Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (131) - rok  VII - 15 Luty 2004

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Każdego lata w Kazimierzu. 

Każdego lata, na skromnym przystanku PKS-u dopełnia się magiczny rytuał "zanurzania w Kazimierz". Odpływa zmęczenie długą podróżą, powietrze pachnie akacjowym miodem a u wylotu ulicy niezmiennie jaśnieje w słońcu świat w świecie, epicentrum i mikrokosmos w jednym - Rynek w Kazimierzu.

Czy można Kazimierz opisać, sportretować, zatrzymać w kadrze? Próby trwają od lat i ciągle pozostaje uczucie niedosytu i lekkiego żalu, że nie udało się zachować na zawsze aromatu herbaty "Dwa księżyce" wypijanej o zmierzchu u Dziwisza, lśnienia ławic wiślanego piasku, bieli baszty zamkowej - latarni morskiej wieczornych powrotów z Męćmierza i Janowca.

I jeszcze targ (niestety teraz bez koni), pyszny barokowy bukiet pełen zbóż, warzyw, owoców i kwiatów i Wąwóz Korzeniowy z tajemniczym chłodem, koncerty organowe w Kościele Farnym, galerie, galeryjki, wernisaże, spotkania z przyjaciółmi i rytualne NIC NIE ROBIENIE NA RYNKU, siedzenie pod parasolami i tylko patrzenie ......... 

Anna Herczyńska

Franciszek Dzida urodził się w Chybiu w 1946 roku, na ziemi cieszyńskiej. Filmowiec, zajmuje się także twórczością plastyczną i fotograficzną. Zainteresowania sztuką wyniósł z domu rodzinnego. Jego ojciec był malarzem, ale jak sam Pan Franciszek mówi nie był malarzem artystą, lecz lakiernikiem, który malował powozy i mieszkania. "Od dziecka byłem związany z malarstwem, które do dzisiaj jest dla mnie najpiękniejszym, intymnym, osobistym doświadczeniem przeżywania świata" - konstatuje Franciszek Dzida. Warsztatu malarskiego, technik i przyrządzania farb nauczył się od ojca. W oglądzie świata najpierw wyróżnia okres kopiowania - czas naśladownictwa, potem, jak mówi, zaczął się czuć zniewolony tymi wszystkimi kanonami i zaczął szukać własnej drogi. W tym czasie kończy ognisko plastyczne w Bielsku-Białej, gdzie zetknął się z grupą plastyków Ondraszek. "W zasadzie byłem samotnikiem i nie utożsamiałem się z żadnymi grupami artystycznymi". Od dziecka maluje farbami olejnymi, najmniej odpowiada mu akwarela, którą uważa za technikę ulotną. Pod koniec lat sześćdziesiątych, będąc w wojsku, w Krośnie Odrzańskim, prowadził pracownię plastyczną, dużo malował, po czym związał się w Czechowicach z grupą Alfa. Miał w swoim życiu artystycznym okres brązowy, kiedy malował wszystko na brązowo. W 1982 porzucił malarstwo olejne i przerzucił się na pastele, technikę szlachetną, jak ją nazywa, może mało popularną, ale mającą swoich wielkich mistrzów. Ta technika jest mu obecnie najbliższą, maluje za pomocą pasteli, które są bardzo "szybkie" i sprawiają Panu Franciszkowi dużą przyjemność. Fotografię uprawia od piętnastego roku życia. W 1969 roku założył w Chybiu Amatorski Klub Filmowy "Klaps", który funkcjonuje do dzisiaj, poświęcając się całkowicie twórczości filmowej i jej popularyzacji. Zrealizował ponad 70 filmów krótkich oraz pięć pełnometrażowych filmów fabularnych. Jest autorem scenariuszy, operatorem i reżyserem. Od 1976 roku związał się zawodowo z Filią Politechniki Łódzkiej w Bielsku-Białej, obecnie Akademią Techniczno-Humanistyczną, gdzie zajął się fotografiką zawodowo. Założył pracownię filmową i foto-video, w ramach której realizowane jest studium fotografii dla studentów oraz praktyczna nauka w zawodzie fotograf. Razem z Anną Herczyńską jeżdżą co roku do Kazimierza, który utrwala i w oparciu o aparat fotograficzny pokazuje na różne sposoby. Pokłosiem kazimierzowskich peregrynacji była wystawa Dzidy zatytułowana "Każdego lata w Kazimierzu", zorganizowana w gościnnych salach klubu "Pod Janiołami" w Żywcu przy ul. Żeromskiego 2, którego gospodarzem jest Ilona Jakubiec. Na wystawie prezentowane były kolorowe fotografie (26 plansz po 2 zdjęcia), wybrane z lat 1987 - 2002. Fotografie są zapisem "stanu szczęśliwości, które przeżywamy z Anią, będąc w Kazimierzu w miesiącach letnich" - mówi z zadumą i nostalgią Pan Franciszek. Jak dowiedzieliśmy się od gospodarzy klubu "Pod Janiołami" wystawa cieszyła się dużym powodzeniem, komentowano ją jako znaczące wydarzenie kulturalne w Żywcu. Obecna na spotkaniu w klubie Anna Herczyńska zajmuje się zawodowo upowszechnianiem sztuki i stąd te długoletnie kontakty i współpraca z panem Dzidą. Jest miłośniczką kina, a jej pasją jest nie tylko oglądanie filmów ale także ich recenzowanie, czy pisanie scenariuszy. Swobodnie się czuje pisząc. Zajmowała się promocją ATH w Bielsku-Białej, której była także rzecznikiem. Prywatnie najprawdziwszą miłością obdarza film, a potem Kazimierz. Cieszy się, że w fotografiach zaprezentowanych na wystawie udało się ocalić dobra, które były, minęły, są zapisem czasu przeszłego. Wystawa "Pod Janiołami" czynna była od 10 grudnia 2003 do 31 stycznia br. 

Tekst i foto: A. Matlakiewicz

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.