Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (131) - rok  VII - 15 Luty 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu.

Strajki - ale, przeciw komu?

Jeszcze nie przebrzmiały echa strajków górniczych a niedawno rozpoczęły się strajki kolejarzy, które chwilowo uśmierzono decyzjami Sejmu. Ale o tym za chwilę. Zawsze rozumiałem, że strajk to ostrze protestu robotniczego wymierzone w swego pracodawcę. Większość z nas pamięta strajki na początku lat osiemdziesiątych, których celem była przede wszystkim walka o godność człowieka, o poprawę bytu a właściwie to walka o zmianę systemu. Formy strajków były różne; od okupacji zakładów, poprzez głodówki na wielotysięcznych manifestacjach i blokadach dróg czy urzędów kończąc. Praktycznie cel został osiągnięty, choć przyzwyczajenie zostało. Doszło nawet do tego, że zaprzestano próby mediacji między zainteresowanymi stronami i rozpoczynano strajk. Różne były efekty akcji strajkowych. Pół biedy, jeśli strajk miał ograniczony zasięg, powiedzmy do terenu fabryki. Gorzej, jeśli strajkujący walczący o branżowe przywileje wciągali w te swoje akcje postronne osoby. Najczęściej im przeszkadzając. Najbardziej spektakularnym dla mnie strajkiem był strajk taksówkarzy w walce o....... kasy fiskalne. A właściwie to przeciw kasom fiskalnym. Tutaj warszawscy kierowcy klęli, na czym świat stoi, bo taksówkarze w porach największego nasilenia ruchu blokowali ulice. Trochę pachniało to rodzimym folklorem, ale widocznie tak wypadało, choć dokładnie nie wiem, czym się ten strajk zakończył. I tu można sobie machnąć ręką na te wydarzenia. Gorzej jest, jeśli do strajku przymierza się i go organizuje jeden z największych państwowych molochów, jakim są Polskie Koleje Państwowe. Tu już nie ma żartów. Z jednej strony jest to jedna ze starszych branż w Polsce a z drugiej strony żal patrzyć jak ten moloch kruszeje. Prawie, że niereformowalne struktury z głębokimi wewnętrznymi podziałami uniemożliwiające sprawne zarządzanie z dnia na dzień zaczęły popadać w długi. I co ciekawe. Firma, która całe życie była ( i jest) dotowana, pożera ciężkie miliardy złotych a za swój obecny stan wini wszystkich tylko nie siebie i swoje władze. Najbardziej smutne jest to, że nie znalazł się jeszcze nikt, kto powiedziałby prawdę tym, którzy tym molochem kierują i kazał tym, którzy są w tym molochu zatrudnieni, aby zabrali się do roboty. P.K.P. S.A. bo tak to dumnie się nazywa jest chyba najbardziej samorządnym organizmem w Polsce, bo pracowników reprezentują aż ( uwaga!) 23 ( dwadzieścia trzy) organizacje związkowe. I pomyśleć ile to ciepłych posadek jest dla liderów tych organizacji a ile, tzw. "świętych krów", czyli nienaruszalnych postaci z tytułu pełnienia funkcji związkowych. I cóż te kochane związki umieją najlepiej. Zgadnijcie. Otóż najlepiej umieją......... organizować strajki. Wtedy jest pełna konsolidacja, nie ma różnic programowych ani ideologicznych jest pełne braterstwo. Pytam się więc, a gdzie były 23 centrale związków kolejarskich jak prezes Janik "wyprowadził" z kasy firmy ponad 800 milionów złotych. Rzadko korzystam z usług tego molocha, ale niedbalstwo w tej firmie widać gołym okiem. Począwszy od odrapanych dworców, stacyjnych toalet, niechlujnych bufetów, po brudne i zimne przedziały kolejowe. Czy do tego trzeba interwencji Państwa? Chyba nie. Oczywiście żal mi w tym wszystkim tych, którzy obrywają od pasażerów, na co dzień. A więc tych prostych obsług konduktorskich, dróżników, których jest już coraz mniej, zawiadowców stacji, którzy tłumaczą się za opóźnienia pociągów czy wreszcie kasjerek, które muszą wysłuchać od podróżnych cierpkie uwagi na temat zbyt drogich biletów. I to właśnie ta potężna machina nadal nieudolnie kierowana, od centrali począwszy, wraz z armią pseudo działaczy związkowych w majestacie prawa, jako antidotum na swoją niezaradność i bałagan używa argumentu w postaci strajku, od lokalnego aż po ogólnopolski. Kto im dał to prawo? Prawo do tego by normalni ludzie, którzy za własne pieniądze chcą skorzystać z usług P.K.P. musieli w zimie czekać by aż z łaski jakiegoś związkowego bossa usłyszeć sygnał do odjazdu pociągu. Kto im dał prawo do tego by młodzież dojeżdżająca do szkół w miastach nie mogła do nich dotrzeć na czas? A do cholery róbcie głodówki ( oczywiście pod opieką fachowej służby zdrowia), pikietujcie biura czy też nawet branżowe ministerstwa, ale społeczeństwo, czyli klientów, z których żyjecie zacznijcie szanować. Dlatego decyzję Sejmu przywracającą dotacje w wysokości ponad pół miliarda złotych dla P.K.P. uważam za jedną z głupszych. To, że partie polityczne żrą się, na co dzień w Sejmie jest w naszym kraju normalką. Ale by w wyniku przetargów politycznych marnotrawiło się pieniądze, które pochodzą od nas podatników to chyba za wiele. I jaki efekt. Strajk odwołany. A wspomną państwo moje słowo, że za krótki czas żądania panów Koguta i innych związkowców powrócą. Jeszcze ani słowa nie słyszałem od kierownictwa firmy ani od związkowców o tym, co zrobią od siebie, aby nie zachodziła potrzeba dawania kolejnej jałmużny dla ratowania "kolosa na glinianych nogach". I dlatego moje retoryczne pytanie - strajk - ale, przeciw komu, jest według mnie zasadne.

