Harnaś.
Pod takim tytułem ukazała się ostatnio książka
Bronisława Sroki. Życiorys, tego znanego działacza społecznego z
Gilowic, co, nieco znam. Toteż, kiedy ją zobaczyłem natychmiast
pomyślałem, że jej kanwą będą na pewno jego okupacyjne przeżycia,
a "Harnaś" to czyjś pseudonim. Jakież było moje
zdziwienie i zaskoczenie zarazem, kiedy po przeczytaniu pierwszych
stron książki zorientowałem się, że jej fabuła oparta jest na
tle autentycznych wydarzeń, jakie miały miejsce, na Żywiecczyźnie
w siedemnastym wieku. Co mnie w tej książce - już na wstępie -
zaskoczyło, to piękny - literacki język, jakim posługuje się
autor, umiejętnie wplatając w niego dialogi w gwarze góralskiej. To
cenne, ale rzadko spotykane - językowe - zderzenie, pokazuje jak
soczysta jest gwara ludowa, ile w niej barwności i piękna. Takiej
sztuki udało się - jak dotąd - dokonać wielkim luminarzom naszej
literatury, takim jak Kazimierz Przerwa - Tetmajer, Władysław Orkan,
czy Jaulu Kurek. Losy głównego bohatera książki - Harnasia, zbójnika,
postaci tragicznej, ukazane zostały na tle społeczno - gospodarczych
i rodzinnych uwarunkowań siedemnastowiecznej - góralskiej wsi.
Pozwoliło to autorowi wzbogacić jej fabułę o ciekawe wątki związane
ze zwyczajami, wierzeniami, które przedstawił w malowniczo opisanych
obrazach. Wartość tej książki jest niewątpliwie duża. Autor,
jako pierwszy - pokusił się, o przedstawienie pewnego wycinka
historii żywieckiej wsi, w niezwykle udanej, zbeletryzowanej formie.
W książce, obok mało znanych, udokumentowanych historycznych zdarzeń
zawarł także - jak wspomniałem wyżej - wiele malowniczych opisów
przyrody, architektury, zwyczajów i wierzeń, dokumentując je i tym
samym ratując przed zapomnieniem. Odnosi się to również do
rodzimej gwary, bogactwo, której mile zaskakuje. Jeżeli można mieć
o coś pretensje do autora, to chyba tylko o to, że był zbyt oszczędny
przy tworzeniu słownika wyrażeń gwarowych. Osobiście znam, nie
najgorzej, różne odcienie gwary górali żywieckich, a mimo wszystko
przy czytaniu, znaczenia niektórych wyrazów mogłem się tylko domyślać,
nie znajdując ich w słowniku. Niestety krytycznie trzeba się odnieść
do opracowania technicznego i korekty, gdyż w książce spotyka się
sporo błędów, głównie w składzie drukarskim książki. Błędy
te w żadnym wypadku nie umniejszają wartości książki, toteż
autorowi składam serdeczne gratulacje i zachęcam go do kontynuowania
swojej pisarskiej działalności. Zachęcam również PT czytelników
do zapoznania się z tym wydawnictwem. Byłoby dobrze, gdyby władze oświatowe
zainteresowały tą książką pedagogów i młodzież szkolną.
Warto! Naprawdę warto, gdyż Żywiecczyzna może pochwalić się tym,
że ma swojego Nędzę Kubieńca. Antoni Urbaniec