Chocholi taniec.
Wicepremier Jerzy Hausner podczas spotkania z członkami
Naczelnej Organizacji Technicznej powiedział, że / cytuję za
"Trybuną"/ : "Odczuwalnie poprawiła się sytuacja
gospodarcza; tempo wzrostu w IV kwartale 2003 r. osiągnęło około
4,5 proc. wobec 0,2 proc. pod koniec 2001 roku. Poprawę sytuacji
gospodarczej potwierdzają nie tylko dane statystyczne, ale również
głosy wielu wybitnych ekonomistów. Jej odbicie znajduję także w
rozmowach z moimi znajomymi prowadzącymi różnego rodzaju firmy, czy
też pełniącymi kierownicze funkcje, na wielu odcinkach naszego życia
gospodarczego. Stwierdzają oni, że również odnotowuje się pewien,
niewielki spadek bezrobocia, ale przy okazji sygnalizują pewien
paradoks polegający na tym, że chociaż nadal jest ono duże to często
trudno jest znaleźć dobrego fachowca, jeżeli chce się go zatrudnić.
To także o czymś mówi. A więc jest lepiej, ciut, ciut lepiej. Z
drugiej strony, atmosfera społeczna w kraju jest zła. Będące w
opozycji ugrupowania polityczne rozdmuchują każde prawdziwe, czy
domniemane potknięcie Rządu. Środki masowego przekazu bez przerwy
bombardują społeczeństwo informacjami o negatywnych zjawiskach w
naszym życiu, protestach różnych - niezadowolonych - grup społecznych,
ich żądaniach, głodówkach, czy strajkach. Rodzi się wiec pytanie,
jeżeli zatem, jest coraz lepiej, to, dlaczego jest tak źle? Dlaczego
następuje coraz większe zniechęcenie i zniecierpliwienie społeczeństwa?
Dlaczego spadają notowania ekipy rządzącej? Dlaczego? Dlaczego?
Dlaczego??? O jednoznaczną odpowiedź trudno, ale prawdą jest, że
aby ludzie odczuli, że zmienia się coś na lepsze w ich życiu, to
trzy, czy trzy i pół procentowa dynamika wzrostu gospodarczego nie
wystarczy. Potrzebna jest dynamika około 5%, a to może nastąpić
najwcześniej z końcem br.- jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie.
Powiedziałbym więcej, jeżeli będzie pełna mobilizacja społeczeństwa,
a o nią, w dzisiejszych ciężkich czasach najtrudniej. A więc
trzeba czekać!!! Ludzie zmęczeni latami nie spełnianych obietnic,
żerowaniem na ich naiwności, czekać nie chcą. Stąd często -
niestety zbyt często - ulegają fali demagogicznych wystąpień,
oskarżeń i pomówień, jakie za pośrednictwem środków masowego
przekazu uprawiają różni gracze polityczni, a swoje zdenerwowanie
kierują nie przeciwko głównym sprawcą ich nieszczęść, a przeciw
aktualnie sprawującym władzę. Zaś kolejne ekipy rządowe, nie
potrafią zaproponować programu, który przemówiłby do przeważającej
większości narodu i poderwałby go do działania. Jeżeli nawet taki
program zbudują, to nie są w stanie wprowadzić go w życie, tak,
jak to ma miejsce w obecnej ekipie. Czy uda się to wicepremierowi
Jerzemu Hausnerowi??? Czy ten chocholi taniec, rozpoczęty pamiętnymi
strajkami latem 1980 r. nadal będzie trwał i trwał, aż "owczy
pęd" zdezorientowanego i zbałamuconego tłumu zepchnie nasz
kraj na dno przepaści. Wszak od dłuższego czasu nad nią się
znajdujemy i wystarczy niewielka fala, aby "podmyć" mocno
nadwerężony skraj ludzkiej wytrzymałości. I co wtedy??? Powstający
