Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (129) - rok  VII - 15 Styczeń 2004

|poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu.

 Szanowni Czytelnicy pomyślą, że tytuł tej części felietonu jest prawie idiotyczny, to prawda, ale opisana sytuacja też nie ma wiele wspólnego z normalnością. Ale do rzeczy.. Pod koniec grudnia nasze miasto spotkało wyróżnienie, gdyż zechciał nas odwiedzić sam minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie pan Grzegorz Kurczuk. A okazja była przednia. Otóż po adaptacji budynku przy ul. Kościuszki. / będącego przed wojną siedzibą Zarządu Lasów Habsburga / znalazł swą siedzibę żywiecki Sąd Rejonowy. Należy przyznać, że obiekt w pełni odrestaurowano zgodnie z wymaganiami konserwatora zabytków, a wnętrze dostosowano do aktualnych potrzeb administracji sądowej. Przestronne i funkcjonalne sale sądowe, zaciszne gabinety sędziowskie i poczekalnie dla petentów to już naprawdę Europa. Nie zapomniano również o bardzo często odwiedzanym Wydziale Ksiąg Wieczystych, który na zapleczu całego obiektu ma swoje pomieszczenia. Słowem jak wcześniej powiedziałem Europa. Zaś wygląd zewnętrzny obiektu to perełka w architekturze miejskiej. Wprawdzie remont z różnych przyczyn się przeciągał, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale i do tego dobrze. Nic, więc dziwnego, że taki obiekt należało uroczyście otworzyć. Stąd najazd gości z Warszawy i nie tylko. Oczywiście nasza lokalna gazeta była za mała, aby zmieścić się na liście zaproszonych gości, stąd też moja relacja z otwarcia jest z „drugiej ręki”. Czytam, więc w lokalnych gazetach i oczom nie wierzę, że na otwarcie Sadu Rejonowego nie zaproszono starosty żywieckiego Andrzeja Zielińskiego i przewodniczącego Rady Miasta Żywca Janusza Kudłacika. Jak podaje „Kronika Beskidzka” z 18 XII 2003 r. cytuję......”Ich nieobecność wynika z faktu, że obaj występują w rolach oskarżonych w procesach, które toczą się właśnie przed miejscowym sądem”. Koniec cytatu. Podobny w treści tekst ukazał się również w Dzienniku Zachodnim w numerze 51 z 19 XII 2003 r. Nie koniec na tym. Aby było ciekawiej czytam „Trybunę” z 20-21 XII 2003 r a w niej w dodatku regionalnym artykuł pod znamiennym tytułem „Sąd bez podsądnych” podpisany inicjałami (IŁ). I tu jest również charakterystyczny opis obiektu, ale w prawie ośmio- zdaniowym tekście są aż dwie „perełki”. Otóż „zaoczny dziennikarzyna”, ( bo gdyby był na miejscu nie pisałby głupot) stwierdza, że żywiecki Wydział Ksiąg Wieczystych jako pierwszy w Polsce obsługiwany jest elektronicznie. To „bujda na resorach” jak mówią rodzimi górale, gdyż technika wystawiania wypisów nie zmieniła się wiele od czasów przedwojennych.. Ale to jeszcze mało. Otóż tenże dziennikarzyna napisał, cytuję;... „W minionym tygodniu na otwarcie sądu przyjechał minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk. Towarzyszył mu t ł u m m i e j s c o w y c h w a ż n i a k ó w. Zabrakło wśród nich starosty oraz przewodniczącego Rady Miejskiej” Przyczyna jak wyżej. Proszę państwa. Określenie miejscowego estabilisthmentu mianem miejscowych ważniaków jest zwykłą obrazą a piszącemu to dziennikarzynie wystawia świadectwo podwórkowego wychowania. Cóż takie fakty. Niestety więcej spodziewałem się po gazecie ogólnopolskiej, która mieni się gazetą lewicową. Ot i cała „warszawka” z autentycznymi w a ż n i a k a m i. I chyba już nikt nie dziwi się, że tytuł brzmi tak jak brzmi „Wyrok bez wyroku”. I tu zaczyna mnie po prostu szlag trafiać. Według podanych przeze mnie lokalnych źródeł prasowych jakiś tam Prezes jakiegoś tam Sądu wyższej instancji ( nie wiem czy Okręgowego, Wojewódzkiego czy Najwyższego) ośmielił się wyselekcjonować uprawnionych do godności ujrzenia Pana Ministra wyłączając z tej przyjemności wspomnianych dwóch żywieckich notabli. Otóż tenże Prezes, ( bo sądzę, że chyba woźny sądowy nie formował listy zaproszonych gości) pozwolił sobie na nietakt, gorzej, impertynencję wydając w tej kwestii wyrok na tych ludzi, podczas gdy faktycznie do czasu otwarcia siedziby Sądu wyroku w stosunku do tych osób jeszcze nie wydano. Wprawdzie nikt z pracowników żywieckiego Sądu nie chciał mi udzielić jakichkolwiek informacji na ten temat zasłaniając się tajemnicą służbową, ale jedno wiem na pewno, że ten idiotyczny pomysł dyskrymunujacy obu samorządowców nie narodził się w żadnym Sądzie. Narodził się w głowie (głowach) niekompetentnych pismaków, którzy odpisując jeden od drugiego puścili w obieg informację, po pierwsze nierzetelną a po drugie obrażającą ludzi miejscowej władzy. Zastanawialiśmy się w gronie znajomych czy ten nietakt to zagrywka polityczna, czy zwykła głupota. Zgodnie stwierdziliśmy, że jednak to drugie. Zadaję sobie pytanie, jak można. „było popełnić taką gafę w stosunku do osób, które reprezentują nasz powiat i miasto na zewnątrz a przede wszystkim jak można zignorować organy władzy, które Oni reprezentują i dzięki którym resort sprawiedliwości może pochwalić się takim obiektem. A jeśli „karzemy” kogoś jeszcze przed wyrokiem to świadectwo niekompetencji jest już stuprocentowe.Takie jest moje ( i nie tylko moje) zdanie Wysokie Redakcje Stąd też mdłe przeprosiny autorki tekstu zamieszczonego w DZ nr 1 z dnia 2 I 2004 r. są już „musztardą po obiedzie” A tak na marginesie, to czekam na ustosunkowanie się tejże Pani Redaktor do mojego tekstu w sprawie „Tragedii w Wilczym Jarze”, bo do dnia 4 I 2004 r nie zdążyłem się z nią zapoznać. Kłania się Prawo Prasowe. *

