Każdego lata w Kazimierzu.
Każdego lata, na skromnym przystanku PKS-u dopełnia się magiczny
rytuał "zanurzania w Kazimierz". Odpływa zmęczenie długą
podróżą, powietrze pachnie akacjowym miodem a u wylotu ulicy
niezmiennie jaśnieje w słońcu świat w świecie, epicentrum i
mikrokosmos w jednym - Rynek w Kazimierzu.
Czy można Kazimierz opisać, sportretować, zatrzymać w kadrze?
Próby trwają od lat i ciągle pozostaje uczucie niedosytu i lekkiego
żalu, że nie udało się zachować na zawsze aromatu herbaty
"Dwa księżyce" wypijanej o zmierzchu u Dziwisza, lśnienia
ławic wiślanego piasku, bieli baszty zamkowej - latarni morskiej
wieczornych powrotów z Męćmierza i Janowca.
I jeszcze targ (niestety teraz bez koni), pyszny barokowy bukiet pełen
zbóż, warzyw, owoców i kwiatów i Wąwóz Korzeniowy z tajemniczym
chłodem, koncerty organowe w Kościele Farnym, galerie, galeryjki,
wernisaże, spotkania z przyjaciółmi i rytualne NIC NIE ROBIENIE NA
RYNKU, siedzenie pod parasolami i tylko patrzenie .........
Anna Herczyńska
Franciszek
Dzida urodził się w Chybiu w 1946 roku, na ziemi cieszyńskiej.
Filmowiec, zajmuje się także twórczością plastyczną i
fotograficzną. Zainteresowania sztuką wyniósł z domu rodzinnego.
Jego ojciec był malarzem, ale jak sam Pan Franciszek mówi nie był
malarzem artystą, lecz lakiernikiem, który malował powozy i
mieszkania. "Od dziecka byłem związany z malarstwem, które do
dzisiaj jest dla mnie najpiękniejszym, intymnym, osobistym doświadczeniem
przeżywania świata" - konstatuje Franciszek Dzida. Warsztatu
malarskiego, technik i przyrządzania farb nauczył się od ojca. W
oglądzie świata najpierw wyróżnia okres kopiowania - czas naśladownictwa,
potem, jak mówi, zaczął się czuć zniewolony tymi wszystkimi
kanonami i zaczął szukać własnej drogi. W tym czasie kończy
ognisko plastyczne w Bielsku-Białej, gdzie zetknął się z grupą
plastyków
Ondraszek.
"W zasadzie byłem samotnikiem i nie utożsamiałem się z żadnymi
grupami artystycznymi". Od dziecka maluje farbami olejnymi,
najmniej odpowiada mu akwarela, którą uważa za technikę ulotną.
Pod koniec lat sześćdziesiątych, będąc w wojsku, w Krośnie Odrzańskim,
prowadził pracownię plastyczną, dużo malował, po czym związał
się w Czechowicach z grupą Alfa. Miał w swoim życiu artystycznym
okres brązowy, kiedy malował wszystko na brązowo. W 1982 porzucił
malarstwo olejne i przerzucił się na pastele, technikę szlachetną,
jak ją nazywa, może mało popularną, ale mającą swoich wielkich
mistrzów. Ta technika jest mu obecnie najbliższą, maluje za pomocą
pasteli, które są bardzo "szybkie" i sprawiają Panu
Franciszkowi dużą przyjemność. Fotografię uprawia od piętnastego
roku życia. W 1969 roku założył w Chybiu Amatorski Klub Filmowy
"Klaps", który funkcjonuje do dzisiaj, poświęcając się
całkowicie twórczości filmowej i jej popularyzacji. Zrealizował
ponad 70 filmów krótkich oraz pięć pełnometrażowych filmów
fabularnych. Jest autorem scenariuszy, operatorem i reżyserem. Od
1976 roku związał się zawodowo z Filią Politechniki Łódzkiej w
Bielsku-Białej, obecnie Akademią Techniczno-Humanistyczną, gdzie
zajął się
fotografiką
zawodowo. Założył pracownię filmową i foto-video, w ramach której
realizowane jest studium fotografii dla studentów oraz praktyczna
nauka w zawodzie fotograf. Razem z Anną Herczyńską jeżdżą co
roku do Kazimierza, który utrwala i w oparciu o aparat fotograficzny
pokazuje na różne sposoby. Pokłosiem kazimierzowskich peregrynacji
była wystawa Dzidy zatytułowana "Każdego lata w
Kazimierzu", zorganizowana w gościnnych salach klubu "Pod
Janiołami" w Żywcu przy ul. Żeromskiego 2, którego
gospodarzem jest Ilona Jakubiec. Na wystawie prezentowane były
kolorowe fotografie (26 plansz po 2 zdjęcia), wybrane z lat 1987 -
2002. Fotografie są zapisem "stanu szczęśliwości, które przeżywamy
z Anią, będąc w Kazimierzu w miesiącach letnich" - mówi z
zadumą i nostalgią Pan Franciszek.
Jak
dowiedzieliśmy się od gospodarzy klubu "Pod Janiołami"
wystawa cieszyła się dużym powodzeniem, komentowano ją jako znaczące
wydarzenie kulturalne w Żywcu. Obecna na spotkaniu w klubie Anna
Herczyńska zajmuje się zawodowo upowszechnianiem sztuki i stąd te długoletnie
kontakty i współpraca z panem Dzidą. Jest miłośniczką kina, a
jej pasją jest nie tylko oglądanie filmów ale także ich
recenzowanie, czy pisanie scenariuszy. Swobodnie się czuje pisząc.
Zajmowała się promocją ATH w Bielsku-Białej, której była także
rzecznikiem. Prywatnie najprawdziwszą miłością obdarza film, a
potem Kazimierz. Cieszy się, że w fotografiach zaprezentowanych na
wystawie udało się ocalić dobra, które były, minęły, są
zapisem czasu przeszłego. Wystawa "Pod Janiołami" czynna
była od 10 grudnia 2003 do 31 stycznia br.
Tekst i foto: A. Matlakiewicz