w roku 1980 ruch "Solidarności", był prawdziwym
"pospolitym ruszeniem" - niespotykanym w naszej narodowej
historii - masowym - zrywem klasy robotniczej. Ogromna większość
społeczeństwa wiązała z nim wielkie nadzieje. Został on jednak
zaprzepaszczony i zmarnotrawiony, gdyż ludzie stojący na jego czele,
nie potrafili zaproponować mu konstruktywnego programu. Nie umieli go
wykorzystać. Ruch zrodzony na fali buntu i niezadowolenia społecznego
został wykorzystany do burzenia wszystkiego i wszędzie, w myśl głoszonego
przez przywódców hasła, "Im gorzej tym lepiej". Zresztą
wielu z byłych przywódców, bądź ich spadkobierców hołduje temu
hasłu po dzień dzisiejszy. Jak oni, to znaczy obóz postsolidarnościowy
są u władzy, to jest dobrze. Jak inni to jest źle. Jak było
dobrze, wiemy wszyscy!!!. Nie zaproponowali narodowi konstruktywnego
programu przywódcy Stanu Wojennego, a powinni, gdyż decydując się
na ten niezwykle bolesny i brzemienny w skutki, chociaż konieczny
krok, mieli obowiązek starać się łagodzić go odpowiednimi,
skutecznymi działaniami w sferze społeczno- politycznej i
ekonomicznej. To prawda, że decyzja o wprowadzeniu Stanu Wojennego,
ściągnęła na nasz kraj restrykcje ekonomiczne ze strony USA i państw
zachodnich. Restrykcje, które bardzo negatywnie odbiły się na
gospodarce naszego kraju. Ale prawdą jest także, że nie
wykorzystano pewnego momentu zaskoczenia i obaw, co dalej? Był to
moment, który można było wykorzystać do zdyscyplinowania społeczeństwa.
Do przypomnienia mu, że jedynym czynnikiem warunkującym lepszy byt
jest praca. O tej pracy mówił pięknie i obrazowo, na I Zjeździe
"Solidarności" w Gdańsku ks. Prof. Józef Tischner. Mówił
on / nie powtórzę dosłownie /, że tak jak z małych cieków
wodnych i rzeczek rodzi się wielka rzeka Wisła, tak z pracy poszczególnych
jednostek powstaje ogólnonarodowe dobro. Kto o tym dzisiaj pamięta???
Także wówczas zamiast, postawić na umacnianie gospodarki,
zmobilizować ludzi do pracy, wesprzeć osłabioną pozycję kadr
kierowniczych w naszej gospodarce, w jej poczynaniach zmierzających
do odbudowy - osłabionego strajkami - potencjału ekonomicznego, a równocześnie
stopniowo, powoli wprowadzać niezbędne zmiany w sferze polityki i
zarządzania rozpoczął się jakiś dziwny taniec. Komisarze wojskowi
zaczęli ulegać rozbudzonej fali żądań i odwoływać tych dyrektorów,
prezesów itp., których nie zdążyła "załatwić" >
Solidarność <. Trudno mieć o to pretensje do komisarzy. Każde
wojsko przygotowywane jest do walki i wykonywania rozkazów, nie
dyskutowania i oficerowie widocznie takie mieli zalecenia. Ale niszcząc
kadrę kierowniczą w gospodarce, pozbawialiśmy ją dobrych, doświadczonych
"oficerów", nie mając - jak wykazała przyszłość -
innych w rezerwie. To był grzech główny twórców Stanu Wojennego.
Pogrzebano wówczas bodaj jedyną okazję do podbudowania autorytetu władzy
i uświadomienia społeczeństwu, że bez silnej władzy trudno mówić
o ładzie, porządku, praworządności i mocnej ekonomice - szczególnie
w naszym - rozdyskutowanym - i historycznie przekornym narodzie.