JEDEN Z GRZECHÓW GŁÓWNYCH TO......... ŁAKOMSTWO

Modna w ostatnim czasie staje się chęć przy podobania się swoim wyborcom poprzez zakładanie fundacji charytatywnych, bądź też przeznaczania własnych środków na „zbożny” cel, jakim jest pomoc dla najbardziej potrzebujących. Prześcigają się w tym szczególnie ci, którzy przy okazji chcą przy jednym ogniu upiec dwie pieczenie. Ale to nie o nich mi dzisiaj chodzi. Swego czasu próbowałem podnieść problem pomocy dla młodzieży szkół średnich poprzez zaangażowanie miejscowych ludzi podając konkretny kontakt i adres. Nic mi z tego nie wyszło, ale ucieszyłem się, gdy jeden z powiatowych radnych pan Seweryn próbował podjąć temat zbiórki wśród radnych powiatowych. I skutek okazał się żałosny. Podobno zebrano raptem około 1000 złotych i to aż.... od siedmiu radnych. Pytanie moje brzmi. Płakać czy śmiać się? To albo nie robimy nic, albo się wygłupiamy, chociaż cenię sobie tych, którzy bezimiennie złożyli datki na konto tej akcji. Przynajmniej przestrzegają jednego z siedmiu grzechów głównych, jakim jest łakomstwo. I wcale mnie nie dziwi postawa żywieckich radnych w kontekście wydarzeń w Sejmie w walce o swoje tzw. trzynastki. Panowie posłowie to już woła o pomstę do nieba. Już kiedyś tłumaczyłem, że trzynastka to nagroda za efektywną pracę wyrażona w konkretnych wartościach materialnych. A u posłów, za co niby ta trzynastka? Oceny pracy Sejmu dokonują wyborcy, którzy poprzez swoje opinie dla instytutów badania opinii publicznej dają wyraz swojej aprobaty a w tej kadencji wyłącznie dezaprobaty dla działań Sejmu. Patrząc na wyniki tych badań naprawdę wstyd jest upomnieć się czy wręcz bronić wprawdzie ustawowych należności, bo to naprawdę...... grzech. Ale jakby tego żenującego widowiska było mało, czytam w lokalnej gazecie, że radni gminni z Rajczy przegłosowali podwyżkę swoich diet pomimo fatalnej sytuacji finansowej gminnego budżetu. Tłumaczenie, że w innych gminach mają więcej jest żałosne. Wysoka Rado Gminy, jeśli już nie ma w tej materii moralnych hamulców to przynajmniej spróbujcie nie popełniać tego jednego z siedmiu grzechów głównych, jakim jest łakomstwo. O innych grzechach w następnych numerach.

Kazimierz SEMIK P.S. Postanowiłem od dzisiejszego felietonu dzielić tematycznie teksty, stąd też śródtytuły. Jest to zgodne z życzeniami Czytelników.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.