Prosto z mostu.
Szanowni Czytelnicy pomyślą, że tytuł tej części
felietonu jest prawie idiotyczny, to prawda, ale opisana sytuacja też
nie ma wiele wspólnego z normalnością. Ale do rzeczy.. Pod koniec
grudnia nasze miasto spotkało wyróżnienie, gdyż zechciał nas
odwiedzić sam minister sprawiedliwości i prokurator generalny w
jednej osobie pan Grzegorz Kurczuk. A okazja była przednia. Otóż po
adaptacji budynku przy ul. Kościuszki. / będącego przed wojną
siedzibą Zarządu Lasów Habsburga / znalazł swą siedzibę żywiecki
Sąd Rejonowy. Należy przyznać, że obiekt w pełni odrestaurowano
zgodnie z wymaganiami konserwatora zabytków, a wnętrze dostosowano
do aktualnych potrzeb administracji sądowej. Przestronne i
funkcjonalne sale sądowe, zaciszne gabinety sędziowskie i
poczekalnie dla petentów to już naprawdę Europa. Nie zapomniano również
o bardzo często odwiedzanym Wydziale Ksiąg Wieczystych, który na
zapleczu całego obiektu ma swoje pomieszczenia. Słowem jak wcześniej
powiedziałem Europa. Zaś wygląd zewnętrzny obiektu to perełka w
architekturze miejskiej. Wprawdzie remont z różnych przyczyn się
przeciągał, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale i do
tego dobrze. Nic, więc dziwnego, że taki obiekt należało uroczyście
otworzyć. Stąd najazd gości z Warszawy i nie tylko. Oczywiście
nasza lokalna gazeta była za mała, aby zmieścić się na liście
zaproszonych gości, stąd też moja relacja z otwarcia jest z
„drugiej ręki”. Czytam, więc w lokalnych gazetach i
oczom nie wierzę, że na otwarcie Sadu Rejonowego nie zaproszono
starosty żywieckiego Andrzeja Zielińskiego i przewodniczącego Rady
Miasta Żywca Janusza Kudłacika. Jak podaje „Kronika
Beskidzka” z 18 XII 2003 r. cytuję......”Ich nieobecność
wynika z faktu, że obaj występują w rolach oskarżonych w
procesach, które toczą się właśnie przed miejscowym sądem”.
Koniec cytatu. Podobny w treści tekst ukazał się również w
Dzienniku Zachodnim w numerze 51 z 19 XII 2003 r. Nie koniec na tym.
Aby było ciekawiej czytam „Trybunę” z 20-21 XII 2003 r a
w niej w dodatku regionalnym artykuł pod znamiennym tytułem „Sąd
bez podsądnych” podpisany inicjałami (IŁ). I tu jest również
charakterystyczny opis obiektu, ale w prawie ośmio- zdaniowym tekście
są aż dwie „perełki”. Otóż „zaoczny
dziennikarzyna”, ( bo gdyby był na miejscu nie pisałby głupot)
stwierdza, że żywiecki Wydział Ksiąg Wieczystych jako pierwszy w
Polsce obsługiwany jest elektronicznie. To „bujda na
resorach” jak mówią rodzimi górale, gdyż technika
wystawiania wypisów nie zmieniła się wiele od czasów
przedwojennych.. Ale to jeszcze mało. Otóż tenże dziennikarzyna
napisał, cytuję;... „W minionym tygodniu na otwarcie sądu
przyjechał minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk. Towarzyszył
mu t ł u m m i e j s c o w y c h w a ż n i a k ó w. Zabrakło wśród
nich starosty oraz przewodniczącego Rady Miejskiej” Przyczyna
jak wyżej. Proszę państwa. Określenie miejscowego estabilisthmentu
mianem miejscowych ważniaków jest zwykłą obrazą a piszącemu to
dziennikarzynie wystawia świadectwo podwórkowego wychowania. Cóż
takie fakty. Niestety więcej spodziewałem się po gazecie ogólnopolskiej,
która mieni się gazetą lewicową. Ot i cała
„warszawka” z autentycznymi w a ż n i a k a m i. I chyba
już nikt nie dziwi się, że tytuł brzmi tak jak brzmi „Wyrok
bez wyroku”. I tu zaczyna mnie po prostu szlag trafiać. Według
podanych przeze mnie lokalnych źródeł prasowych jakiś tam Prezes
jakiegoś tam Sądu wyższej instancji ( nie wiem czy Okręgowego,
Wojewódzkiego czy Najwyższego) ośmielił się wyselekcjonować
uprawnionych do godności ujrzenia Pana Ministra wyłączając z tej
przyjemności wspomnianych dwóch żywieckich notabli. Otóż tenże
Prezes, ( bo sądzę, że chyba woźny sądowy nie formował listy
zaproszonych gości) pozwolił sobie na nietakt, gorzej, impertynencję
wydając w tej kwestii wyrok na tych ludzi, podczas gdy faktycznie do
czasu otwarcia siedziby Sądu wyroku w stosunku do tych osób jeszcze
nie wydano. Wprawdzie nikt z pracowników żywieckiego Sądu nie chciał
mi udzielić jakichkolwiek informacji na ten temat zasłaniając się
tajemnicą służbową, ale jedno wiem na pewno, że ten idiotyczny
pomysł dyskrymunujacy obu samorządowców nie narodził się w żadnym
Sądzie. Narodził się w głowie (głowach) niekompetentnych pismaków,
którzy odpisując jeden od drugiego puścili w obieg informację, po
pierwsze nierzetelną a po drugie obrażającą ludzi miejscowej władzy.