Na bakier z dyplomacją Zadaję sobie pytanie. Czy od starych, jedynie wtedy słusznych czasów, nic się nie zmieniło w regionalnej polityce kadrowej? Pamiętam po wyborach do samorządów lokalnych dwóm wójtom nie udało się zachować swoich stanowisk. Normalna sprawa. Jest demokracja czy nie ma? Jest. Mogą startować za cztery lata i może przejdą. Ale my musimy im jednak zaszkodzić, chcąc im na siłę pomóc. Już wtedy pojawiały się głosy, czy za porażkę na swoim terenie należy ich awansować w powiecie. Odpowiedź logiczna powinna brzmieć - nie. Zrobiono inaczej. O ile w pierwszym przypadku sprawa została prawie zapomniana i wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego, o tyle w przypadku drugim a konkretnie pana Czecha zrobiono Mu krzywdę. Przecież włodarze powiatu są świadomi, że centralizacja rozliczeń budżetów szkół ponadgimnazjalnych wywołała w środowisku szkolnym wiele niezadowolenia. Jedni uznali to jako zamach na swobodę finansową szkół, jeszcze inni dopatrują się w tym ratowania budżetu powiatu, gdzie wydatki na szkolnictwo stanowią poważną pozycję. I w takiej sytuacji "wystawia" się na szefa tego pionu człowieka, wokół którego jest jakaś tam "sprawa". Czy to Mu w czymś pomogło? Na pewno nie. Od razu Jego nazwisko znalazło się na czołówkach gazet regionalnych i na dobrą sprawę "uduszono" faceta. Zastanawiam się czy było Mu to potrzebne?

Strajk nieudaczników Pod takim tytułem "DZ" w nr. 26 opisał historię młodych sportowców - hokeistów GKS Katowice. Tym razem jest to może śmieszne, ale i trochę ostrzegawcze. Otóż jak pisze autor tekstu Jerzy Dusik "Grające w tym sezonie, jak największe łamagi i przegrywający nawet z krynickimi juniorami hokeiści GKS Katowice nie wyszli z szatni, żeby stanąć twarzą w twarz z zawodnikami Wojasa Podhale Nowy Targ". Oczywiście jak nie wiadomo o co chodziło to na pewno chodziło o pieniądze. Ale tutaj mamy do czynienia z przeproszeniem z gówniarstwem, którego efektem jest nieuszanowanie wiernych kibiców, którzy na ten mecz przyszli, ba jeszcze zapłacili za bilety. Według mnie decyzja powinna być tylko jedna - zdyskwalifikować na jakiś czas tych zawodników. Oj wypaczyło się nam to słowo - strajk - zakazane zresztą do lat siedemdziesiątych. Oj wypaczyło. 

Kazimierz SEMIK

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.