrowej? Pamiętam po wyborach do samorządów lokalnych dwóm
wójtom nie udało się zachować swoich stanowisk. Normalna sprawa.
Jest demokracja czy nie ma? Jest. Mogą startować za cztery lata i może
przejdą. Ale my musimy im jednak zaszkodzić, chcąc im na siłę pomóc.
Już wtedy pojawiały się głosy, czy za porażkę na swoim terenie
należy ich awansować w powiecie. Odpowiedź logiczna powinna brzmieć
- nie. Zrobiono inaczej. O ile w pierwszym przypadku sprawa została
prawie zapomniana i wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego, o
tyle w przypadku drugim a konkretnie pana Czecha zrobiono Mu krzywdę.
Przecież włodarze powiatu są świadomi, że centralizacja rozliczeń
budżetów szkół ponadgimnazjalnych wywołała w środowisku
szkolnym wiele niezadowolenia. Jedni uznali to jako zamach na swobodę
finansową szkół, jeszcze inni dopatrują się w tym ratowania budżetu
powiatu, gdzie wydatki na szkolnictwo stanowią poważną pozycję. I
w takiej sytuacji "wystawia" się na szefa tego pionu człowieka,
wokół którego jest jakaś tam "sprawa". Czy to Mu w czymś
pomogło? Na pewno nie. Od razu Jego nazwisko znalazło się na czołówkach
gazet regionalnych i na dobrą sprawę "uduszono" faceta.
Zastanawiam się czy było Mu to potrzebne?
Strajk nieudaczników Pod takim tytułem "DZ" w nr. 26
opisał historię młodych sportowców - hokeistów GKS Katowice. Tym
razem jest to może śmieszne, ale i trochę ostrzegawcze. Otóż jak
pisze autor tekstu Jerzy Dusik "Grające w tym sezonie, jak największe
łamagi i przegrywający nawet z krynickimi juniorami hokeiści GKS
Katowice nie wyszli z szatni, żeby stanąć twarzą w twarz z
zawodnikami Wojasa Podhale Nowy Targ". Oczywiście jak nie
wiadomo o co chodziło to na pewno chodziło o pieniądze. Ale tutaj
mamy do czynienia z przeproszeniem z gówniarstwem, którego efektem
jest nieuszanowanie wiernych kibiców, którzy na ten mecz przyszli,
ba jeszcze zapłacili za bilety. Według mnie decyzja powinna być
tylko jedna - zdyskwalifikować na jakiś czas tych zawodników. Oj
wypaczyło się nam to słowo - strajk - zakazane zresztą do lat
siedemdziesiątych. Oj wypaczyło.
Kazimierz SEMIK