Zastanawialiśmy się w gronie znajomych czy ten nietakt to zagrywka
polityczna, czy zwykła głupota. Zgodnie stwierdziliśmy, że jednak
to drugie. Zadaję sobie pytanie, jak można. „było popełnić
taką gafę w stosunku do osób, które reprezentują nasz powiat i
miasto na zewnątrz a przede wszystkim jak można zignorować organy władzy,
które Oni reprezentują i dzięki którym resort sprawiedliwości może
pochwalić się takim obiektem. A jeśli „karzemy” kogoś
jeszcze przed wyrokiem to świadectwo niekompetencji jest już
stuprocentowe.Takie jest moje ( i nie tylko moje) zdanie Wysokie
Redakcje Stąd też mdłe przeprosiny autorki tekstu zamieszczonego w
DZ nr 1 z dnia 2 I 2004 r. są już „musztardą po
obiedzie” A tak na marginesie, to czekam na ustosunkowanie się
tejże Pani Redaktor do mojego tekstu w sprawie „Tragedii w
Wilczym Jarze”, bo do dnia 4 I 2004 r nie zdążyłem się z nią
zapoznać. Kłania się Prawo Prasowe. *
JEDEN Z GRZECHÓW GŁÓWNYCH TO......... ŁAKOMSTWO
Modna w ostatnim czasie staje się chęć przy podobania się swoim
wyborcom poprzez zakładanie fundacji charytatywnych, bądź też
przeznaczania własnych środków na „zbożny” cel, jakim
jest pomoc dla najbardziej potrzebujących. Prześcigają się w tym
szczególnie ci, którzy przy okazji chcą przy jednym ogniu upiec
dwie pieczenie. Ale to nie o nich mi dzisiaj chodzi. Swego czasu próbowałem
podnieść problem pomocy dla młodzieży szkół średnich poprzez
zaangażowanie miejscowych ludzi podając konkretny kontakt i adres.
Nic mi z tego nie wyszło, ale ucieszyłem się, gdy jeden z
powiatowych radnych pan Seweryn próbował podjąć temat zbiórki wśród
radnych powiatowych. I skutek okazał się żałosny. Podobno zebrano
raptem około 1000 złotych i to aż.... od siedmiu radnych. Pytanie
moje brzmi. Płakać czy śmiać się? To albo nie robimy nic, albo się
wygłupiamy, chociaż cenię sobie tych, którzy bezimiennie złożyli
datki na konto tej akcji. Przynajmniej przestrzegają jednego z
siedmiu grzechów głównych, jakim jest łakomstwo. I wcale mnie nie
dziwi postawa żywieckich radnych w kontekście wydarzeń w Sejmie w
walce o swoje tzw. trzynastki. Panowie posłowie to już woła o pomstę
do nieba. Już kiedyś tłumaczyłem, że trzynastka to nagroda za
efektywną pracę wyrażona w konkretnych wartościach materialnych. A
u posłów, za co niby ta trzynastka? Oceny pracy Sejmu dokonują
wyborcy, którzy poprzez swoje opinie dla instytutów badania opinii
publicznej dają wyraz swojej aprobaty a w tej kadencji wyłącznie
dezaprobaty dla działań Sejmu. Patrząc na wyniki tych badań
naprawdę wstyd jest upomnieć się czy wręcz bronić wprawdzie
ustawowych należności, bo to naprawdę...... grzech. Ale jakby tego
żenującego widowiska było mało, czytam w lokalnej gazecie, że
radni gminni z Rajczy przegłosowali podwyżkę swoich diet pomimo
fatalnej sytuacji finansowej gminnego budżetu. Tłumaczenie, że w
innych gminach mają więcej jest żałosne. Wysoka Rado Gminy, jeśli
już nie ma w tej materii moralnych hamulców to przynajmniej spróbujcie
nie popełniać tego jednego z siedmiu grzechów głównych, jakim
jest łakomstwo. O innych grzechach w następnych numerach.
Kazimierz SEMIK P.S. Postanowiłem od dzisiejszego felietonu
dzielić tematycznie teksty, stąd też śródtytuły. Jest to zgodne
z życzeniami Czytelników.