Polityka taka sprzyjała także dalszemu rozbudzaniu niesubordynacji
społeczeństwa i eskalacji żądań. A skąd miało się brać środki
na ich zaspakajanie, skoro gospodarka z każdym rokiem coraz bardziej
staczała się w dół? Jaki kraj, jaka gospodarka może taki,
anormalny stan rzeczy wytrzymać? Nic, więc dziwnego, że dekadę lat
90- dla rozwoju kraju można uznać za straconą. W gospodarce panowała
stagnacja, w polityce "przepychanka" i w sumie mimo Okrągłego
stołu, który znów zdawał się być "światłem w tunelu"
tak się to toczy po dzień dzisiejszy. Doprowadzono w tym kraju do
wyjątkowo dramatycznej sytuacji. Żądania narastają, gospodarka
ledwo "zipie" i nie bardzo jest już, co sprzedawać - z majątku
wypracowanego naszymi rękami, - aby "łatać" powstające
dziury. Co gorsza, najczęściej i najgłośniej krzyczą ci, którzy
są współwinni zaistniałej sytuacji. Przypomina to trochę
powiedzenie o złodzieju, który uciekając krzyczał "łapać złodzieja".
W kraju roi się od prawdziwych i wydumanych afer. Rozdmuchuje się już
od ponad roku aferę Rywina i co? Wielki szum zrobiono wokół sprawy
Starachowickiej. Czy - patrząc na wyroki -nie można się zastanawiać
- była afera, albo jej nie było? Wezbrała fala krytyki na temat
"jednorękich bandytów" i jakby odpływa. Natomiast
pierwszy szum wokół zniknięcia trzydziestu kilku tysięcy ton zboża
państwowego, a więc dotyczący ewidentnej afery i to bijącej po
kieszeni najuboższych / chleb znowu podrożał / jak gdyby
"rozchodzi się po kościach". Latami wloką się sprawy
NFOZ-u, PZU i końca nie widać. I tak można by przytaczać, zdawałoby
się oczywiste - aferowe nadużycia, - o których jakoś cicho.
Ludziom żyje się ciężko, bardzo ciężko, niepewność jutra skłania
ich czasem do dramatycznych form protestu, ale równocześnie można
postawić pytanie dlaczego nie protestowali: - wszyscy wielcy przywódcy
"Solidarności", kiedy rozgrabiano nasz narodowy majątek,
rozprzedawano za bezcen zakłady, likwidując miejsca pracy? - górnicy,
kiedy dokonywano przekrętów w handlu węglem, windowano niebotyczne
pensje kadrze kierowniczej, nawet w deficytowych kopalniach? -
kolejarze, kiedy prominentni kierownicy i działacze Związkowi zakładając
spółki i spółeczki, frymarczyli ich majątkiem? - działacze związkowi,
kiedy jego czołowi przywódcy wili sobie ciepłe państwowe posadki,
przechwytywali kierownicze stanowiska w zakładach, nie zawsze mając
ku temu przygotowanie, czy organizowali własne firmy, nie koniecznie
za własne pieniądze? To przecież tam trzeba szukać głównych
przyczyn zła. Tam państwo powinno zareagować stanowczo, bardzo
stanowczo. Ale państwo jest słabe, bo wtedy, kiedy potrzebuje niema
społecznego poparcia, bo zamiast społecznego wsparcia, odpiera
"najazdy" demonstrujących i grożących strajkami tłumów.
Patrząc na to, co się w naszym kraju dzieje, można pomyśleć, że
tylko Bóg raczy wiedzieć, czemu się to wszystko jeszcze nie zawaliło?
Ale to chyba jest tak jak w tym kawale: Posyła Pan Bóg św. Piotra
na ziemię, żeby zobaczył, co się tam dzieje. Św. Piotr wraca i
zdaje relację: - Rosjanie się zbroją, ale się boją. - Wiadomo,
dwie wojny światowe przegrali- komentuje Pan Bóg. - Amerykanie się
zbroją, ale się nie boją. - - A czego oni mają się bać, przecież
główne profity z tych wojen wyciągnęli oni i teraz są
niekwestionowaną potęgą - zauważa najwyższy. - A Polacy ani się
nie zbroją, ani się nie boją. - To, co Oni znowu na mnie czekają?
Żart żartem, ale doświadczenie uczy, że także Pan Bóg najchętniej
pomaga mądrym, zdyscyplinowanym i pracowitym.
Antoni Urbaniec