Aleksandra Przybysz.
Na
kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia umówiliśmy się na
prywatną rozmowę z Aleksandrą Przybysz – dwukrotną laureatką
tytułu „Najlepszy Sportowiec 2001 i 2002 roku w Bielsku-Białej”
przyznawanego przez Prezydenta Miasta. Posiadaczką tytułu mistrzyni
Polski, z drużyną BKS „Stal”, oraz mistrzyni Europy z
reprezentacją Polski. Kolejnym sukcesem bielskiej siatkarki był
udział z zespołem biało-czerwony w turnieju o Puchar Świata.
Dodajmy, iż wszystkie z wymienionych sukcesów były Jej udziałem w
mijającym roku.
Red: Jaki jest twój stosunek do całej przedświątecznej krzątaniny,
jak sprzątanie, zakupy itd.? Aleksandra Przybysz.: Uwielbiam to.
Kiedy byłam uczennicą Szkoły Mistrzostwa Sportowego ta przyjemność
mnie omijała. Zawsze jednak święta kojarzyły mi się ze sprzątaniem,
a przede wszystkim z zakupami. I tak jest nadal. Red.: Czy przygotowałaś
już prezenty dla swoich bliskich? AP.: Nie chciałabym, aby
dowiedzieli się o tym z gazety. Powiem tylko tyle, że siostra
otrzyma wspólny prezent ode mnie i rodziców, a będzie to coś z
zimowej odzieży. Tacie sprezentuję coś z kosmetyków. Pomysł na
obdarowanie mamy i mojej sympatii-Roberta na razie chodzi mi po głowie.
Red.:
Kto był dostarczycielem prezentów pod choinkę w Twoim domu
rodzinnym? AP.: Święty Mikołaj, oczywiście póki w niego wierzyłam.
Red. Co spodziewasz się znaleźć w tym roku pod choinką? AP.: Nie
mam żadnych oczekiwań. Przyznam bardziej wolę dawać prezenty i
patrzeć na radość innych. Sama jednak też lubię je otrzymywać.
Red. Czy uczestniczysz w procesie przygotowywania potraw wigilijnych?
AP.: W kuchni rzecz jasna rządzi mama, ale na miarę potrzeb i możliwości
staramy się razem z siostrą. pomagać. Red.: Jakie specjały
przygotowujecie na wieczerzę wigilijną? AP.: Przede wszystkim
kapusta z grochem, ryby różnego rodzaju, pierogi ruskie wśród, których
jest zawsze jeden „Judasz” i cały szereg innych
tradycyjnych dań. Red.: A co to takiego ów „Judasz” ?
AP.: Robiła tak moja babcia, robi tak również moja mama. Otóż
jeden z pierogów jest przyprawiany solą i pieprzem znacznie bardziej
niż pozostałe. Kto trafi na „Judasza” w trakcie kolacji,
a nie da się tego nie zauważyć, ten będzie „zakałą”
rodziny przez najbliższy rok. A cały obyczaj ma prawdopodobnie związek
z Podkarpaciem skąd pochodzą moi rodzice.
Red.
Które z wigilijnych dań jest dla ciebie ulubionym? AP.: Zdecydowanie
kapusta z grochem i pierogi. Nie ma okazji do jedzenia tego na co dzień.
Praca nad pierogami jest bardzo czaso- i pracochłonna, a kapusty z
grochem nie potrafię tak jak mama przyrządzić. Red.: Twoje
najbardziej pamiętne jak dotąd święta? AP.: To niezbyt miły
akcent, ale chyba te sprzed kilku lat kiedy połknęłam ość.
Absolutnie nic przyjemnego i od tego czasu nie jadam karpia. Ale każde
święta są niezwykłe i czekam na nie z dużą niecierpliwością.
Wprost nie mogę się doczekać, żeby znów pobyć kilka dni z rodziną.
Red.: Czy śpiewasz kolędy? AP.: Z moim głosem!? No coś tam śpiewam,
ale niezbyt głośno, żeby się nikt nie śmiał. Red.: A czy masz
jakąś ulubioną kolędę? AP.: Nie, nie ma takiej. Lubię wszystkie.
Red.: Jakie plany sylwestrowe na ten rok? AP.: Zapowiada się Szczyrk
czyli zgrupowanie kadry. Planowałyśmy wspólnego
„sylwestra” w gronie wszystkich koleżanek z BKS-u, ale
nic z tego nie wyjdzie bo kilka spośród nas będzie na obozie. Red.:
Twoje preferencje sylwestrowe. Bal czy prywatka? AP.: Chciałabym pójść
na prawdziwie wielki bal. Pełna elegancja, efektowna suknia itd.
Dotychczas Nowy Rok witałam na prywatkach, w gronie przyjaciół.
Red.: Życzenia na Nowy Rok? AP.: Dla rodziców zdrowia, dla siostry
lepszej pracy, dla kibiców sukcesów z naszym udziałem, a sobie
...hm.. żeby omijały mnie kontuzje. Wówczas wszystko będzie
dobrze.
TP, JacK